Spalcie wiedźmę, niech płonie, płonie, płonie...

23:43

Źródło
Musicie mi uwierzyć, że gdy tylko chwyciłam w swoje chciwe łapki Spalić wiedźmę Magdaleny Kubasiewicz, chciałam przeczytać jedynie pierwszy rozdział. Nawet nie cały! Raptem kilka stron, żeby wybadać z czym to się je. Powieść zaintrygowała mnie już latem, kiedy natknęłam się na jej zapowiedź. Opis książki pewnie mógłby wydawać się całkiem zwyczajny, ale na mnie podziałał, jak lep na muchy. Jakiś jego fragment - możliwe, że ten o magii w alternatywnej rzeczywistości i mieszących się w niej, Polanii i niezwykłym Krakowie - skusił mnie wystarczająco, abym później nie potrafiła odłożyć w spokoju czytnika wzbogaconego o jedną, nową pozycję. Chciałam wejść do tego świata choć na chwilę. 

Gdy dwie godziny później spojrzałam na zegar, zrezygnowana stwierdziłam, że przecież nie mogę skończyć czytać W TAKIM MOMENCIE i wróciłam do lektury. Ci, którzy twierdzą, że najciekawsze powieści pojawiają się akurat wtedy, kiedy masz wiele innych rzeczy zaplanowanych do zrobienia, bez wątpienia się nie mylą. Spalić wiedźmę skończyłam czytać tego samego dnia (a raczej nocą), którego zaczęłam. I ani trochę nie chciałam przyjąć do uwagi faktu, że to już koniec. 


Prolog tej powieści jest dość osobliwy, ale jednocześnie i porywający. Oczekiwałam po nim raczej czegoś w stylu enigmatycznego wstępu niż osobnego opowiadania, ale nie działa to na niekorzyść całości. Jest on odrębną, krótką historią, która oszczędnie zaznajamia czytelnika z główną bohaterką, a jednocześnie niesamowicie wciąga w opisywane wydarzenia. Po raz pierwszy mamy możliwość poznać Sarę, kiedy ta dostaje zadanie rozwikłania morderstwa. Z pozoru prosta i nudna misja przeradza się jednak w pełną tajemnic i niedopowiedzeń zagadkę, której rozwiązanie staje się niebezpieczne i dla samej Sary. Było mnóstwo akcji, trochę humoru i mrocznego, ciężkiego klimatu, a poza tym oczywiście było magicznie. A reszta? Reszta historii przedstawionej w Spalić wiedźmę, jest dokładnie taka, jak jej prolog. Tyle, że w mocniejszej, podwójnej dawce. 

Ta powieść ma dwa ogromne plusy, a są nimi wykreowany przez Magdalenę Kubasiewicz świat i główna bohaterka. Rzeczywistość przedstawiona w książce - choć tak podobna do naszej - jest jednocześnie też fascynująca i intrygująca. Polania to europejskie mocarstwo, którego serce mieści się w Krakowie. Polanie wciąż mają króla, a magia jest na porządku dziennym. Syreny zamieszkujące morskie rezerwaty nie wzbudzają większej sensacji niż ranking w rozchwytywanej gazecie o dziesięciu najczęściej typowanych kobietach na przyszłą królową. Kubasiewicz pokazuje nam nasz własny świat, tyle że po drugiej stronie lustra. Przy tym jest on też barwniejszy, urzekający i niezwykle zwodniczy. Z niemałym wdziękiem i subtelnością autorka wplata znane nam baśnie i legendy w ramy swojej powieści. Kilka interesujących smaczków udało mi się wyłapać jeszcze podczas czytania książki, inne rozpracowałam dopiero po zakończeniu lektury Spalić wiedźmę, kiedy nie mogłam przestać o niej myśleć i główkowałam nad poszczególnymi wątkami. Poza tym zaskoczyło mnie, jaką przyjemność sprawiła mi obecność tych wszystkich polskich legend i przekazów. Nie zrozumcie mnie źle, wciąż na przykład uwielbiam mitologię grecką, a nordycką uważam za intrygującą, ale spotkanie na kartach powieści Kubasiewicz  czarnoksiężnika Twardowskiego czy smoka wawelskiego, odkrywanie tajemnicy lustra i rozwiązywanie zagadki niepokojących wydarzeń w Krakowie wraz z główną bohaterką - to dopiero była zabawa! 

Poza tym autorce udało się stworzyć bohaterkę z charakterem. Sara Weronika Sokolska to czarownica, która zawsze ma własne zdanie i nic nie stanie jej na przeszkodzie, aby podzieliła się nim z resztą świata. Jest zabawna, sarkastyczna oraz błyskotliwa. Nie pozwala innym wtrącać się we własne sprawy, ale też bardzo rzadko prosi o pomoc. Ma też przeszłość, o której nie lubi opowiadać, a szkoda, bo jako czytelnik bardzo chętnie poznałabym kilka jej tajemnic. Sara jest postacią przemyślaną, wykreowaną z pomysłem.  Nie będę kłamać - zakochałam się w niej od pierwszego akapitu, od pierwszej ciętej riposty. Już od dawna nie miałam w rękach książki z tak charakterną i dającą się lubić główną bohaterką. Gdybym miała ją do kogoś porównać, bez wahania podałabym imię Wolhy Rednej z powieści Zawód: Wiedźma, autorstwa Olgi Gromyko. Tyle tylko, że Sokolska to bohaterka mroczniejsza. Choć często żartuje i się wyzłośliwia, nie rzadziej jej nastrój jest cięższy, ponury. Tak jakby nosiła ze sobą jakiś niewidzialny ciężar. Ponadto jest też osobą dość niekonwencjonalną, gdyby porównać ją do reszty społeczeństwa, do którego przynależy. Chociaż została wybrana przez króla Juliana na stanowisko Pierwszej Czarownicy, nie ukończyła żadnej szkoły magii, co pośród innych czarownic i czarodziei jest nie do pomyślenia. Przez to nie budzi sympatii wśród reszty, chociaż to nie jest tak, że jej zależy. 

W Spalić wiedźmę zabrakło mi odrobinę bohaterów drugoplanowych. Oczywiście Magdalena Kubasiewicz przedstawiła w powieści kilka ciekawych, przyciągających uwagę postaci, ale na żadnej z nich nie zatrzymała się dłużej. Możliwe, że to wina faktu, że akcja w książce pędzi strasznie do przodu, a Sara to raczej osoba, która woli pracować w pojedynkę i nie lubi towarzystwa. Chętnie przeczytałabym jednak coś więcej o Białej Czarodziejce Lidce, lubującym się w sekretach Krystianie czy przyjacielskim, ale jednak trochę pogubionym królu Julianie. Niektóre wydarzenia zostały przedstawione z punktu widzenia postaci drugoplanowej. Swoją chwilę miała Lidia, a także król Julian. Chociaż to świetny sposób na to, żeby opisać wydarzenia, w których akurat udziału nie bierze Sara, a przy tym rozwinąć wątki innych bohaterów, to jednak za mało. Wciąż mam wrażenie, że sylwetki postaci zostały ledwie zarysowane niż odpowiednio wykreowane. Doskonałym przykładem jest tutaj choćby król Julian, którego zachowanie nieraz wydawało mi się wręcz dziecinne czy nie pasujące do tego, jak został przedstawiony wcześniej. Brakowało mi tutaj pewnej konsekwencji.   

Jak wspomniałam wcześniej, akcja w powieści szybko gna do przodu. Odniosłam wrażenie, że na każdej stronie dzieje się coś szalenie istotnego. W związku z niepokojącymi wydarzeniami, które mają miejsce w Krakowie, nadworna wiedźma ma pełne ręce roboty. Czasem próbuje rozwikłać zagadkę, by innym razem zająć się jej częścią, szczegółem - np. gniazdem strzyg, gdy inni czarodzieje odmawiają pomocy - aby znów rzucić w czytelnika retrospekcją, albo krótkim, tajemniczym napomknieniem o przeszłości, co może jednocześnie oznaczać coś szalenie istotnego, albo po prostu nic. Spalić wiedźmę to książka napisana chaotycznie. Momentami podczas czytania się gubiłam, mając wrażenie, że przegapiłam coś istotnego. Problem jednak w tym, że nie jestem do końca pewna czy autorka nie przybrała takiej taktyki specjalnie. Są takie wątki, które na to wskazują. Powracający temat przeszłości Sary jest tego dobrym przykładem. Magdalena Kubasiewicz momentami kluczy, mąci i strasznie pląta, ale wydaje mi się, że jest w tym jakaś metoda. To tak, jakby autorka mówiła: "Popatrzcie, Tajemnica!", żeby później dodać: "O, popatrzcie! Znowu Kłopoty! Co? Chcecie poznać Tajemnicę? Nie. Jeszcze Wam jej nie zdradzę". Takie przeskoki są strasznie irytujące, ale muszę też przyznać, że to jeden z ważniejszych czynników, które sprawiają, że ta książka tak bardzo wciąga. 

Pomimo tych kilku mankamentów i uwag, Spalić wiedźmę to bez wątpienia jeden z lepszych debiutów, z jakimi miałam do czynienia. Mamy połowę stycznia, a mi udało się nie tylko przeczytać ciekawą powieść fantastyczną, a znaleźć też autorkę, której twórczość będę śledzić z niemałą przyjemnością. Chcę więcej Sary, chcę więcej magicznego Krakowa! Ludzie, tak chciałabym przeczytać kontynuację tej historii, że to aż boli. Tuż po skończeniu lektury powieści, odłożyłam czytnik na półkę i postanowiłam, że napiszę ten tekst dopiero po kilku dniach, żeby moja ekscytacja choć trochę osłabła. Postanowiłam rozłożyć fabułę na części pierwsze, pogrzebać trochę w każdym z wątków z osobna, znaleźć wady, bo wiecie - to jest właśnie to, co robicie, kiedy piszecie recenzję książki. Minęły cztery dni, a ja wciąż szukam. Wciąż się ekscytuję. Powoli zaczynam tęsknić za ciętym językiem Sary i tą niesamowitą, alternatywną Polanią. Spalić wiedźmę to jedna z tych powieści, przy których chciałabym mieć własne Tardis do świata różnych książek. Nie mam. Zrobię więc to tradycyjnie i poczekam na kontynuację. Magdaleno Kubasiewicz, ja czekam!
I Wy też powinniście.




Tytuł: Spalić wiedźmę 
autor: Magdalena Kubasiewicz
data wydania: 21 stycznia 2016
ISBN: 9788379950300
liczba stron: 300
kategoria: fantastyka, fantasy, polska fantastyka
język: polski

Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl