Bycie fangirl to stan umysłu

17:07

Źródło
To jeden z tych postów, do którego uwielbiam robić 'research' (czyt. przez 70% poświęconego wpisu czasu, szukać obrazków/ gifów)

Wyszłam z autobusu i powolnym krokiem skierowałam się do jednego z kilku moich ulubionych miejsc na świecie. Dzwonek zadźwięczał cicho, a drzwi zaskrzypiały. Nagle oślepiające, wrześniowe słońce ustąpiło miejsca przyjemnemu półmrokowi. Niezwłocznie uderzył mnie ten jedyny w swoim rodzaju zapach farby drukarskiej i kurzu, a w oddali usłyszałam, że ktoś przekartkowuje jakiś komiks. Natychmiast udałam się w tamto miejsce.

Niestety, nie udało mi się dostrzec tytułu trzymanej przez innego klienta pozycji, ale za to, dosłownie dwa kroki od miejsca, w którym wcześniej stał mężczyzna, zauważyłam na regale obiekt moich westchnień – pozycję absolutnie zapierającą dech w piersi – trzeci zeszyt Sandmana, Neila Gaimana. Zdjęłam komiks z półki i przejechałam ręką po okładce z uczuciem niedaleko odbiegającym od czci. Choć od razu udało mi się znaleźć to, czego szukałam, spędziłam pomiędzy regałami z mangami i komiksami kolejne pół godziny, specjalnie się ociągając. Udając, że wcale nie dostrzegam wymownego spojrzenia sprzedawczyni, która zapewne sądziła, że wyjdę z pustymi rękoma, jak to mi się czasem zdarza.

Kupiłam komiks. Wyszłam na ulicę, już nie mogąc się doczekać, aż będę w domu i zacznę przewracać pierwsze strony mojego nowego nabytku. 

To ja. Całkiem trzeźwo myśląca nastolatka ze słabością do pierwszych taktów „Carry on my wayward son” i szelestu kartek. To my. Wcale nie czając się w mroku, a otwarcie, w świetle dnia, panując na Tumblrze, tworząc nowe fanarty, czujemy radość z przynależności do fandomu i czasem piszemy też fanfiction. Jest nas mnóstwo. Jesteśmy wszędzie. Opanowujemy Internet. 
Może chciałbyś do nas dołączyć?
Źródło

Muszę uprzedzić, że wcale nie jesteśmy sekretnym klubem, do którego posiada się dostęp, znając tylko odpowiednie hasło. Bycie fanem to coś więcej. Bycie fanem to stan umysłu. Na przykład ten moment, kiedy kończysz czytać książkę i od razu chciałbyś sięgnąć po jej kontynuację, lecz nie możesz, ponieważ kolejna część serii nie została jeszcze wydana. Jeśli masz szczęście i umiejętności, możesz poszukać oryginału. Jeśli nie, czekasz tak długo, jak trzeba, przy okazji śledząc każdy news powiązany z tym tematem. Możliwe, że udzielasz się na forum poświęconym swojemu ulubionemu pisarzowi. Bardzo prawdopodobne, że dzięki temu odnajdujesz się między innymi, szalonymi ludźmi, którzy podzielają twoje niemalże fizyczne cierpienie. 

Zresztą, to nie musi być koniecznie powieść. Może serial, film albo aktor? Chyba nie powiecie mi, że nigdy nie poszliście do kina, ze względu na odtwórcę roli głównej? Nigdy nie zastanawialiście się nad ciągiem dalszym – co by mogło wydarzyć się dalej, jakim torem zostałby poprowadzona akcja? Istnieje ogromna szansa, że w tamtym momencie tworzyliście właśnie swoje własne fanfiction. Nie musieliście go wcale spisywać ani publikować w sieci, żeby dołożyć cegiełkę do tej pełnej entuzjazmu i kreatywności społeczności.

Pamiętam, jak kiedyś wyobrażałam sobie, że fangirl, to słowo opisujące te wszystkie dziewczyny na koncertach. Piszczące, wymachujące rękoma, gotowe zrobić wszystko, aby choćby dotknąć obiekt swojej czci, o zdobyciu autografu już nie wspominając. Na szczęście posiadanie piszczącego tłumu, to nie tylko przywilej Justina Biebera. Bycie fanem to coś zbliżonego do „normalnego” widza. Tyle, że w odróżnieniu do niego, ty widzisz, jak kino stoi w ogniu. Ty stoisz w ogniu. A wokół wszystko się dosłownie pali od twojej ekscytacji i radości. Spróbuj stwierdzić, że wcale byś nie piszczał w takim momencie.

Źródło
Poza tym fan to przebiegłe, uparte i waleczne stworzenie. Poświadczyć o tym może cały fandom serialu „Hannibal”. W momencie, gdy twórcy produkcji oświadczyli, że prawdopodobnie po drugim sezonie zostanie ona zakończona, fani zaczęli otwarcie pokazywać, co o tym sądzą, insynuując poprzez grafiki i gify, że Hannibal Lecter zjada tylko niegrzecznych. Twórcy serialu przemyśleli swoją decyzję. Nie dziwię im się. Fandom to najlepsze, co może się obecnie przytrafić jakiejkolwiek produkcji. Istnienie grupy fanów, którzy w ten sposób pokazują swoje przywiązanie, to przepis na sukces. Kiedy serial ma fandom, to tak, jakby władca miał armię i to wcale nie jest wyolbrzymienie. Fani promują obiekt swojej fascynacji, pisząc o nim i rozmawiając ze znajomymi. Reklamują produkcję poprzez zamieszczanie w Internecie stworzonych ilustracji, opowiadań, aż zaczyna to żyć własnym życiem.  

To nie jest jednak głównym powodem, dla którego uwielbiam być fangirl. Przyczyny w zasadzie są dwie. Pierwsza, to fakt, że w życiu pojawiają się ludzie dzielący moje zainteresowania. W zasadzie słowo „pomnażający” o wiele lepiej oddaje istotę rzeczy. Drugim bodźcem jest samo uzależniające uczucie fanienia. Prawdopodobnie to słowo nie istnieje, ale co z tego, kiedy dokładnie opisuje stan, w którym przez większość czasu się znajduję? I jak zakupoholik po zrobieniu pierwszego kroku i zaakceptowaniu swojego problemu, próbuje uciec z sideł uzależnienia, tak ja swoje uwielbiam. Nie ma nic bardziej upajającego od tych nierzeczywistych, pochłaniających cię płomieni. Może chciałbyś sprawdzić czy i ciebie nie poparzą?      

Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl