Witaj! Jak się masz?

22:42

Źródło
Cass, bo zawsze robi odpowiednią poważną i sympatyczną minę jednocześnie. A dzisiaj poważnie i sympatycznie, chociaż chyba nie jednocześnie. 

Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę, ale dzisiaj jest pierwszy listopada. Pierwszy dzień listopada, rozumiecie. Pojmowanie dat jest takie zabawne. Czasami mamy tylko dziewiątego lutego - ten dzień to dla mnie nic specjalnego. Dzień nastanie, dzień przeminie. W roku pojawia się całe mnóstwo takich dni. Ale pierwszy listopada. Zabawne, ale w ubiegłym tygodniu jeszcze pamiętałam, ba!, planowałam, że napiszę tego dnia jakiegoś zabawnego posta. Był to wtedy dla mnie TEN pierwszy listopada, dzisiaj rano "już nie Halloween", a całe popołudnie Wszystkich świętych. Aż w końcu sobie przypomniałam. 
Cztery lata temu założyłam bloga. 


Kiedy tak teraz siedzę i patrzę na migający kursor, powoli zaczynam sobie uświadamiać, że sam fakt, że cztery lata temu założyłam bloga i teraz wciąż coś piszę, to tylko część całości. Nie zrozumcie mnie źle. Publikowanie postów jest przyjemne. Nadaje trochę inny bieg rutynie. Odstresowuje. Poza tym uwielbiam odpowiadać na wasze pytania. Rozmawiać z Wami. Czasami mam takie fazy, że z zachłannością czytam książkę po książce, śledzę wasze blogi i nie wiem o czym pisać nową notkę, bo w mojej głowie kłębi się multum pomysłów. 
Wciąż to jednak tylko część tego 'czegoś' co ma dla mnie znaczenie. Tylko część, która się zmienia. 

Kiedy myślę, że mój blog ma już cztery lata, mimowolnie cofam się do tamtego okresu. Staram się sobie przypomnieć kim wtedy byłam, z jakimi problemami się zmagałam? Wydawały mi się wtedy takie istotne. Trudne do rozgryzienia. Po chwili zaczynam sobie uświadamiać, jak wielu rzeczy doświadczyłam przez te cztery lata. Jeszcze nie znałam swojej przyjaciółki, nie odbyłam tych wszystkich trudnych rozmów, o których teraz wolę nie myśleć. Nie mieszkałam za granicą. Nie miałam i nie straciłam tego przeklętego, głupiutkiego kota, za którym tęsknię. Nie... nie wydarzyło się tak wiele rzeczy, o których już zazwyczaj nie myślę. Cztery lata. 
A wydaje się, jakby minęła wieczność.  

Słyszałam, że ludzie zastanawiają się, co by zrobili inaczej. Ja raczej nie potrafię się uwolnić od myśli, jak bym postąpiła, gdybym mogła spotkać tę młodszą siebie. Co bym jej powiedziała?
Witaj! Jak się masz?
Tak. Po zastanowieniu, to nie najgorsza opcja. 
Więc...
Witaj, jak się masz?
Z jakimi demonami dzisiaj walczysz?
Czy zdążyłaś się już kilka razy uśmiechnąć?

Witaj i żegnaj. Czas na kolejny rok.


PS Ludzie mają takie przemyślenia przy okazji świętowania normalnych rocznic. No wiecie. Swoich urodzin na przykład. Ale nie! Mnie musiało trafić dzisiaj.

Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl