Wiedźma prawdę ci powie, albo Truthwitch

22:18

Źródło
Czasami jedyne, czego potrzebuję, żeby sięgnąć po daną książkę, to dobra rekomendacja. Na Truthwitch czekałam wiele miesięcy, chociaż nie znałam ani wcześniejszej twórczości autorki, ani o niej też za wiele nie słyszałam. Jednak po emocjonującej przygodzie z Celaneą Sardothien i świetnej zabawie podczas lektury A Court of Thorns and Roses,  zabijała mnie ciekawość, kim jest osoba, dla której Sarah J Maas zadedykowała większość swoich powieści. I co pisze - ponieważ Susan też jest pisarką. Tym oto sposobem znalazłam się w miejscu, kiedy z niecierpliwością wyczekiwałam pierwszej części nowej serii pisanej przez Susan Dennard, najlepszą przyjaciółkę Maas. 

Nie zakochałam się w tej powieści od pierwszego akapitu, ale Dennard potrzebowała tylko stu pierwszych stron książki, żeby mnie kupić światem przedstawionym i interesującymi, barwnymi bohaterami. Poszło jej więc o wiele szybciej niż SJ Maas, przy której musiałam przeczytać trzy pierwsze części cyklu, żeby się do niego przekonać, a na końcu też i pokochać. Truthwitch w tym przypadku ma zatem niebanalną przewagę - jest dopiero pierwszym tomem z cyklu, a ja już z niecierpliwością wyczekuję stycznia przyszłego roku, kiedy ma pojawić się następna część. Podkreślam ten fakt tak bardzo, ponieważ ostatnio coraz rzadziej zdarza mi się takie ogromne zauroczenie daną powieścią, jak w tym przypadku. Są tytuły, które dobrze mi się czyta, ale każda wada kole w oczy - Truthwitch jest tego całkowitym przeciwieństwem. Chociaż czasem lektura powieści bardzo mi się dłużyła, a też nie wszystkie opisywane wydarzenia robiły ze mnie emocjonalną kulkę szczęścia, to zalety tej pozycji przeważają tak bardzo, że długo musiałam się zastanawiać czy o wadach w ogóle tutaj wspominać.  Jest ich bowiem niezwykle mało i nie mają zbyt wielkiego znaczenia, gdy przychodzi do pisania o nowej książce Dennard. 

Na początku czytelnik może poczuć się trochę zdezorientowany, ponieważ autorka od pierwszych stron wrzuca nas w wir wydarzeń, dziwnych, trudnych do zapamiętania nazw i z rozmachem skonstruowanego, ogromnego świata przedstawionego. Truthwitch nie jest jedną z tych powieści, gdzie pisarz na każdym kroku tłumaczy zasady funkcjonowania opisywanej rzeczywistości i muszę przyznać, że chociaż na początku czułam się trochę zagubiona, to właściwie mi się to podobało. Susan Dennard pozwoliła mi nie tylko zerknąć sobie przez ramię, ale także samej zorientować się, jak działa świat przedstawiony. Razem z głównymi bohaterkami przechadzałam się uliczkami Venaza City, uciekałam statkiem przez morze czy odkrywałam wcześniej owiane legendą terytoria. Tak naprawdę jedyną rzeczą, która mi tutaj przeszkadzała, był fakt, że autorka nie popchnęła tworzenia opisywanej rzeczywistości do przodu tak, jak zakładałam. Po lekturze Truthwitch mój apetyt na poznanie terytoriów przynależących do the Witchlands bynajmniej nie został zaspokojony - wciąż jestem zdania, że Dennard zaserwowała swoim czytelnikom w pierwszym tomie raczej coś na kształt zarysu niż już wybudowanej i jaśniejącej w pełnym słońcu konstrukcji. 



The Witchlands, czyli świat przedstawiony w Truthwitch. Na początku książki znajduje się taka oto piękna mapka. 





I tego właśnie chyba brakowało mi tutaj najbardziej - bogactwa opisów różnych terytoriów, państw, mocniejszego wypunktowania różnic między każdym z krajów. Na razie dostaliśmy niczego sobie terytorium Cartorry - z której swoją drogą pochodzi jedna z głównych bohaterek - oraz zaskakującą, ale też i urokliwą Nubrevnę. Trzymam kciuki, żeby kontynuacja, czyli Windwitch, już rzucała na kolana w kwestii przedstawiania świata wykreowanego, a nie tylko sypała magicznym proszkiem po oczach.  

Za to bohaterowie pojawiający się na kartach powieści dostarczają niezrównanej rozrywki. Naprawdę nie spodziewałam się, że tak bardzo polubię wszystkich i każdą postać z osobna. Susan Dennard stworzyła inspirujące, oszałamiające sylwetki, bohaterów, którzy mają swój czynny udział w opisywanych wydarzeniach. To nie papierowe kukiełki, którymi autor książki rzuca raz w tę stronę, a raz w tamtą. Zarówno główne bohaterki, jak i postacie drugoplanowe mają czynny wpływ na fabułę, a podczas biegu wydarzeń czytelnik nie raz może zaobserwować, jak w bohaterach zachodzą zmiany. Niemalże każda z postaci jest dynamiczna, wyjątkowa na swój sposób. Susan Dennard zdecydowała się na narrację trzecioosobową i muszę powiedzieć, że to wspaniała decyzja. Opisywane wydarzenia możemy obserwować oczami czwórki bohaterów, którzy z rozwojem wydarzeń stają się najważniejszymi charakterami w całej historii. 

Wciąż najbardziej jednak lśnią Safiya fon Hasstrel i Iseult det Midenzi, czyli główne bohaterki powieści. Muszę się Wam przyznać, że jednym z czynników, które podczas mojego wyczekiwania na premierę powieści tylko bardziej wydłużały moją mękę, był sposób, w jaki Susan Dennard opowiadała o swoich protagonistkach. Niezwykle ujął mnie fakt, że autorka już na samym początku stwierdziła, że Truthwitch to książka przede wszystkim o przyjaźni - tej niesamowitej, opierającej się na lojalności i zaufaniu relacji, porównywalnej do więzi rodzinnych czy romantycznych. Chciałam przeczytać powieść, w której opoką, fundamentem wszelkich podjętych przez głównych bohaterów decyzji będzie przyjaźń. I nie mogłam się doczekać, żeby sprawdzić, jak pisarka sobie z tym poradziła. 
A poradziła sobie rewelacyjnie. 

Safi i Izzy są jak dwie strony tej samej monety. Albo może bardziej adekwatnie w tym przypadku - jak dwie strony tego samego miecza. Susan Dennard dotrzymała słowa, bowiem Truthwitch jest książką, w której przeważa wątek przyjaźni. Przez relację łączącą dziewczęta są one zaś też zwane Threadsisters. Pisarka w stworzonej przez siebie rzeczywistości przyjaźń wyniosła do jednej z najbardziej szanowanych wartości. Tutaj Threadsisters i Threadbrothers są traktowani na równi z rodziną, a nawet ukochanymi. Stanowią ważną część obrazka, który przedstawia relacje danej osoby z innymi ludźmi. Więzi przyjaźni są tylko o krok od więzi miłości, jeśli nie na równi. Poza tym jest to świat, gdzie wciąż panuje pokój, chociaż można już wyczuć pęknięcia i rysy. Niektóre z państw znów szykują się do wojny, a następne specjalnie doprowadzają do konfliktu. To świat, gdzie specjalne umiejętności  (np. panowanie nad żywiołami) ujawniające się u części obywateli - nazywane the Witchery - są docenianymi i rozwijanymi talentami. Czasem nawet wyniesionymi do rangi sztuki.



Nie mogłam sobie odmówić wersji w twardej okładce. I nie żałuję. To wydanie jest piękne. 


Zaskakującym więc jest, że zarówno dar Safi - Truthwitchery, czyli umiejętność oddzielania prawdy od fałszu, jak i dar Izzy - Threadswitchery, możliwość widzenia aur innych ludzi, ich emocji i powiązań z innymi - są umiejętnościami pasywnymi, co odznacza, że w walce wręcz dziewczyny stoją na trochę przegranej pozycji. Kiedy na przykład przychodzi im walczyć z kimś, kto potrafi władać ogniem. Czytając Truthwitch nie mogłam też wyjść z podziwu, jak bardzo zróżnicowany i fascynujący jest wątek magii w the Witchlands. Można właściwie powiedzieć, że rodzai tych umiejętności jest tyle, co samych ich posiadaczy. Jest znacząca różnica między Windwitch, czyli osobą, która panuje nad wiatrem a Airwitch, człowiekiem, który panuje nad każdą formą powietrza - potrafi równocześnie zmienić kurs statku, jak Windwitch, ale także wyssać powietrze z płuc przeciwnika. To oczywiście tylko jeden przykład, ale świetnie pokazuje właśnie to wspomniane przeze mnie wcześniej zróżnicowanie, mnogość pomysłów i możliwości, z jakich czerpać może Dennard. 

Poza Safi i Izzy dwojgiem najważniejszych bohaterów w powieści są Merik, Windwitch a zarazem książę Nubrevny, oraz Aeduan - postać owiana tajemnicą, która w pierwszej części odgrywa czarny charakter i jest zmorą dziewcząt. Mało tego! Aeduan jest także jednym z rzadko występujących Voidwitch, a pisząc bardziej szczegółowo - Bloodwitch. Ludzie obawiają się jego daru, ponieważ bardzo trudno zabić Bloodwitch (bardzo szybko się leczy), a poza tym osoba obdarzona tym darem potrafi tropić osobę, której krew przynajmniej raz wyczuła, a także manipulować zarówno swoją, jak i krwią w organizmie wroga (sprawiając, że ten nie może się poruszyć). Nie chcę zbyt wchodzić w opisy, żeby nie zepsuć Wam lektury książki, aczkolwiek muszę wspomnieć, że dopiero kiedy Susan Dennard przechodzi do tłumaczenia kim właściwie są Voidwitch, dlaczego wszyscy się ich obawiają - dopiero wtedy zaczyna się prawdziwa zabawa!

Wydarzenia opisywane w powieści wciągają. Bardzo. Oprócz kilku przypadków, kiedy lektura książki lekko się dłużyła (jak wspominałam na samym początku), po prostu od Truthwitch nie mogłam się oderwać. To jedna z tych pozycji, o których myślisz, kiedy idziesz na autobus, kiedy siedzisz w szkole na zajęciach, albo kiedy jesteś na zakupach - chociaż zajmujesz się innymi rzeczami, twoje myśli tak naprawdę cały czas wracają do miejsca, w którym skończyłeś czytać książkę. Fabuła jest wielowarstwowa. Chociaż opowiadana z punktu widzenia czwórki bohaterów, w pewnym momencie większość wprowadzonych wątków się splata, a do nich dochodzą następne - zaskakujące i wynikające bezpośrednio z poprzednich. Przez większość czasu akcja brnie do przodu w zawrotnym tempie, ale nie brakuje momentów, kiedy Susan Dennard robi krótką przerwę zarówno bohaterom, jak i swoim czytelnikom, przy okazji tłumacząc też coś ze świata the Witchlands, co sprawia, że jeszcze bardziej toniemy w ciekawości, jaką wywołuje lektura tej książki. 

Jestem naprawdę na tak! Na tak dla warsztatu pisarskiego Susan Dennard, dla tej ekscytującej absorbującej fabuły, dla żywych, pasjonujących bohaterów i na tak dla tego cudownego, pełnego tajemnic, niebezpieczeństw, ale także i piękna świata przedstawionego. Jeśli interesujecie się zagranicznymi premierami, czytacie w oryginale - to jest pozycja, której nie możecie ominąć! Nie słyszałam, aby w najbliższej przyszłości którekolwiek z polskich wydawnictw planowało publikację tej powieści, ale naprawdę gorąco bym jej wyczekiwała. Truthwitch to jedna z tych książek, które mącą umysł, przysysają się do rąk i nie dają odłożyć na miejsce, dopóki nie skończy się ich lektury, a potem i tak pozostają w myślach i na długo nie dają o sobie zapomnieć. Nie wierzycie? Sięgnijcie po Truthwitch, niech ona powiem wam prawdę!



autor: Susan Dennard
tytuł: Truthwitch
data wydania: 5 stycznia 2016
ISBN: 0765379287
liczba stron: 416
kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction

język: angielski


Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl