Taka Agentka jest tylko jedna!

20:53

Źródło
Dziś Agentka jest tylko jedna

 Na początek taka oto zagadka: Pojawia się najczęściej w połowie lutego, zawiesza na ustach wszelkich dziateczek uśmiechy wielkości bananów i sprawia, że większość tego zacnego towarzystwa czasochłonnie skupia się na jednej czynności. Co to jest? Już słyszę Wasze odpowiedzi: Czy to śnieg? Czy to ferie? Ja to bym wreszcie zdał za pierwszym razem sesssssję...


I choć wielkim zaszczytem byłoby dla mnie zostać tą osobą, która Was poinformuje, że oto, za pierwszym razem zdaliście sesję, nic z tego moi drodzy! Poprawną odpowiedzią na zagadkę są bowiem seriale. Po długiej przerwie i bardzo nieczułych cliffhangerach w ostatnich odcinkach mind-seasonów, wracają do nas marnotrawne, niecierpliwie wyczekiwane kontynuacje wstrzymanych odcinków a także nowe sezony. Co prawda, wciąż czekam na takie tytuły jak House of Cards, Agentów T.A.R.C.Z.Y. czy OUaT, to miałam już szansę obejrzeć nowe odcinki The Walking Dead i Supernatural, a styczniowo/ lutowy marazm zapełniłam sobie wyśmienitą niespodzianką, jaką okazał się Galavant i Agent Carter, o której przypomniałam sobie dopiero kilka dni temu. Poza tym w moim serialowym życiu pojawiło się także The 100, postapokaliptyczny serial CW, który jest... postapokaliptycznym serialem CW. 

I jak już kilka razy podchodziłam do pełnej notki o The 100, gdzie wypisałabym wszelkie głupotki i nielogiczne sytuacje czy zagrania w tym serialu, nie bojąc się wspomnieć, jak bardzo się do niego też przywiązałam, tak ostatnio Agent Carter pierwszymi kilkoma odcinkami niezwykle poruszyła moje fanowskie serduszko. Wprost nie mogło one już się powstrzymywać przed śpiewaniem peanów i zachwytem płynącym z głęboko pokładanych nadziei w tym tytule, które, jak się zarzekam na Mroki Cienia!, odnalazły swe odzwierciedlenie już w pierwszych kilku odcinkach sezonu.  Jak więc pewnie zauważyliście, materiału na notkę uzbierało mi się aż nadto. Tak dużo, że już nie potrafiłam przestać go 'zauważać' w moim umyśle, wplecionych pomiędzy jedną a drugą mniej czy bardziej istotną sprawę. Postanowiłam także w miarę usystematyzować wszystkie swoje refleksje i podejrzenia na temat wyżej wymienionych seriali, żeby - co tu ukrywać - mieć z ich oglądania jeszcze większą frajdę. :) Kto wie? Może moje pogdybywania jeszcze do czegoś doprowadzą? Poza tym, co chyba najważniejsze, chętnie z Wami podyskutuję o naszych gustach - może macie na temat jednego z tytułów inne zdanie? Szybko dodam, że identyczne lub podobne też są w cenie. Nie ma nic przyjemniejszego jak podyskutowanie o popkulturze w wolnej chwili i dlatego też właśnie swoje niezaplanowane minuty spożytkuję w ten sposób.


Marvel's Agent Carter/ (S01 E01-06)


Źródło
Dlaczego powinniście obejrzeć Agent Carter?

I jak nie pisnę z zachwytu...! Ale serio, ludzie, nigdy nie pomyślałabym, że zakocham się w tym serialu już od pierwszego odcinka. Mało tego. Dawałam Agent Carter nawet trochę większy kredyt zaufania, doskonale wiedząc, jak słabe były początki Agents of S.H.I.E.L.D. Jeśli jeszcze tego nie wiecie (są takie osoby?) to podpowiem, że marne i to bardzo. Na szczęście ekipa produkcji nie pozwoliła, aby tandetne początki zawisły nad serialowymi adaptacjami komiksów Marvela i już przy półtoragodzinnym wprowadzeniu, jakim jest pierwszy odcinek Agent Carter, bawiłam się lepiej niż na niejednym filmie. Nie dość, że dostałam tutaj z marszu postać kobiecą w roli głównej, a przy tym nie tylko inteligentną, ale także zaradną, nie pozwalającą sobie w kaszę dmuchać, sprytną, wyszkoloną agentkę, która naprawdę daje się lubić. 

Moglibyście zapytać - no i co z tego? Szkopuł w tym, że ostatnio pierwszoplanowych postaci, spełniających każdą z wyżej wymienionych cech, można szukać nie tylko ze świecą, a równie dobrze całą elektrownią, a i tak zapewne nie dane wam będzie znaleźć. I nie chcę być złośliwa (ok kłamię, w 99 przypadkach na 100 chcę i to też nie jest wyjątek od reguły), ale czemu tak naprawdę? W końcu to nie jest tak, że Amerykańscy Naukowcy przeprowadzili jakieś sekretne badania, oczywiście na terenie strefy 51., dzięki którym udowodniono, że seriale oglądają przede wszystkim mężczyźni. A skoro właśnie taki target, to wiadomo – sprzedadzą się tylko produkcje, gdzie w roli głównej wystąpi mężczyzna. Obojętnie jaki – napakowany, ale kościsty; macho, ale romantyczny; inteligentny, ale przygłupi. Kto by chciał widzieć na ekranie kobiety? W sensie, no wiecie. Jaki mężczyzna byłby zainteresowany kobietami? Takimi sensownie wykreowanymi postaciami kobiecymi. Czyli, że co? Mieliby siedzieć przed telewizorami i obserwować zmagania głównej bohaterki, która ma mózg? No jak to…! Wszyscy wiemy, że seriale do czegoś innego zostały stworzone. Do romansów i melodramatów. Takie produkcje zawsze są modne i skazane na sukces!*

Jednak trochę odbiegam od tematu. Wracając więc do Agent Carter, czyli świetnego serialu z kobietą z mózgiem w roli głównej. Serialu, który mnie kupił. Dlaczego jeszcze warto czym prędzej zacząć swoją przygodę z tą produkcją? Tak poza najważniejszym powodem, czyli żeby trochę się podlizać Blair i sprawić, że oglądalność wzrośnie, dzięki czemu AC nie znajdzie się w Grupie Ryzyka (gdzie istnieje możliwość, i tutaj to – słowo – którego – nie – powinno – się – wymawiać, anulowania). Otóż Agent Carter, oprócz samej Peggy Carter, posiada także intrygujących i interesujących bohaterów drugoplanowych oraz fabułę. Tak moi drodzy! Już po kilku pierwszych odcinkach można rzec, że serial posiada fabułę, czyż to nie cudowne? Nie rzucajcie tych spojrzeń w stronę monitorów. Jeśli nie wiecie o co chodzi, powinniście swe piękne oczęta skierować na obecny sezon Supernatural. Dziesiątce jak najbardziej przydałyby się fabularne witaminki wzmacniające. Zima, okres przeziębień, odgrzewane kotlety, te sprawy…


Źródło
1. Agent Carter potrafi oczarować

Na szczęście fabule w Marvel’s Agent Carter** nie można nic zarzucić. Już od wydarzeń w pierwszym odcinku widz wie, w którą stronę sprawy będą zmierzać, a chociaż w nowszych epizodach dochodzi jeszcze parę wątków, wciąż nie ma wątpliwości co stanowi główną oś fabularną. Poza tym bardzo miłym zaskoczeniem byli dla mnie agenci pracujący z Peggy, czyli owe, wcześniej wspomniane, wiele obiecujące postacie drugoplanowe. Mężczyźni pracujący z Carter z jednej strony umniejszają jej obecność na podobnym stanowisku do ich, wysyłając ją niejednokrotnie po kawę, lunch czy do odbierania telefonów. Z drugiej, nie są jednak przedstawieni, jako bohaterowie niedoceniający i również mniej potrafiący. Czyli Peggy ma w pracy parę szowinistycznych świń, z którymi musi sobie radzić (Daniel, tak ładnie się tutaj wyróżnia, że chociaż zaraz będzie parę słów o nim, już teraz leci do niego serduszko ode mnie <3), ale nie są to nic nie rozumiejące, w każdej kwestii i sprawie gorsze od Peggy, szowinistyczne świnie. 

Dlaczego jest to ważne? Już tłumaczę. Otóż, gdy dostajemy produkcję, w której główną postacią jest kobieta starająca się przebić w interesie zdominowanym przez mężczyzn (w agencji do tej pory nie pojawiła się żadna następna agentka), wiele by ujęto fabule, gdyby pomniejszono wartości zbiorowości, w której nasz bohater/ bohaterka stara się przebić. W tym wypadku jest to właśnie płeć męska. Należy tutaj zauważyć, że Peggy bardzo często jest o ten jeden krok przed resztą swoich kolegów z pracy, ponieważ zaczęła prowadzić dochodzenie trochę wcześniej, posiadając dodatkowe informacje, podchodząc do sprawy w swój własny, oryginalny sposób. Podsumowując troszkę, Carter nie jest od nich gorsza, choć jest tak traktowana, a oni nie są wykreowani na gorszych od niej, tylko dlatego, że ją tak traktują. W poprzednim zdaniu wychodzi nam trochę takie masło maślane, ale warto zauważyć, że podobny zabieg w różnych produkcjach jest stosowany bardzo często. Coś na zasadzie czerni i bieli, która tutaj – O Matko Noc, dzięki Ci! – na zaradność i pomysłowość twórców, nie występuje. Oczywiście fakt, że Carter jest ignorowana przez resztę agentów i często nie dopuszczana do głosu, ale może zapewnić sobie dostęp do informacji, które posiadają oni, też jest bardzo pomocny. 


Źródło
2. Agent Carter po prostu rządzi

Jeśli zaś mowa o różnych sposobach prowadzenia jednego śledztwa, muszę przyznać, że też jest to dla mnie jedna z bardziej intrygujących i fascynujących spraw przedstawionych w serialu. Oba zespoły pracują nad jedną sprawą, ale robią to często w skrajnie odmienny sposób, używając innych środków, dochodząc, odmiennym sposobem dedukcji, do takich samych wniosków. Sprawia to także, że nie mogę się doczekać, gdy Peggy będzie miała szansę normalnie współpracować ze swoimi kolegami, otwarcie im pomagając, a nie skrycie się przed nimi maskując. Co też tyczy się męskiej części aktorskiej - na prowadzenie w serialu wychodzą na razie trzy postacie: Agent Thompson, Daniel Sousa i Jarvis (!). Tak, tak moi drodzy. Wygląda na to, że Tony Stark miał na czym się wzorować, oj miał. Kamerdyner Howarda Starka jest tak uroczą i sympatyczną postacią, że nie da się jej nie polubić z miejsca. Duszą i ciałem oddany żonie (od pierwszych wzmianek wiadomo, kto tam u nich rządzi xD), szarmancki i czasami denerwująco uparty jak osioł.  Nic jednak nie przebije faktu, że za każdym razem, kiedy widać go na ekranie, Jarvis wprowadza ze sobą brytyjski humor, któremu nie potrafię się oprzeć. Poza tym już od bardzo, bardzo dawna nie widziałam tak udanego, świetnie zaprezentowanego bromance'u, jaki został stworzony pomiędzy Jarvisem a Peggy. 


Źródło
3. Agent Carter nie zadaje pytań

Daniel Sousa wraz z Carter prezentują z gruntu odmienną relację. Daniel bowiem jest jedną z nielicznych, jeśli nie jedyną postacią pracującą w biurze, które akceptują Peggy i nie boją się tego otwarcie pokazywać. Inna sprawa jest taka, że Sousa to bohater wojenny, który też w pewien sposób zajmuje niższą pozycję w grupie ze względu na swoją niepełnosprawność (porusza się o kulach). Oczywiście jego interakcje z pozostałymi znajomymi z pracy nie są dokładnie takie same, jak te, które ma Carter, aczkolwiek - co trzeba szczerze przyznać - zdanie Sousy nie zawsze się liczy. Z goła inaczej ma się sprawa z Agentem Thompsonem, odznaczonym na wojnie, zajmującym wysokie stanowisko i wzbudzającym respekt wśród kolegów na podobnych stanowiskach. Thompson należy do grupy osób nie widzących w Peggy nic szczególnego poza dobrze zrobioną kawą i spóźnionym, lecz wciąż smacznym, lunchem. Do pewnego momentu otwarcie pokazuje też pewną pogardę co do niej. W ostatnich odcinkach jednak sprawy zaczęły się zmieniać i trzymam za nie kciuki. Cóż mogę powiedzieć, lubię Daniela, ale to do Thompsona mam słabość i chciałabym go więcej w serialu. :)

Morał całego tego wywodu jest zaś taki, że jeśli nie przekonuje cię do obejrzenia Agent Carter mój, zajmujący w Wordzie ponad 3 strony wywód, zawsze jeszcze pozostaje Jarvis, któremu się nie oprzesz. Nie czekaj więc i przywitaj się z nim!


Źródło
Jarvis na zachętę i ładne zakończenie. :)


*Przyznajcie, że czytaliście tę linijkę przynajmniej z dwa razy. ^^ 
** Uprzedzając pytania - piszę tytuły na przemian po polsku i angielsku, ponieważ tak lubię. 


Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl