Cienie na ścianie #1, czyli wspomnienie stycznia

13:07

Źródło

Witajcie, Wy moje kochane potworki!

Styczeń to miesiąc, w którym wiele działo się na Nocnym Cieniu, pomyślałam więc, że dobrze by było to wszystko podsumować. Od jakiegoś czasu też zresztą chodził mi po głowie pomysł wpisów w stylu Karnawału blogowego, gdzie mogłabym Wam raz na miesiąc polecić wpisy, które pojawiły się na innych blogach, a które też niezwykle mi się spodobały. :)

Zanim jednak do tego przejdziemy, mam do Was ogromną prośbę. Spójrzcie proszę czy pod wpisem pojawia Wam się panel Disqusa, czyli programu do wpisywania komentarzy. Jeśli nie, odświeżcie proszę stronę i spójrzcie czy pojawia się po odświeżeniu. Będę ogromnie wdzięczna, kiedy po tym małym teście poinformujecie mnie o wynikach w komentarzu pod postem, albo na Fp bloga, jeśli faktycznie panel ten się nie pojawia. Doszła mnie w tym tygodniu informacja, że Disqus zaczął grymasić i chciałabym sprawdzić czy faktycznie u wszystkich tak szaleje. 

Tego, że zaszalałam ja sama, negować jednak nie można. :) W ubiegłym roku postanowiłam odświeżyć wygląd bloga, a wyniki moich zmagań mogliście podziwiać już od początku miesiąca. Oprócz tego odnowione zostały też zakładki, pojawiła się podstrona Pierwszy raz?, a po Waszych reakcjach - z których cieszyłam się niesamowicie! - wygląda na to, że nowy Nocny Cień przypadł Wam do gustu. Przyjęłam to też z pewną dozą ulgi, ponieważ nie byłam pewna czy po zmianach, blog nie straci pewnego swoistego "klimatu", narzucanego nawet przez samą nazwę. Co jednak najważniejsze - udało się! To dobrze, bo przez pięć następnych lat nie zamierzam powtarzać tego doświadczenia. :P

Poza odświeżonym wyglądem, pojawiły się także nowe aplikacje. Wciąż najczęściej spotkacie mnie na fanpage'u bloga, z którego korzystam codziennie. Od miesiąca jednak z powodzeniem  stalkuję podążam za blogerami i lubianymi pisarzami na Tumblrze, Twitterze czy Bloglovinie. Muszę jednak przyznać, że najwięcej radości przysparza mi Instagram, który codziennie dostarcza mojej czytelniczej duszy nowej porcji zdjęć książek, stosików i biblioteczek. Serio, gdybym wiedziała, że znajdę aż tyle cudowności, już dawno można by było mnie tam spotkać. :)

Źródło
W styczniu śnieg padał u mnie raptem trzy razy - za każdym razem tak skąpiąc białego puchu, że nie można by było ulepić z niego szczura, a co dopiero bałwana. Dlatego też postanowiłam pocieszyć się bałwankami w Internecie. A co!

Natomiast trzy najchętniej czytane przez Was styczniowe posty to:

* Książki drugiej szansy, czyli spowiedź mola książkowego - o tym, jak pierwszy tom może być zwodniczy i że czasem warto sięgnąć po drugą część (albo i trzecią!). Gdybym nie wracała do historii, które nie skradły mojego serca od pierwszego akapitu, wiele bym straciła. 

* Spalcie wiedźmę, niech płonie, płonie, płonie... -  czyli recenzja debiutu literackiego Magdaleny Kubasiewicz, Spalić wiedźmę. Bardzo się cieszę, że ten post jest tak poczytny, ponieważ naprawdę warto sięgnąć po tę powieść. Już dawno nie miałam do czynienia z tak dobrym debiutem i chciałabym, aby przeczytało go jak najwięcej osób!

* Literackie miasteczko BookTag - jeden z sympatyczniejszych Book Tagów, w którym brałam udział. :) Uwielbiam literackie Tagi. Tworzenie ich to masa nowych pomysłów na to, jak jeszcze można opowiedzieć o przeczytanych książkach. 

Źródło
Bałwanki, które dowiedziały się, że zimą śniegu nie będzie, to zdenerwowane bałwanki...


Pięć postów, które polecam przeczytać na innych blogach to:

* Uprzejmość jest zbroją damy, albo za co kocham Sansę Stark -  wspaniały wpis Alicji, która doskonale udowodniła to, czego ja nie potrafiłam, czyli że można lubić i podziwiać Sansę Stark! Wpis ten przeczytałam już dawno temu, ale lubię do niego wracać i podsyłać go znajomym fanom GoT, którzy nie przepadają za Sansą. 

Więcej niż film, czyli "Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy" - na Nocnym Cieniu nie pojawiła się recenzja Przebudzenia Mocy, chociaż pokochałam ten film od pierwszych kadrów, nie wspominając już o niezwykłym BB-8. Nie byłam jednak pewna czy uda mi się we wpisie oddać te wszystkie emocje i wrażenia, których doświadczyłam. Na pomoc przyszedł jednak wpis aHa, która doskonale oddała to, co sama chciałabym o nowych SW napisać. :)

* O moim problemie z „Carry On” Rainbow Rowell - Muszę przyznać, że Fangirl to takie moje  guilty pleasure. Chociaż widzę wszystkie wady tej powieści i wiem o czym mowa, kiedy czytam krytyczną recenzję tej książki, nie mogę skłamać, że nie bawiłam się przednio podczas jej czytania. Fangirl nie raz mnie rozśmieszyła czy ujęła główną bohaterką, którą mimo wszystko polubiłam. Poza tym powieść Rowell niesamowicie mnie też wciągnęła. Do Carry On mam jednak pewne zastrzeżenia już teraz - przed przeczytaniem powieści.

Świetnie o najnowszej książce Rainbow Rowell pisze Owca, która w swoim poście konkretnie i szczegółowo opisuje wszystkie swoje zastrzeżenia dotyczące nie tylko samej historii, ale także sposobu jej powstania - w końcu mowa o fanficku, który powstał na podstawie... fanficka.

* Nerwica okładkowych natręctw - samo zło -  czyli Owca (tym razem inna :) porusza bardzo ważny i moim zdaniem też często zaniedbywany temat, jakim jest nerwica okładkowych natręctw. I co ją wywołuje. 

* Ich wszystkie życia - czarujący tekst Partyzantki, która pisze o tym, ile radości może przynieść życie w wielu światach, zamiast w jednym. Oczami czytelnika spoglądając na życie czytelnika, Martyna świetnie trafia w czułe punkty mola książkowego. Polecam Wam ten wpis całym serduszkiem, bo jest naprawdę wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju! 


I w ten sposób zamykamy pierwszy rozdział 2016 roku. Dla mnie był więcej niż zadowalający, ale wciąż czekam na iskierki! A wy? 

Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl