Łzy androida

15:55







Wyobraźcie sobie świat, w którym najważniejszą rzeczą jest wasza tożsamość. Nie mają już znaczenia klucze, karty płatnicze, różnorakie dokumenty czy potwierdzenia. Wszechobecne w mieście maszyny i roboty, a także specjalne programy zainstalowane w budynkach, sprawdzają waszą tożsamość, mając od razu dostęp do wszelkich danych od karty dentystycznej przez opinie wystawiane na wasz temat w pracy po ostatni wpis na portalu społecznościowym. Wszechobecna inwigilacja jest na pierwszym miejscu. Wyobraźcie sobie świat, w którym powoli uzależniacie się od każdego unowocześnienia, ulepszenia, a w końcu zaczynacie także ulepszać samych siebie, wszczepiając sobie różnorakie implanty. Panująca moda sprawia, że z czasem nie potraficie bez tego żyć - niemożliwe jest znalezienie dobrej pracy, kiedy na to samo stanowisko aplikuje także osoba z odpowiednią wszczepką czy implantem. Myślicie, że to niemożliwe?
Witajcie w New Horizon. 


Przyznam Wam się już na samym początku, że na Czarne światła. Łzy Mai czekałam od chwili, kiedy Martyna Raduchowska w jednym z wywiadów zdradziła, że planuje napisać coś na styl cyberpunku. I to wcale nie dlatego, że jestem fanką tego gatunku. Szczerze mówiąc, nie miałam z nim tak wiele do czynienia, jakbym chciała. Jednak to właśnie debiut Martyny Raduchowskiej, Szamanka od umarlaków, był moim pierwszym spotkaniem z polskim urban fantasy. Bardzo udanym spotkaniem. Skoro więc autorce udało się mnie przekonać do polskiego uf, dlaczego nie miałabym zacząć czytać cyberpunku stworzonego przez polskiego autora?
Nie istniały żadne przeciwwskazania.

Skończyłam czytać jakieś dwa tygodnie temu i moją pierwszą myślą było: "Daj Literaturo, żebyśmy na kontynuację nie czekali tak długo, jak na Demona Luster". Mowy nie ma, abym znów dała radę tak długo wytrzymać na kontynuację. I cóż, taka smutna prawda. Martyna Raduchowska bowiem wykreowała naprawdę wciągający świat, przedstawiła czytelnikom różnorodnych, wyrazistych i dających się lubić (albo nie-lubić, zależy o kim mowa) bohaterów, a potem wepchnęła ich w pełną akcji fabułę. Chociaż potrzebowałam kilku rozdziałów, aby załapać kto z kim i gdzie, później poszło już naprawdę gładko. Ogromną zasługę ma w tym oczywiście autorka powieści, która - naprawdę widać to już od pierwszych stron - odrobiła pracę domową i stworzyła solidne podstawy dla świata przedstawionego, a potem wypełniła go mnóstwem sensownych, uzupełniających szczegółów.  

Na fanpage'u bloga pisałam już raz, że Czarne światła. Łzy Mai to jedna z najlepszych powieści, jakie czytałam w tym roku i jeśli natkniecie się na egzemplarz w księgarni, albo bibliotece, koniecznie powinniście go złowić. Ta książka po prostu ma moc! Chociaż czasami Martyna Raduchowska zalewa czytelnika zbyt wielką dawką informacji na temat mechanizmów kierujących przedstawionymi realiami, a pierwsze 100 stron, to takie wprowadzenie, zanim fabuła rozkręci się na dobre, ta historia posiada ogromny potencjał. Jest trochę jak skrzyżowanie serialu Almost Human z Ja, robot, ale w świeżym odnowionym wydaniu. Powieść doskonale wpasowuje się w gatunek, jakim jest cyberpunk, spełniając wszystkie jego wymagania (w skrócie: 3M: Miasto, Masa, Maszyna). Poza tym autorka nie zamyka się jedynie na miejsce, w którym toczą się wydarzenia, a także wspomina o sytuacji poza New Horizon. Czytelnicy więc nie mają do czynienia jedynie z akcją opisywaną w hermetycznej bańce, bez wglądu na resztę świata. I chociaż miało to raczej charakter wzmianki, a nie dokładnego opisu tego, co w futurystycznej przyszłości przedstawianej przez Martynę Raduchowską, może dziać się z resztą świata, wystarczyło, aby wzbudzić moją ciekawość.  

Ogromnym plusem książki są sami bohaterowie. W Czarnych światłach. Łzach Mai dostajemy paletę zróżnicowanych, interesujących postaci, a każda z nich ma do zaproponowania czytelnikowi coś innego. Podobnie rzecz się ma także z New Horizon oraz terenami za murem, nazwanymi Dark Horizon, gdzie reguły nie obowiązują. 

Czy maszyna może czuć? Mieć duszę? Androidy w świecie wykreowanym przez Martynę Raduchowską nie potrafiły czuć i dzięki temu były tak skuteczne oraz "bezpieczne" dla społeczeństwa. Niestety wypadek w Beyond Industries, opisany na początku książki, wszystko zmienił. Czy więc umiejętność odczuwania emocji jest milowym krokiem naprzód, czy w tył? Próbując odpowiedzieć na to pytanie, autorka podsuwa czytelnikom Jareda - policjanta z ogromnym bagażem, po ciężkich przejściach i operacjach, w których w pewien sposób został udoskonalony, zrobotyzowany. Jared, jako świadek wydarzeń w Beyond Industries, przestał ufać jakimkolwiek maszynom i poprzysiągł zemstę na swojej byłej partnerce, androidzie Mai. Przez większość powieści obserwujemy, jak zmaga się ze swoją obietnicą; z jaką nieufnością podchodzi do jakichkolwiek nowinek technicznych, z których wcześniej korzystał. Maya jest zaś postacią przez większość wydarzeń obecną jedynie duchem, co nie oznacza, że przestaje być ważna dla fabuły. To ona w końcu przerywa pewien impas, w jakim znaleźli się pozostali bohaterowie powieści. 

Nie mniej ciekawa jest sama zagadka przedstawiona w Czarnych światłach. Łzach Mai oraz nowy morderca, obecny na ulicach miasta. Ze strony na stronę, wczytując się w kolejne opisywane wydarzenia, czytelnik może by pewien tylko jednego - że nie wie już nic. Dodając do tego niezwykle interesujący cliffhanger z ostatniego rozdziału, nie pozostaje nam nic innego, jak czekać na kolejną część. 

Czarne światła. Łzy Mai to książka pełna sekretów, niewypowiedzianych tajemnic, mrocznych miejsc i niepokojących pytań, rodzących się przez opisywane wydarzenia. Martyna Raduchowska tym razem nie tylko daje czytelnikowi powieść pełną akcji i z ciekawą fabułą, ale także zadaje bardzo ważne pytanie - co to znaczy być człowiekiem? I, że tak sobie pozwolę przywołując inny tytuł - Czy androidy mogą śnić o elektrycznych owcach?


Źródło

autor: Martyna Raduchowska 
tytuł: Czarne światła. Łzy Mai
data wydania: 15 maja 2015
wydawnictwo: Fabryka Słów
ISBN: 9788379640706
liczba stron: 460
kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction
język: polski





Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl