Pobudź kreatywność, czyli niech ogranicza cię tylko wyobraźnia i listopad

22:23

Jak zapewne wiecie, październik to Bardzo Ważny Miesiąc. Jedni w końcu godzą się z faktem, że lato minęło i nie nadejdzie przez następne kilka miesięcy, drudzy dostają w końcu swoje ukochane seriale i nowe ramówki. Istnieje jednak trzecia grupa osób. Oni w październiku przeżywają ostatni etap przygotowań do listopadowego pisania powieści. Mówimy oczywiście o akcji NaNoWriMo - o akcji, o której zdarzyło mi się już napisać, tylko zapomniałam gdzie. :) W końcu znalazłam tekst w jednym z numerów Outro - tygodnika, w którym także od czasu do czasu publikuję - a po roku przedstawiam go i Wam, ponieważ wychodzę z założenia, że co na blogu, to nie zginie. :)






Akcja NaNoWriMo (National Novel Writing Month), czyli międzynarodowy miesiąc pisania powieści, to w skrócie 30 dni, 50 000 słów i  nieograniczona wyobraźnia ochotnika, który podejmuje się wyzwania. Nagrodą główną dla zwycięzców są specjalne certyfikaty oraz… ich własna satysfakcja. Wystarczy w jeden miesiąc stworzyć powieść. Piszecie się? 


Niemal słyszę teraz wasze urywane jęki z niedowierzającym: „Jak to? Tak się przecież nie da!”. Da się, moi drodzy, da. Jak można wyczytać z informacji o NaNoWriMo na oficjalnej stronie polskiego miasta literatury UNESCO, Krakowa: „(…) tylko w 2012 r. w konkursie wzięło udział 340 tys. przyszłych pisarzy z całego świata, którzy napisali łącznie 3 288 976 325 (3,28 mld) słów”. Dzięki znajdującemu się tam specjalnemu licznikowi można zapoznać się także z aktualną, łączną liczbą ułożonych  słów uczestników z Polski. 21 listopada 2014 roku, było ich 3 904 844. Niektóre z powieści, napisane dla NaNoWriMo, zostały opublikowane przez wydawnictwa. Dobrym tego przykładem jest popularna i zekranizowana w 2011 roku Woda dla słoni autorstwa Sary Gruen. 

Wyczaruj fabułę
Wiem, że pomimo pokrzepiających liczb przedstawionych w poprzednim akapicie,  wciąż przed oczami niedoszłego autora stoi tylko to siejące strach pięćdziesiąt tysięcy.  Dlaczego poprzeczkę zawieszono aż tak wysoko? Na oficjalnej stronie wyzwania  organizatorzy podają, że jest to zadanie trudne, ale wciąż wykonalne.  Doświadczenie zdobyte od 1999 roku – pierwszej edycji NaNoWriMo – pozwoliło im osądzić, że nawet jeśli ochotnik musi w tym samym  czasie pracować, opiekować się dziećmi czy, ogólnie to podsumowując, prowadzić przez ten miesiąc własne życie, jest w stanie osiągnąć wymagany limit słów i zostać jednym ze zwycięzców. Wystarczy tylko założyć konto na specjalnej stronie, aktualizującej codziennie liczbę wyrazów, a następnie pisać do końca miesiąca. Poza tym organizacja zapewnia także ochronę dzieł – po podliczeniu słów przez stworzony do tego program, tekst jest automatycznie usuwany. Oznacza to, że dopóki sami nie wyrazimy takiej chęci, z naszą twórczością nie zapozna się żadna inna osoba. 

Sypnij na bohaterów magicznym brokatem
Piszę teraz o zasadach działania dobrze prosperującej na całym świecie organizacji  non–profit. Jakie jednak były początki National Novel Writing Month? Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy cofnąć się o piętnaście lat, do lipca 1999 roku, kiedy to amerykański pisarz, Chris Baty, podjął się tego wyzwania wraz z 21 innymi uczestnikami. Rok później przeniesiono całą akcję na listopad, a wzięło w niej udział aż 140 Amerykanów, włączając w to tylko kilku członków z innych krajów. Z roku na rok projekt stawał się coraz to bardziej sławny, wspomagany przez blogerów i opisywany na łamach gazet. Dziś mamy do czynienia z globalną akcją, zrzeszającą miliony początkujących autorów i pisarzy z całego  świata, którzy wspierają i dopingują siebie nawzajem na licznych witrynach internetowych, blogach i forach. 

Wyjmij akcję z czarodziejskiego kapelusza 
Biorąc pod uwagę, że jest to akcja ceniąca w twórcy szczególnie wytrwałość i pasję, autorom tekstów bardziej zależy na ilości niż jakości. Umiejętności stają się tutaj kwestią podrzędną. Główny cel to rozpoczęcie i zakończenie swojego dzieła w ciągu listopada, osiągając równocześnie wymaganą liczbę słów. Można zapytać: Dlaczego więc mamy zacząć pisać, jeśli będziemy tworzyć brednie? Dla samej przyjemności pisania, tworzenia – rozpoczynania i kończenia własnej historii. Proces edycji i poprawek jest na tym etapie po prostu pomijany. Nie oznacza to, że kończąc  wyzwanie, nie można podszlifować i ulepszać swojej powieści.

Jak jednak można zaobserwować, większość twórczości powstałej dzięki NaNoWriMo, która została udostępniona przez autorów, jest stylistycznie i warsztatowo  dość słaba. Przy każdej nowej edycji wyzwania, czy to w Polsce, czy na całym  świecie, można także usłyszeć negatywne opinie osób, które próbują dowieść, że NaNoWriMo to wydarzenie wybudzające z wiecznego snu grafomanów, zalewających później Internet oraz wydawnictwa swoimi  wypocinami. Chociaż trudno się z tym nie  zgodzić, prostym nie jest też całkowite  skrytykowanie akcji. Kto wie czy na dnie  morza bzdur ktoś nie znajdzie wyjątkowej  perły?

A Wy? Braliście już udział w tej akcji, albo się przymierzacie?

Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl