Zdrada zwycięzcy

17:37

Źródło

Stwierdzenie, że Pojedynek - pierwszy tom trylogii Niezwyciężona - pozostawił mnie pełną niepokoju o bohaterów i szalenie ciekawą następnych wydarzeń, to niedopowiedzenie. Chociaż, jak pisałam w poprzedniej recenzji, naprawdę nie wymagałam dużo od pierwszej części historii popełnionej przez Marie Rutkowski, to jednak gdzieś pomiędzy jednym a drugim rozdziałem Pojedynku przepadłam całkowicie. Była to jedna z tych niepozornych powieści, których ani okładka, ani nawet opis nie oddawały prawdy co do wyjątkowej i wyróżniającej się na tle innych książek treści. Dlatego też po lekturze Zdrady, kontynuacji Niezwyciężonej, mentalnie podskoczyłam z radości, ponieważ nie ma tutaj nawet mowy o efekcie drugiego tomu. 

Mało tego! Zdrada jest nawet trzy razy lepsza niż Pojedynek


To tak, jakby Marie Rutkowski postanowiła podkręcić atmosferę, napisać kontynuację, w której zawarte zostaną wszystkie zalety jej poprzedniczki, ale bardziej dopracowane, ulepszone, powiększone. W Zdradzie czytelnik dostaje więcej intryg, sekretów i kłamstw, opowiadanych sobie wzajemnie przez bohaterów. Jeśli jesteście już po lekturze pierwszego tomu Niezwyciężonej, wiecie, jak wielkim cliffhangerem kończy się ta książka. Nie wspominając już, że zakończenie Zdrady, to najprościej w świecie... zbrodnia, bo pisarka zostawia nas w większym napięciu i oczekiwaniu niż przy Pojedynku. Wydarzenia opisywane w całej drugiej części wydają się balansować na granicy przepaści. A raczej - to nasi bohaterowie balansują na tej granicy, starając się chronić siebie, swoich bliskich i swoje kraje, nawet kosztem uczucia, które dzielą. 

Autorka w Zdradzie zmienia miejsce akcji, przez co nasi bohaterowie muszą zmierzyć się nie tylko z dotychczas nierozwiązanymi problemami, ale także nowymi wrogami oraz sytuacjami. W kontynuacji pojawia się także gro nowych, fascynujących, a niejednokrotnie także podstępnych charakterów. Marie Rutkowski trzyma swoich czytelników w niepewności, kreuje wiele nowych sylwetek, ale tak naprawdę nigdy do końca nie mówi, kto z nich jest sprzymierzeńcem, a kto wrogiem. Nie wspominając już o tym, jak bardzo podobało mi się przedstawienie eskalacji konfliktu na linii Arin - Kestrel, którzy w Zdradzie zostają przede wszystkich swoimi naturalnymi wrogami i powiedziałabym, że z uporem maniaka, starają się tego za wszelką cenę trzymać, jednocześnie w tajemnicy przed tą drugą sobą tocząc własne rozgrywki. 

Co z miejsca kupiło mnie w Pojedynku i do końca oczarowało w Zdradzie, to misterne plecione intrygi. Jeśli sądzicie, że pierwszy tom Niezwyciężonej jest ich pełen, to powinniście czym prędzej sięgnąć po Zdradę. Bohaterowie Marie Rutkowski nie walczą na miecze, a na słowa. Autorka pokazuje, jak największe polityczne decyzje, podczas których ważą się losy milionów ludzi wrogiego narodu, podejmowane są za zamkniętymi drzwiami pięknych pałaców, na hucznie wyprawionych przyjęciach, gdzie tańczy i świetnie bawi się niczego nieświadoma gawiedź. Obserwujemy, jak znani nam bohaterowie - a Kestrel przede wszystkim -  podejmują brzemienne w skutkach decyzje, byle tylko nie dopuścić do tragedii. Kłamstwa, szantaże, podstępy i spiski - to taniec, do którego Kestrel i Arin szybko muszą nauczyć się kroków, ponieważ ich nieznajomość grozi poważnymi konsekwencjami. 

W recenzji poprzedniego tomu skarżyłam się na ubogi, nie do końca wykorzystany przez pisarkę świat przedstawiony. Niestety Zdrada niewiele różni się pod tym względem od swojej poprzedniczki. Wciąż mamy do czynienia z niewielką mapką i konszachtami trzech krajów na krzyż. Z jednej strony uważam, że nie popchnięcie świata przedstawionego to ze strony Marie Rutkowski wielka zbrodnia, ponieważ szkoda nie wykorzystać tak świetnie zapowiadających się możliwości. Z drugiej zaś, patrząc na to, do czego autorka jest zdolna przy żonglowaniu sprawami politycznymi tych trzech wcześniej wspomnianych państw, nie jestem pewna czy dodawanie kolejnych narodów, a co z tym idzie - nowych rodzajów polityki, intryg i zawirowań, byłoby bezpieczne dla zdrowia psychicznego przedstawionych w powieści postaci czy też samych czytelników. 

Kontynuacja trylogii Niezwyciężonej - a jej końcówka przede wszystkim - zostawiła mnie zaskoczoną, zdziwioną i zwiniętą w wielką kulkę emocji, które wywołała. Nie sądziłam, żeby po Pojedynku Marie Rutkowski udało się napisać niemniej ciekawe i trzymające w napięciu zakończenie, a tu proszę. Po raz kolejny kończyłam powieść pisarki w tak wielkim zdumieniu, że nie byłam do końca pewna, czy to, co czytam, naprawdę zostało tak napisane. Zdrada to kilkadziesiąt stron niesamowitych plot twistów i interesujących zwrotów akcji, ale autorka trylogii dopiero w ostatnich rozdziałach książki pokazuje, na co ją stać. Teraz jedyne, co mi pozostało, to czekać na ostatnią część trylogii i mieć nadzieję, że Marie Rutkowski zaskoczy mnie raz jeszcze. 





autor: Marie Rutkowski
tytuł: Zbrodnia
tytuł oryginału: The Winner's Crime
data wydania: 16 marca 2016
ISBN: 9788372295491
kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction

język: polski

Recenzja napisana we współpracy z portalem Gavran.

Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl