W czym mogę służyć?

21:25

TEKST WOLNY OD SPOILERÓW

Źródło
Dzisiejsza notka będzie miała charakter naukowy. No dobrze, raczej pseudonaukowy. Albo pseudonaukowo - fanowski. Tak, to najlepsze określenie. :) Podczas premiery pierwszego odcinka The Night Manager można było bowiem zaobserwować wiele ciekawych zjawisk, nie wspominając już, jak świetnie się bawiłam podczas oglądania pierwszego odcinka. Dlaczego więc nie przyjrzeć się temu nowemu serialowi bliżej? 

Jestem całkowicie przekonana, że pierwszy odcinek TNM ludzie najczęściej oglądali z trzech powodów - dla Hugh Lauriego (taki powrót!), dla Toma Hiddlestona (wiadomo), albo dla Johna le Carré, autora powieści Nocny recepcjonista, na podstawie której powstała ta adaptacja.  Ja oczywiście należałam do tej drugiej grupy widzów i ani trochę nie wstydzę się tego przyznać. I'm in Tom Hiddleston's army, my darling. To mówi za siebie wszystko.

Po blisko godzinnej przyjemności wodzenia wzrokiem za moim ulubionym brytyjskim aktorem, na jaw wyszło kilka interesujących rzeczy. Jak wynikło z moich badań (przeprowadzałam testy. Dokładne) po godzinnej dawce Toma człowiek chce tylko więcej. Drugi fakt - chociaż fabułę odcinka dałoby się zawrzeć w dwóch zdaniach, to została ona przedstawiona tak ciekawie i pociągająco, że od razu ma się ochotę obejrzeć drugi. Po trzecie zaś i najważniejsze - w ekipie twórców The Night Manager nie pracują żadni kamerzyści. No, przynajmniej żadni Zwykli Kamerzyści. Tak naprawdę są to psychofanki Toma Hiddlestona pracujące pod przykrywką. Szantażem albo swymi niezwykłymi umiejętnościami posługiwania się kamerą (robota wychodzi im znakomicie, to trzeba przyznać) wdarły się na plan i postanowiły nakręcić ten serial najlepiej jak tylko się da. Liczne przybliżenia, uchwycenia jednego oczka, drugiego a potem zaprezentowanie ucha - nie mówcie mi, że to przypadek!

A tak poważnie, naprawdę jestem pod wrażeniem strony wizualnej odcinka. Nie zawsze zwracam na nią uwagę podczas oglądania seriali, ale The Night Manager aż prosi się o małą wzmiankę na ten temat. Świetne ujęcia, zbliżenia - mam nadzieję, że będzie to jedna z cech charakteryzujących cały sezon. 

Źródło

Oczywiście wiadomo, kogo powinny prezentować zdjęcia pojawiające się w notce

Chociaż fabułę odcinka, tak jak mówiłam wcześniej, można by było spisać w krótkim SMS-sie, jestem nią absolutnie zachwycona. Niby nic się nie dzieje, ale jakby się tak po obejrzeniu odcinka zastanowić, dzieje się naprawdę sporo. Twórcy wprowadzają nas tutaj w świat Jonathana Pine'a, nocnego recepcjonisty, który pracuje w najróżniejszych zakątkach świata. Niezwykle przypadły mi do gustu sylwetki postaci. Od uprzejmego, pełnego elegancji  i grzecznych uśmiechów Jonathana (Tom Hiddleston), po swawolną, lekko zblazowaną Jed (Elizabeth Debicki), towarzyszkę Richarda Ropera (Hugh Laurie), handlarza bronią i milionera, zdolnie unikającego wymiaru kary. Nie trudno zauważyć, że tych trzech bohaterów wraz z przedstawicielką policji, Angelą Burr (Olivia Colman) wybijają się ponad resztę i błyszczą, błyszczą, błyszczą. Główny bohater, Jonathan Pine, to mężczyzna znający swój zawód i zdający się go lubić. Etykietka nocnego recepcjonisty doskonale do niego pasuje, ponieważ Pine świetnie realizuje się w pracy, a tak naprawdę poza tą jedną rzeczą, nie wiele więcej o nim wiemy. To ten dystans, grzeczny uśmiech, prawdziwa uprzejmość, a na dodatek brytyjski akcent - nie ukrywam, że za każdym razem, gdy słyszałam z ust Jonathana "Let me escourt you", przechodził mnie lekki dreszcz.  

Hugh Laurie w roli niebezpiecznego Ropera, "najgorszego człowieka na świecie", jak określiła go jedna z bohaterek, także nie zostaje w tyle. Tak naprawdę nie mamy zbyt wiele okazji, żeby "zbliżyć się" do tej postaci. Jako widzowie, sami osądzić jego czyny czy też charakter. Najpierw Roper jest zagadką, może nawet potworem spod łóżka, o którym opowiada nam ktoś inny. Później wchodzi na scenę porażając białym uśmiechem i rzucając sprośnym żartem, ale po tym błysku inteligencji w jego oku zdajemy sobie sprawę, że to postać o wielu twarzach. Trzecią i nie mniej ważną bohaterką, która - mam wrażenie - będzie całkiem istotna dla reszty fabuły serialu, jest oczywiście Angela Burr. Konkretna, poważna Angela, kobieta znająca się na swojej pracy i nie bawiąca się w politykę. Wydaje mi się, że będzie przedstawiona, jako postać z misją. Z czystymi pobudkami. Z jasno wytyczonym celem złapania nieuchwytnego przestępcy. 

The Night Manager z ciekawostki, o której chciałabym dowiedzieć się czegoś więcej, ponieważ gra w niej mój ulubiony aktor, przerodziło się w interesujący, kuszący niebanalną fabułą i fascynująco wykreowanymi bohaterami serial. Jeśli ta notka wciąż nie przekonała Was do obejrzenia pierwszego odcinka (jeśli jeszcze nie oglądaliście, oczywiście), pozwólcie mi dodać, że po premierze TNM nie spędziłam godzin na szukaniu kadrów z filmu (no dobra, spędziłam przy tym trochę czasu, ale nie tak wiele, jak zazwyczaj!), a na czytaniu o samej powieści i jego autorze. Z ogromną przyjemnością niedługo sięgnę po książkę, bo jestem ciekawa, jak tam zostały opisane te wydarzenia. Poza tym chętnie dowiem się także czy bohaterowie w serialu zostali przedstawieni inaczej, może aktorzy mieli na nich inny pomysł, własną interpretację? Czy to możliwe, że The Night Manager będzie jeszcze wspanialszy na papierze? Biorąc pod uwagę fakt, jak bardzo jestem wniebowzięta, że co tydzień będę gościć Toma Hiddlestona w moim telewizorze - śmiem wątpić... ale może jednak?


Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl