Wanheda i spółka, czyli The 100 [S03 E01]

22:44

SPOILER ALERT!

Spoilery zarówno z pierwszego odcinka 3. sezonu, jak i dwóch poprzednich sezonów. 

Źródło
To szalone, jak bardzo wkręciłam się w ten serial. Po finale drugiego sezonu - w którym wydarzyło się TAK WIELE! - siedziałam jak na szpilkach, czekając na kontynuację. O ile mocne zakończenie sprawy z Mount Weather nie było dla mnie żadną wielką niespodzianką, byłam niesamowicie podekscytowana konsekwencjami, które za ten wyczyn mieli ponieść nasi bohaterowie. Mowa przede wszystkim o Bellamym i Eklerce (tzn. Clarke - zdrobnienie wymyślone gdzieś w połowie pierwszego sezonu, przylgnęło tak bardzo, że nie mogę już o niej myśleć inaczej :-P).  To ta dwójka podejmowała w minionym sezonie najważniejsze decyzje i w obecnym musi przyjąć następstwa płynących z tego przewodnictwa skutków. Po obejrzeniu najnowszego odcinka nie mogę jednak pozbyć się wrażenia, że wszystko spadło na Clarke. 

Wydarzenia opisywane w drugim i trzecim sezonie dzielą jakieś trzy miesiące. W tym czasie Eklerka zdążyła całkiem zdezerterować, aby się umartwiać, jak porządny asceta. Ciuchy też ma inne. I czerwone włosy! Przy okazji dziewczyna biega po lesie i poluje na pumy, przywiązując do pułapek niczemu niewinne zajączki (-50 punktów od jedwabistości postaci. Shame, Eklerka, shame! Dzyń! Shame. Dzyń!), a Bellamy wiecie co zrobił? Bellamy też sobie coś upolował. Dziewczynę. 

Nie żartuję. Bellamy. Ma. Dziewczynę. I to nie jest Eklerka. Już pal licho te ich układy, rozejmy i wojenki. Twórcy serialu poważnie zamierzają ugodzić w kościół #Bellarke. Ja to shippuję. Ogłaszam, że od teraz producenci powinni oglądać się za siebie, kiedy będą nocą wędrowali jakimiś ciemnymi uliczkami. Mogą dostać książką po głowie.
Albo cegłą. 


Wracając jednak do tego całego umartwienia się Eklerki i jakiejś dziwnej, psychicznej znieczulicy Bellamy'ego. Mam wrażenie, że wątek radzenia sobie z przekroczeniem tej niewidzialnej granicy przez Clarke, będzie jednym z najważniejszych motywów sezonu. Jeszcze nie mam zielonego pojęcia, jak mogłoby to wyglądać u Bellamy'ego - inna sprawa, że on zawsze też miał całkiem odmienne podejście niż nasza badassowa główna bohaterka. To Bellamy był tym konkretniejszym, wchodzącym w bagno po uszy z całkowitą świadomością, że - kiedy z niego wyjdzie - zostanie na nim masa brudu. Możliwe, że twórcy spróbują trochę nim potrząsnąć, chociaż tak naprawdę na to nie liczę. Po pierwsze nie sądzę, aby wsadzanie do tego całego worka pt.: "Rezygnacja. Ból. Żal" także Bellamy'ego miało coś wnieść do serialu. Po drugie, podobna huśtawka emocjonalna w ogóle mi do niego nie pasuje. Clarke to za to co innego. O jej próbie poradzenia sobie z konsekwencjami wymordowania całego Mount Weather będziemy pewnie słyszeć w każdym odcinku. Poważnie. Będę bardzo rozczarowana, jeśli twórcy postanowią jakoś szybko przejść nad tym faktem do porządku dziennego. Co jak co, ale to Eklerka zawsze była tą, która wybierała najlepszą opcję z możliwych, a jeśli takiej nie było - tworzyła ją. I nagle w drugim sezonie została postawiona pod ściną. Musiała wybrać. Przewiduję, że ta decyzja wpłynie na nią. Możliwe, że kiedy Clarke w końcu wyjdzie z lasu, zostanie w niej odrobina szaleństwa.

Źródło
 Jedna z moich ulubionych scen z odcinka. Szczęśliwi Ci, którym dana była chwila radości.

Jak się okazuje, ta trzymiesięczna przerwa pomiędzy sezonami nie została niezauważona przez bohaterów. Dobrze nam znane, ulubione postacie to całkiem inne, w jednym przypadku złamane, w drugim zahartowane osoby, których - szczerze mówiąc - trochę nie poznaję. Podoba mi się fakt, że nie zapomniano o problemach Raven czy żałobie Jaspera. Wraz z tymi trzema miesiącami trochę przeskoczyliśmy okres, w którym bohaterowie nabierali nowych cech charakteru, zmieniali własne zachowanie. Spotykając ich po przerwie, mamy do czynienia z już uformowanymi, odrobinę przeobrażonymi postaciami. Nie tak bardzo, aby całkiem sami siebie nie przypominali, ale wystarczająco, żeby tę zmianę zauważyć. Oprócz kłamiącej o swoim stanie zdrowia Raven i nie wspominając już nawet o całkiem złamanym Jasperze, który odkrywa, że ta dziura rozpaczy, w której się znajduje, tak naprawdę nie ma dna, pozostają nam jeszcze Abby, Lincoln i Olivia. Abby - kanclerz, lekarz, matka - kobieta, która nie daje rady pełnienia tych wszystkich funkcji, a najchętniej puściłaby się też w las. Tyle tylko, żeby szukać zaginionej córki, a nie iść ścieżką umartwienia. Lincoln - chłopak na dobrą sprawę nie ma już swojego miejsca. Wyznaczono nagrodę za jego głowę. Próbuje wpasować się w nową sytuację, mieszkając w Arkadii, starając się też przekonać Olivię, że sam się nie zmienia. I w końcu Olivia. Olivia, dla której też nie ma już miejsca, w którymkolwiek z tych społeczeństw. Dziewczyna jest zbyt "kosmiczna" dla klanów i zbyt "ziemska" dla swoich własnych pobratyńców. Jak nigdy, jestem niesamowicie ciekawa tego wątku. 

Źródło
No tak. Nie mogło byś przecież aż tak wspaniale. Mamy wciąż wątek Jahy >.<

To jest to miejsce, w którym przyznaję, że sposób, w jaki rozwinął się wątek poszukiwania Miasta Świateł przez Murphy'ego i Jahę ani trochę nie przypadł mi do gustu. Ani. Trochę. Nie kupuje mnie wielki dom zamieszkany przez sztuczną inteligencję, w którym - pomimo upływu tak wielu lat - nie znajdziecie nawet odrobinki kurzu. Nie kupuje mnie Szaleństwo Jahy. Bo, ludzie, poważnie! Jak inaczej można to nazwać? Już w połowie obłąkany, znienawidzony i zaszczuty Marphy ma więcej rozsądku niż ten pożal się Ciemności, były Kanclerz. Czy to tylko mi się wydawało, czy on naprawdę był kiedyś rozsądnym, konkretnym i zrównoważonym człowiekiem? Dawno temu i już nieprawda. 

I nie zamierzam oszukiwać w tej sprawie - niech dadzą mi tylko jeden powód w następnych odcinkach, a bezlitośnie będę przewijać ten wątek podczas oglądania The 100. 
To nie szantaż na cegłę, jak w przypadku dziewczyny Bellamy'ego.
To stwierdzenie faktu. 

Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl