Kłopoty nadciągają do Chicago. Znowu.

21:11

Źródło
Jeśli mag nie wybierze się do Kłopotów, to Kłopoty przyjdą do maga. To przecież takie oczywiste. Dresden jednak tej prostej prawdy wciąż nie łapie, ale fani Akt Dresdena nie zamierzają się skarżyć. Każda okazja do przebywania w magicznym Chicago w towarzystwie Harry’ego, to dobra okazja. Tym bardziej, że polscy czytelnicy dostają taką możliwość o wiele rzadziej niż ci za granicą.


Gdybym miała podsumować Śmiertelne maski w jednym zdaniu, powiedziałabym, że jest to tradycyjny Dresden. Czy to źle? Trudno nie przyznać, że w tym twierdzeniu kryje się kilka minusów. Nawet biorąc pod uwagę, że w oryginale ta seria liczy już z piętnaście tomów i wciąż nie jest skończona, chciałabym, żeby coś w fabule z części na część się ruszyło. A dostajemy zwykły, Dresdenowski schemat. Polega on na tym, że Harry dostaje zlecenie, najprawdopodobniej takie, którego nikt normalny by się nie podjął, ale, cóż, nasz mag jest spłukany. Nie tak bardzo, jak w pierwszej części, ale jednak nie może pogardzić żadną robotą. Co mamy dalej? Problemy z poprzednich tomów, oczywiście. Do tego dodajcie jeszcze kilka zagrań typu: “Harry nigdy się na swoich błędach nie nauczy” i powieść gotowa!

Dość ponuro, ale żartuję oczywiście. Nie chciałabym też, abyście mnie źle zrozumieli – Śmiertelne maski to dobra książka, tylko niestety w porównaniu z poprzednimi częściami, wypada już blado. Gdy mowa o schematach powtarzających się w serii, piąta część jest do bólu przewidywalna. Oklepane motywy przyćmiewa jednak rozpoznawalny dla Akt Dresdena, przyciągający, czasami mroczny klimat samego Chicago, świetnie wykreowani bohaterowie, których oczywiście nie może zabraknąć, oraz niewybrakowany, niewymuszony humor. Seria Jima Butchera pod tym kątem nigdy nie zawodzi. Obojętnie, czy sięgamy po nią, aby trochę się rozchmurzyć, czy poczytać pełnokrwiste urban fantasy, zawsze dostaniemy to, czego szukamy.

W tym tomie na plus także można zaliczyć delikatne rozwinięcie wątku “zimnej wojny” pomiędzy magami a wampirami. Przynajmniej w tej kwestii się coś ruszyło i muszę szczerze przyznać, że przemawiają do mnie wyjaśnienia dotyczące początku tego konfliktu, które pojawiły się w Śmiertelnych maskach. Co zabawne, wciąż nie ściągają one ciężaru winy z Dresdena, ale właściwie można było się tego spodziewać. Harry pojawi się w każdym miejscu, w którym coś się dzieje i pierwszy oberwie – to stwierdzenie równie dobrze mogłoby stać się motywem przewodnim tej serii. Czego jeszcze nie zabrakło w Śmiertelnych maskach? Nowych, ciekawych i wyróżniających się bohaterów! Nabawiłam się ogromnej słabości do Archiwum, zwanej też Ivy, czyli pełnej dziecięcej słodkości, a przy okazji też wiekowej mądrości, dziewczynki.

Na pewno się nie zawiedziecie, kiedy sięgniecie po tę książkę. To gwarantuję stu procentowo. Akta Dresdena w zasadzie też polecam każdemu, kto jeszcze nie miał styczności z urban fantasy, bo to fantastyczny przykład tego, jak powieści z tego gatunku powinny wyglądać. Jedyne czego mi zabrakło, to większego progresu w fabule, ale po takiej przerwie w przygodach Harry’ego jestem w stanie wybaczyć. Wybaczyć i od razu sięgnąć po Krwawe rytuały, które, dzięki hojności wydawnictwa Mag, pojawiły się na półkach księgarń od razu ze Śmiertelnymi maskami.

Harry poczekaj, już przybywam!

autor: Jim Butcher
tytuł: Śmiertelne maski
tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
tytuł oryginału: Death Masks
data wydania: 23 września 2015
ISBN: 9788374805605
liczba stron: 496
kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction
język: polski

Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl