Magia i morderstwo na ulicach miasta #2

13:00

Żródło
W jednym z poprzednich postów pisałam czym jest urban fantasy. W końcu spacery z magią i morderstwem pod rękę po brudnych, mrocznych uliczkach mają w sobie coś wyjątkowego, jedynego w swoim rodzaju. Przekonywałam, że naprawdę nie warto się temu opierać. Od których zaułków jednak zacząć swoją wędrówkę? W którym z miast zgubić się po raz pierwszy?


Żeby tylko się zgubić! Jak się okazuje, wystarczy pomóc nieznanej, krwawiącej dziewczynie, aby trafić do równoległej rzeczywistości. Richard Mayhew, główny bohater Nigdziebądź Neila Gaimana, bezdyskusyjnie ma w tej kwestii największe doświadczenie. Mowa za to o Londynie Pod – tajemniczej, tętniącej życiem krainie, znajdującej się tuż pod… Londynem. Nie można jednak egzystować równocześnie w obydwu światach, o czym niezwykle boleśnie przekonuje się Rick. Teraz, aby wrócić do domu, będzie musiał pomóc Drzwi w odnalezieniu owianego tajemnicą anioła, Islingtona, zmylić żądnych ofiar morderców, a tak całkiem przy okazji – przeżyć. 

Choć Nigdziebądź to debiut Neila Gaimana, ani trochę nie odstaje od pozostałych powieści pisarza. Jest to książka pełna czarnego humoru, intryg i szalonych, a nawet miejscami absurdalnych, przygód. Co oczarowało mnie w niej najbardziej to fakt, że czytelnik – pomiędzy tymi wszystkimi zabawnymi dialogami, urokliwymi czy zagadkowymi miejscami – może znaleźć wiele prawd o realnym życiu. Za Nigdziebądź przemawia też fascynujący i pełen niebezpieczeństw świat przedstawiony, który czytelnik przemierza razem z głównym bohaterem. Przyjemnie jest obserwować, jak początkowo zniechęcony Rick, zaczyna się odnajdywać na ulicach Londynu Pod. 

Do całkiem innego świata Gaiman wrzuca też Cienia, głównego bohatera Amerykańskich bogów, i chociaż Cień nie musi przemierzać ulic alternatywnej rzeczywistości, jego sytuacja wcale nie wydaje się prostsza. Były więzień, którego najbliższa przyszłość po wyjściu na wolność malowała się radośnie, zostaje wplątany w porachunki osób o wiele silniejszych od niego. Najmocniej czytelnika do Amerykańskich bogów może przyciągnąć intrygująca kreacja samych postaci. Gaiman nie boi się kreować fascynujących, odmiennych bohaterów ze skomplikowaną przeszłością i skrytymi motywami działań. Ta książka nie tyle absorbuje czytelnika, co go oczarowuje. Pisarz opowiada historię Cienia i reszty bohaterów pozornie lekko i niezobowiązująco. Przez kilkaset stron tworzy mnóstwo wątków i na pozór niepotrzebnych szczegółów, które później splatają się w zajmującą i dającą do myślenia historię. Jak można nie polubić książki, w której każda drobnostka została przemyślana, a najmniejszy składnik fabuły ma swój cel w opowieści?

Pozostając wciąż w temacie alternatywnych światów, przenieśmy się na moment do obskurnego, brudnego biura detektywistycznego, należącego do głównego bohatera Czegoś z Nightside Johna Taylora. John nie ma pieniędzy, ale posiada za to niezwykły dar. Potrafi odnaleźć dosłownie wszystko i dla dodatkowych funduszy, pójdzie po to nawet do Nightside. Wyobraź sobie, że możesz odwiedzić miejsce, gdzie spotykają się wszystkie twoje nadzieje i koszmary, gdzie mity i religie splatają się w jedno, a potwory spod łóżka wychodzą, żeby trochę się zabawić – to właśnie Nightside. Miejsce, za które niejedna osoba oddałaby duszę. Mimo że Fabryka Słów zarzuciła wydawanie kolejnych części, trzy pierwsze dostępne po polsku są warte przeczytania. Wszystkie przygody Johna Taylora łączą w sobie elementy klasycznego kryminału noir i dobrej fantastyki, co sprawia, że jest to tak dobre urban fantasy.
Nie gorzej prezentuje się także cykl Mike’a Carey’a o Felixie Castorze. Chociaż bohater Mojego własnego diabła nie ma zbyt wielkiego popytu na swe umiejętności, jako że jest egzorcystą, radzenie sobie z duchami to jego specjalność. Możecie uwierzyć mi na słowo, że nie ma najmniejszej możliwości, aby – gdy w mieście pojawi się zabójczy sukub, demony i skradzione duchy – jako następne nie padło nazwisko Felixa.

Musicie przyznać, że dotychczas wymienionych zajęć bohaterów urban fantasy nie można nazwać bezpiecznymi, prawda? Na bezpieczeństwo nie ma jednak miejsca, kiedy żywisz się kocią karmą jak John albo łapiesz dorywczej pracy klauna na urodzinach dziesięciolatka, podobnie jak Felix. Nie inaczej wygląda życie Harry'ego Dresdena, maga i prywatnego detektywa Frontu Burzowego. Harry, choć jest jedynym prywatnym detektywem w Chicago władającym magią, wcale nie ma dużego ruchu w interesie. Trudno o klientów, kiedy chcesz dostawać poważne zlecenia, a nie ważyć miłosne nalewki czy wyciągać na imprezach króliki z kapelusza. Dresden jednak uparcie utrzymuje się na rynku, rozwiązując śledztwa dla chicagowskiej policji i wykonując mniejsze zlecenia. Czuwa też na straży bezpieczeństwa zwykłych ludzi, kiedy okazuje się, że pozostałe istoty magiczne są mniej przyjazne dla społeczeństwa.

Jeśli dotychczas doszliście do wniosku, że w urban fantasy nie ma miejsca dla rodzinnego biznesu, jesteście w błędzie! Świetnie widać to na przykładzie Człowieka ze złotym amuletem, powieści Simona R. Greena. Rodzina Eddiego Drooda, głównego bohatera powieści, od wieków stoi na straży bezpieczeństwa zwykłych ludzi. Bronią ich nie tylko przed potworami spod łóżka i monstrami chowającymi się w szafach. To właśnie oni pilnują, aby ciebie w zaułku nie zaskoczyła jakaś istota nie z tego świata. Eddie, pośród magicznego społeczeństwa znany jako Szaman Bond, nosi specjalny złoty amulet, zabija tych magicznie niegrzecznych i absolutnie to kocha. Przynajmniej do czasu, kiedy rodzina się go wyrzeka i zmusza do ucieczki. Wtedy Eddie musi zgłosić się o pomoc tam, gdzie wcześniej siał postrach. 


Źródło

Pomijając dość szalenie brzmiący opis, Człowiek ze złotym amuletem jest bardzo przyjemną, pełną humoru i akcji powieścią, w której każdy znajdzie coś dobrego. Simon R. Green stworzył historię ociekającą patosem, niemożliwymi sytuacjami i wspaniałymi, wychodzącymi cało z każdej opresji, bohaterami, ale zrobił to niezwykle dobrze. Jest to jedna z tych nielicznych powieści, którą bym wybrała, gdybym miała wskazać pozycję, gdzie wady, które przeszkadzałyby w każdej innej książce, tutaj zmieniają się w zalety. Green uroczo wręcz eksponuje te cechy, tak jakby mówił do czytelnika: „Patrz! Wiem, że normalnie nie powinno to tak wyglądać w powieści, ale co z tego? W końcu dobrze się bawisz!”. 

Nie rzadziej niż Eddie, ratować się ucieczką musi Atticus O’Sullivan, ostatni żyjący druid na Ziemi. Główny bohater cyklu Kronik Żelaznego Druida z powodzeniem ukrywa się przed swoimi wrogami od tysiącleci. Pijąc uzdrawiające herbatki, które go odmładzają i tłumacząc swemu psu, Oberonowi, zawiłości popkultury, nawet nie podejrzewa, że niedługo jego życie bardzo się skomplikuje. Na psa urok, pierwsza część Kronik... to jedna z tych książek, po których nie spodziewasz się za wiele, a potem odkrywasz, że znalazłeś kolejną ulubioną serię, która koniecznie musi stanąć na twojej półce. Tak było przynajmniej w moim wypadku.

Najwyższy czas, aby na scenę wyszło kilka bohaterek, nie sądzicie? To już niebawem, a tymczasem pamiętajcie, żeby od razu, kiedy znajdziecie się w alternatywnej rzeczywistości, rozeznać się, czy jest to Nightside, czy jednak Londyn Pod, a potem znaleźć kolejno Johna lub Drzwi. Nigdy nie obrażajcie też klauna - być może jest to dorabiający na chleb egzorcysta, a gdy będzie wam dane trafić na jedynego druida na świecie, koniecznie poproście go o filiżankę herbaty.

KILKA LITEREK WIĘCEJ:
________________________________
1. Nigdziebądź Neil Gaiman
2. Amerykańscy bogowie Neil Gaiman
3. Harry Dresden Jim Butcher
4.  Człowiek ze złotym amuletem Simon R. Green
5. Kroniki Żelaznego Druida Kevin Hearne 
6.  Coś z Nightside Simon R. Green
7. Felix Castor Mike Carey

Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl