Lady of Shadows, Queen of Light

18:52

Źródło
Postanowiłam napisać ten post dopiero po polskiej premierze Dziedzictwa ognia, bo nie czarujmy się, pisanie o czwartej części cyklu, gdy nawet jeszcze większość z Was nie miała możliwości przeczytania trzeciej, byłoby wyrządzaniem zbyt wielkiej krzywdy każdemu z nas. Ze mną na czele. Kto przecież by ze mną o tym rozmawiał? Dziedzictwo ognia jest już jednak dostępne - wiem, bo kupiłam i nie wahałam się tym podzielić na fanpage'u - a ta recenzja będzie wolna od spoilerów, więc jeśli chcecie się przekonać czy warto czekać, już Wam odpowiadam.

WARTO!


Queen of Shadows to do tej pory najlepsza, najbardziej czadowa, pełna akcji i świetnych plot twistów książka z całego cyklu. Naprawdę nie mam pojęcia, jak Sarah J Maas zamierza przeskoczyć w piątym tomie poprzeczkę, którą sama sobie tutaj postawiła, ale będę czekać. Będę obserwować. A do tego czasu pewnie jeszcze z cztery razy przeczytam QoS. Po prostu już teraz wiem, że nie będę potrafiła się powstrzymać. 

Tron ze szkła a Queen of Shadows to niebo a ziemia. Powiem szczerze, że przy pierwszej części - nawet przy drugiej! - cyklu Maas miałam pewne zastrzeżenia. Celaenę z trudem tolerowałam, Chaol był taki jakiś..., Doriana dawało się polubić. Świat przedstawiony do mnie nie przemawiał. No i było za mało magii. Wiem, jak to brzmi, kiedy fabuła powieści kręci się wokół faktu, że magia jest zakazana i nie wolno jej używać, no ale sami wiecie. Nie przemawiało do mnie to wszystko. A potem przeczytałam Dziedzictwo ognia. I zrozumiałam, że Sarah J Maas dopiero się rozkręca. 

A po Dziedzictwie ognia przyszedł czas na Queen of Shadows. I nagle, niespodziewanie, mój fangirling zaskoczył na pełne obroty. Gdzieś tak pomiędzy Dziedzictwem ognia a czekaniem na QoS i pierwszymi, udostępnionymi rozdziałami czwartej części, ten cykl stał się jednym z moich ulubionych. I absolutnie kocham w nim wszystko - świat przedstawiony, akcję, fabułę, bohaterów! Przede wszystkim bohaterów! Rowana, Aediona, Lysandrę, Aelin, Manon, czyli piątkę, która albo dopiero się pojawiła, albo na stałe "uaktywniła" w tych dwóch najnowszych powieściach. 

Źródło
Dokładnie taka myśl siedziała mi w głowie podczas czytania QoS

I jeszcze fabuła Queen of Shadows. Nawet nie sądziłam, że Maas domknie tutaj aż tyle wątków - ale jestem jak najdalej od bycia zawiedzioną. Wręcz przeciwnie - jestem zachwycona. Jestem jedynym, wielkim, chodzącym fanowskim szczęściem z sercem w dłoni. Chyba pierwszy raz w swoim życiu, czytałam książkę z ogromnym niedowierzaniem i jeszcze większym bananem na twarzy, ponieważ na każdej ze stron opisywane były wydarzenia, które sama wcześniej zdążyłam przewidzieć. Pół roku snucia fanowskich teorii nie poszło na marne! Te wszystkie streszczenia wciąż niedokończonych fanficów? Jakbym je przed oczami miała! To było po prostu takie jedno, wielkie NIE! Naprawdę? Czy to dzieje się naprawdę, czy to tylko moje fantazje? Poza tym ani trochę nie ukrywam, że z części na część coraz bardziej dopinguję Maas, która pisze lepiej i ciekawiej oraz Aelin, która przechodzi dynamiczną transformację w kogoś, kto ma wiele szans na stanie się jedną z moich favourite characters, a przy okazji nie traci ani trochę na werwie, badassowatości, zaciętości ani humorze. 

Jak z trudem dawałam radę tolerować Celaenę z pierwszych części, tak Aelin jednogłośnie (wraz ze wszystkimi głosami w mojej głowie) została jedną z moich ulubionych postaci. Tak forever. Nie tylko, jako bohaterka stworzona przez Maas. Od Tronu ze szkła do Queen of Shadows Aelin przebyła naprawdę daleką drogę - jej przemianę najlepiej widać w Dziedzictwie ognia - a ja, jako czytelniczka czuję się z niej tak dumna, jakbym sama ją wykreowała. To jest naprawdę niemądre uczucie dumny, którego nie potrafię wytłumaczyć. Dowodzi to właśnie też świetnie rozwijającego się warsztatu pisarskiego Maas. Autorka w tym roku już raz podbiła moje serce pierwszą częścią A Court of Thorns and Roses i teraz zrobiła to znowu. 

No i ta akcja. Ja przepraszam bardzo, bo się tutaj już powtarzam, ale naprawdę nie potrafię uwierzyć, że to już. To stało się tak szybko! Naprawdę sądziłam, że niektóre z tych wątków będą ciągnięte aż do szóstego tomu; niektóre spotkania pewnych bohaterów będą miejsce dopiero pod koniec cyklu, a tutaj... TAKA AKCJA! Prawdopodobnie będę się tym ekscytować do piątej części, wybaczcie. Jak więc widać na załączonym obrazku, jestem zachwycona. Sądzę nawet, że spokojnie można powiedzieć, że "zachwycona" to niewystarczające słowo, niosące zbyt mały ładunek emocjonalny, żeby wyrazić moje odczucia względem Queen of Shadows. Trzymam kciuki, żeby kolejne części były tak samo badassowskie, epickie i niesamowite, jak ta jedna. I żebym częściej miała do czynienia z takimi powieściami. Mój świat naprawdę byłby z nimi piękniejszy i pełniejszy. 

A żeby tradycji stała się zadość - #TeamRowan #TeamAedion



tytuł: Queen of Shadows
autor: Sarah J Maas
Cykl: Throne of Glass (tom 4)
Wydawnictwo: Bloomsbury Children's Booksdata wydania: wrzesień 2015 (data przybliżona)
ISBN: 9781408858615
liczba stron: 648
kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction
język: angielski

Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl