Nocny stosik #11, czyli co czytam po nocach

14:35

Źródło
Aż chciałoby się rzec, że jestem miłym czytelnikiem i nigdy nie powiedziałam nikomu niczego podobnego, gdy czytałam, ale ekhmem...

Od tak dawna nie publikowałam tutaj tego typu wpisów, że musiałam w wyszukiwarce bloga wpisać słowo "stosik" i sprawdzić, ile ich było. Ostatni stos książkowy przedstawiłam Wam w lutym. W 2013 roku. W moje łatwe, bezbronne serce wdarła się od razu nuta sentymentu i nostalgii, bo - kiedy tak zaczęłam przeglądać te dziesięć pierwszych wpisów - od razu zaczęłam sobie przypominać momenty, gdy czytałam te książki - czy to były ferie, czas egzaminów, święta - i jakie emocje mi towarzyszyły podczas czytania. O przeczytaniu niektórych tytułów nawet zapomniałam! Innych za to nie ruszyłam do dziś (do czego chyba nie powinnam się przyznawać). To niesamowite do ilu miejsc, do ilu wspomnień może nas zaprowadzić powieść. Nie chcę być zbyt sentymentalna, w końcu nie taka jest idea tego wpisu, ale muszę przyznać, że ten krótki powrót do przeszłości był całkiem miły. :)

Dobrze w takim razie, jeśli wytrzymaliście sentymentalną paplaminę Ałtorki - mam taką nadzieję! - czas na nowy stos. 


1.Nowości na półce




Stalowe serce Brandona Sandersona - Bardzo chciałam przeczytać jakąś powieść tego autora, ponieważ ostatnio gdzie tylko się nie pojawię, ktoś mi poleca Drogę królów albo Z mgły zrodzonego. Niestety, chyba zabrałam się do tego zadania nie z tej strony, z której powinnam, o czym zdarzyło mi się już napisać tutaj. Ciekawy pomysł, ale książka nie porywa tak, jak mi to obiecywano. 

Obsydian Jennifer L. Armentrout - Ja i powieści Jenny przeszliśmy długą drogę, co opisywałam już tutaj. W skrócie - na początku bardzo z serii Lux się naśmiewałam, ale przestałam, kiedy chwyciłam za Opal. W Origin już się zakochałam, a teraz czytam dosłownie każdą powieść Jenny, jaka mi się nawinie.

Niebezpieczne kobiety George R.R. Martin & Gardner Dozois - Jestem dopiero w połowie tego zbioru opowiadań, ale już wiem, że będę go kochać. Bardzo. 

Łotrzyki George R.R. Martin & Gardner Dozois - Ta zaś antologia została wydana stosunkowo niedawno i już zdążyłam ją zrecenzować. To, co mogę powiedzieć na szybko - są opowiadania, w których się zakochałam, są też takie, przy których wynudziłam się szybciej niż podczas oglądania programu przyrodniczego na dwójce. Jednak w ostatecznym rozrachunku, sięgnąć warto. :)

2. Z biblioteki 



 Tym razem podczas wizyty w bibliotece się poddałam i wypożyczyłam tylko powieści po angielsku. To trochę boli, nie myślcie, że nie. Wyobraźcie sobie, że wchodzicie do biblioteki, która jest jakieś 5x większa od tej z rodzinnego miasta. Od razu, kiedy tam wchodzicie, uderza Was ten wyjątkowy zapach. Książki aż kuszą, żeby po nie sięgnąć. Nęcące nowości, starsze powieści, po które mieliście sięgnąć od jakiegoś czasu. Pozycje, które w Polsce mają wyjść dopiero w 2016, jeśli w ogóle zostały zapowiedziane. 
Niestety, większość z nich jest po niemiecku, a kiedy czytacie po niemiecku, to już po trzech akapitach macie to dziwne uczucie, że czytacie, ale nie wiecie co, bo myślicie o czymś innym. Albo gorzej - zasypiacie. 
Podczas pierwszej wizyty w styczniu wypożyczyłam więc tylko Kinga po angielsku. 

Pan Mercedes S. King - Powieść detektywistyczna, która mnie nęci, od kiedy zobaczyłam jej zapowiedź. Trochę mi zajęło, zanim miałam okazję po nią sięgnąć. Co mogę powiedzieć? Życie mola książkowego nie zawsze jest takie łatwe.

Doktor Sen S. King - Moje serce biło szybciej za każdym razem, kiedy widziałam Doktora... na wystawie w księgarni, gdy jeszcze był nowością. Kiedy tylko zdarza mi się sposobność, chwytam za powieści, dzięki którym moje serce szybciej bije. To dobry znak. 

Lśnienie S. King - Za pierwszym razem przeczytałam 1/3 po polsku, za drugim - po niemiecku - dobrnęłam do połowy. Jak myślicie, uda mi się w końcu SKOŃCZYĆ czytać tę książkę? 

Za każdym razem, kiedy patrzę na ten stos, nie mogę uwierzyć, że te książki Kinga są wydane w tak MAŁYM rozmiarze. Mniejszy druk, wiem, dobra. Ale wciąż!

3. Komiksowe perełki



Jedną z większych zalet przeprowadzenia się do Niemiec jest fakt, że w centrum miasta znalazłam cudowny sklep z komiksami i mangami. I plakatami. I fanowskimi gadżetami. Zakochałam się. Chcę tam zamieszkać! Powoli zaczynam zbierać serię Sandmana Neila Gaimana. Death dostałam za to w prezencie od Mikołaja. Bardzo kochany ten Mikołaj był w tym roku. :) Oczywiście cudowna zakładka jest cudowna. Obydwa komiksy zaś są w języku niemieckim. Odkrycie, że przy czytaniu komiksowych dymków, nie zasypiam, zrobiło mi swego czasu dzień. Mangi i komiksy kupuję więc w niemieckim języku. Jakoś szkolić się w końcu trzeba! 

A jak mają się Wasze stosiki? Czy znalazło się w nich coś, co zauważyliście u mnie?

Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl