Kasie West, moja nowa miłość

00:37

Źródło
Jak zapewne dało się już zauważyć, jestem osobą, która, gdy już coś fani, to na całego. Nie ma żadnego rozdrabniania się. Jest faza na maksa. I to słowo - faza. Praktycznie cały czas mam na coś fazę. Fazę na Toma Hiddlestona (nigdy nie przechodzi), fazę na Supernatural (cóż mogę, ta miłość przeżyje armagedon... Kolejny) czy fazę na konkretny gatunek powieści. Są chwile, kiedy mogę przełknąć wszystko, a są momenty, kiedy namiętnie wręcz będę czytać tylko kryminały. Albo YA. Kiedy mam fazę na YA, nie ma mowy, żebym wzięła do ręki jakąś "poważniejszą" powieść fantastyczną. Żadnego SF, nawet o ukochanym urban fantasy nie ma mowy. Piszę o tym, ponieważ przechodziłam przez ten etap w moim życiu, jak to lubię nazywać, w te święta. Albo raczej - wciąż go przechodzę, biorąc pod uwagę, że mam na tapecie kolejne Young Adult. Co jednak w tym wszystkim najistotniejsze -  w szale czytania młodzieżówek odkryłam perełkę. 
Odkryłam Kasie West. 


Źródło
Kasie West to pisarka, mieszkająca w Kalifornii i pisząca powieści młodzieżowe. Na koncie ma kilka pojedynczych historii, jedną dylogię (z wątkami fantastycznymi) oraz wiele planów na następne historie. O ile się dobrze orientuję, w Polsce nie wydano jeszcze żadnej z jej książek. Brzmi zwyczajnie? Dla mnie brzmiało. Pod koniec grudnia wciągnęłabym jednak każdą młodzieżówkę, jak odkurzacz wasze ulubione, zaginione przedmioty, więc sięgnęłam i po powieść Kasie West. 

I żeby nie było, po spojrzeniu na opis, jęknęłam tylko: "To będzie taaaaakie głupie". Było tam napisane,  że jest to historia dziewczyny, którą starszy chłopak, student, zostawia na parkingu tuż przed balem absolwentów. Ona jednak nie czuje cierpienia, płynącego ze złamanego serca, o nie! Ma ważniejsze rzeczy na głowie! Musi bowiem za wszelką cenę przedstawić go znajomym, bo jej "najbliżsi przyjaciele" sądzą, że jej chłopak jest wymyślony. Co robi więc ta dziewczyna, Gia? Idzie wypłakać się przyjaciółce? Wkracza na bal wkurzona i zdecydowana mimo wszystko dobrze się bawić i mieć miłe wspomnienia z imprezy? Nie. Gia podchodzi do samochodu, w którym siedzi jakiś nieznajomy chłopak. Niezainteresowana nawet jego imieniem, pyta go, czy ten będzie udawał jej chłopaka. 
A chłopak się zgadza. Mało tego. On wraca do domu po garnitur.
Serio. 
Co z tego, że to było tylko kilka przecznic? ON WRÓCIŁ SIĘ NAWET PRZEBRAĆ. 

Nie czarujmy się nawet, opis nie zachwyca. Początek książki też nie. Jednak po The Fill-In Boyfriend sięgnęłam i muszę przyznać, że pomału, z rozdziału na rozdział, zamiast w duchu szydzić z głupoty bohaterów, pomału się w nich... zakochiwałam. 

Historia wciąż nie powalała na kolana, ale ten uroczy, prostolinijny i lekki sposób, w jaki była napisana sprawił, że trudno o powieści powiedzieć złe słowo. Poza tym postaci - ku memu zaskoczeniu, nie były wcale infantylnymi kukłami. Kasie West stworzyła barwnych, oddychających pełną piersią, dynamicznych, skorych do przyznania się do błędu i skruchy bohaterów. Nawet nie zauważyłam, jak wciągnęłam się w opowiadaną historię, jak zaczęłam kibicować ich wyborom czy czułam smutek, kiedy w ich życiu pojawiały się nieprzyjemne sytuacje. I... nagle książka się skończyła. 

Więc sięgnęłam po następną.

Źródło
Gotowa już na to, co może przynieść lektura tak utalentowanej pisarki, jaką jest Kasie West, sięgnęłam po The Distance Beetwen Us. I zaczęłam zakochiwać się na nowo. Tym razem nie tylko w warsztacie pisarskim Kasie West, ale także samej historii. A co my tutaj mamy? Mamy Caymen  Meyers - dziewczynę z ubogiego domu, która nie zna własnego ojca i prowadzi ze swoją matką mały sklepik z porcelanowymi lalkami. Mamy Xandera Spece'a, bogatego dziedzica fortuny i setek hoteli, należących do rodziny. Na pierwszy rzut oka dzieli ich wszystko, ale czy na pewno?

The distance between us to historia, jak ich wiele. Prawda. W końcu, ile razy dane Wam było przeczytać coś na styl opisu z akapitu powyżej? Ja natknęłam się na podobnych mnóstwo. Jednak w powieści Kasie West jest coś wyjątkowego. Coś co sprawia, że nie chce się wypuścić książki z rąk, dopóki się jej nie skończy. Podczas lektury tej powieści dosłownie czułam, jak powoli, ale konsekwentnie zaczynałam się zakochiwać w sposobie, w jaki Kasie West opowiada historie.  Ma niezwykły talent, lekkie pióro i zatrzęsienie pomysłów, co tworzy w tym momencie niesamowity mix.

The distance between us spodobał mi się chyba nawet bardziej niż pierwsza powieść. Jednym z największych plusów jest tutaj oczywiście Cayman, główna bohaterka.  Dziewczyna po prostu rządzi! Tarzałam się ze śmiechu podczas czytania, a to była głównie jej zasługa. Zabawna i sarkastyczna protagonistka to jedna z mocnych stron tej książki, podobnie jak uroczy i sympatyczny Xander. Ta para w pewien sposób uzupełniała się razem i nie mówię tutaj o tworzeniu pomiędzy postaciami chemii przez autora. Kasie West wykreowała zwyczajnie dwa, na oko bardzo różniące się od siebie charaktery, ale także przyciągające się do siebie jak magnes. Cayman dostrzegała humor i sposób na rozweselenie innych tam, gdzie Xander bywał zbyt poważny, jak na swój wiek. Z kolei Xander potrafił dyplomatycznie i nienachalnie pokazać Cayman wyjście z wielu sytuacji, w których ta się gubiła. Naprawdę niezwykle przyjemnie było obserwować, jak na przestrzeni książki ta para zbliżała się do siebie, coraz lepiej się poznawała. 

Gdy skończyłam czytać The distance between us, po prostu nie mogłam uwierzyć, że nie będzie kontynuacji. Oczywiście wiedziałam to już wcześniej, ale i tak, żeby się upewnić, jeszcze raz sprawdziłam w Internecie czy nie nastąpiła jakaś pomyłka. Internet był pod tym względem rygorystyczny. Nie ma kontynuacji, kontynuacji nie będzie, ale jak to napisała Kasie na swoim blogu: "Wszystkie dalsze wydarzenia potoczyły się tak, jak sobie to wyobraziliście". Żadne pocieszenie, jeśli mnie zapytacie. Co jeśli ktoś wyobraził sobie na końcu tej historii psychopatycznego mordercę z piłą mechaniczną w ręku? W końcu nigdy nie wiadomo, co siedzi w głowach czytelników... 

Źródło
Z pewną rezygnacją sięgnęłam więc po kolejną powieść autorki, tym razem On the Fence. O kim jest ta historia? O Charlotte Reynolds, dziewczynie, która ma trzech starszych braci i ojca policjanta. Nie żartuję. Wychowywana bez matki, Charlie, jak woli być nazywana, uwielbia uprawiać wszelkie sporty i aktywnie spędzać czas z braćmi. Wykreowana na taką "klasyczną" chłopczycę, nasza główna bohaterka ze względu na nową pracę w butiku, szybko będzie musiała zacząć zwracać uwagę na swój wygląd.

Nie jest to jednak powieść o tym, jak dziewczyna z chłopczycy staje się największą pięknością, dlatego, że nałożyła mnóstwo pudru na twarz i wskoczyła w sukienkę. No, może troszkę jest o tym, ale tylko troszkę. Bardziej autorka bowiem skupia się na relacjach rodzinnych Reynoldsów, pokazuje, jak - pomimo upływu czasu - wciąż zmagają się z utratą matki Charlie. To historia o odkrywaniu siebie, poznawaniu nowych rzeczy i także przekonywaniu się do tego, z czego wcześniej się szydziło. 

Oczywiście gdzieś między te wszystkie ciekawe wątki, poruszane w powieści, wpycha się ten romantyczny, a wraz z nim całkiem ciekawy odtwórca roli męskiej. Co przyznaję z rozżaleniem Braden nie był tak uroczy i sympatyczny, jak Xander czy zabawny i pełen wrażliwości, jak Hayden (swoją drogą, #zakochałam_się_totalnie), ale nie był też postacią nijaką. Był ciekawy. Nie jego wina, że był tak interesujący, jak Xander czy Hayden. Albo, że mam już swoich ulubieńców. Co poradzę? Tym bardziej, że choć witałam go w każdej scenie z szeroko otwartymi ramionami, On the Fence to powieść, która przede wszystkim należy do Charlie.

Ta książka jest niesamowicie urocza, nawet nie zamierzam zaprzeczać! Chociaż Charlie nie jest tak wyjątkową i zapadającą w pamięć postacią, jak Cayman (nie sądzę, żeby szybko jakiejś bohaterce udało się przebić tę dziewczynę!), ją także da się polubić. Charlotte całkiem szybko zdobyła moją sympatię, jako czytelnika, a potem serce, jako fanki książek West. Tak, tak - fanki. Gdzieś między The distance between us, a On the Fence, stałam się pełnowymiarową fanką tej kalifornijskiej pisarki. Stało się to prawdopodobnie w tym momencie, kiedy przeglądałam jej profil na Goodreads i z niedowierzaniem zauważyłam, że kolejna powieść, po którą miałam sięgnąć następnie, nie została jeszcze wydana. Mało tego. 
Nie zostanie wydana nawet w tym miesiącu. *płacz i niekontrolowane szlochanie*

Jeśli więc będziecie mieli szansę złapać w łapki jedną z książek West, nawet się nie zastanawiajcie. Ta dziewczyna naprawdę ma talent do tworzenia przyjemnych, lekko napisanych, zabawnych powieści z interesującymi bohaterami i absorbującymi wydarzeniami. Trzy wyżej wspomniane książki połknęłam dosłownie w trzy wieczory i nie skłamię, kiedy powiem, że były to jedne z najmilszych, czytelniczych, zimowych wieczorów w ubiegłym roku. :)

Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl