Opowieści z Wilczej Doliny

21:52



Wiecie, co skłoniło mnie do sięgnięcia po Idź i czekaj mrozów, Marty Krajewskiej? Możecie powiedzieć: "Ach, Blair! Na pewno była to piękna, nastrojowa okładka, interesujący opis na odwrocie książki, albo ciekawe rekomendacje polskich pisarzy fantastyki! Nie ma innej opcji!". Niestety, rozczaruję Was. Żadna z wyżej wymienionych rzeczy. Złapałam się bowiem na wędkę kolejnego, udanego debiutu, wydanego przez wydawnictwo Genius Creations. Co prawda, Marta Krajewska publikowała już swoje opowiadania - niektóre z jej tekstów znajdziecie w przepastniej antologii pt.: Geniusze fantastyki, ale po raz pierwszy oddała w ręce czytelników powieść. Ostatnio zaś u siebie zauważyłam niezwykłą słabość do debiutów. Kto z resztą by się jej nie nabawił po przeczytaniu tak dobrych i porywających historii, jak Spalić wiedźmę czy Okup krwi? Gdy tylko więc zwietrzyłam okazję na sięgnięcie po Idź i czekaj mrozów, nie wahałam się ani chwili.


Powieść Marty Krajewskiej to książka, która zaskakuje od pierwszych stron. Nie jest bowiem tym, czego można się spodziewać po pobieżnym jej przekartkowaniu czy wyszukaniu opinii w Internecie. Niespodzianki nie są złe, lecz przy pierwszych kilku rozdziałach książki w mojej głowie zaczęły się pojawiać wątpliwości. Nie dość, że - jak mogłoby się zdawać - historia nie miała żadnej głównej osi fabuły, a bardziej składała się z mnóstwa opowiastek, które łączyła protagonistka i miejsce akcji, to też i reszta bohaterów wydawała się bardziej tłem wydarzeń niż osobami uczestniczącymi we wszystkich opisywanych sytuacjach. Przeżyłam moment zawahania, zaczęłam się zastanawiać, czy powieść Marty Krajewskiej nie będzie wyjątkiem od reguły. Im bardziej jednak zagłębiałam się w historię, tym silniej mnie ona do siebie przyciągała. Najlepiej chyba będzie o tym świadczył fakt, że ponad pięciuset stronicową książkę, jaką jest Idź i czekaj mrozów, przeczytałam podczas dwóch popołudniowych posiedzeń. Już dawno mi się nie zdarzyło, aby poznawana przeze mnie historia zaabsorbowała mnie tak mocno, że zapomniałam o otaczającym mnie świecie. 

To jednak nie wszystko. Bohaterowie, którzy podczas lektury pierwszych rozdziałów budzili u mnie tak silne obiekcje, powoli - ze strony na stronę - coraz bardziej zaczęli mnie do siebie przekonywać. Po przeczytaniu całości przyznaję, że to wciąż nie jest ten rodzaj bohaterów drugoplanowych, którzy swoją barwnością, charakterem czy żywotnością kradną uwagę czytelnika i maksymalnie wykorzystują swój czas antenowy, nawet ten najkrótszy. Mojego zainteresowania nie wzbudził nikt, poza bodajże dwójką postaci, wywołujących naprawdę niemałą ciekawość podczas czytania. Bohaterowie drugoplanowi zostali wykreowani poprawnie - to nie są drewniane kukły, których nie da się od siebie odróżnić, gdy autorka w tekście przestaje używać ich imion. Żaden z nich jednak nie posiada także jakiegoś realnego wpływu na wydarzenia. Wydają się tłem dla decyzji podejmowanych przez Vendę, protagonistkę, albo przyczyną jej nowych kłopotów czy przygód. Ogromnym plusem jest fakt, że wraz z rozwojem historii przedstawianej przez Martę Krajewską, postacie drugoplanowe zaczynają się coraz bardziej wybijać, wychodzić poza wcześniej narzucony im schemat, dzięki czemu ich relacje z pozostałymi nabierają nowych znaczeń, a decyzje wywołują skutki konkretniejsze od wezwania opiekunki Doliny, która powinna się pojawić i wszystko naprawić. 

Na uwagę za to zasługuje Venda, opiekunka Wilczej Doliny. Jest to postać barwna, ale przede wszystkim niezwykle dynamiczna. Pięćset stron powieści to niemało, a Marta Krajewska wykorzystała je najlepiej, jak się tylko dało, aby pokazać czytelnikom, jak z niezdecydowanej i niewiedzącej co z swoim życiem zrobić dziewczyny, Venda przemienia się w charakterną, pewną siebie i swoich umiejętności kobietę. Zmienia się nie tylko główna bohaterka, ale także i perspektywa, z jaką patrzą na nią inny mieszkańcy Doliny. Główny wątek fabuły zaczyna się ujawniać dopiero gdzieś w połowie powieści, kiedy kilka wątków pobocznych zdaje się ze sobą w jakiś sposób łączyć i dawać znać, że wszystkie dotąd przedstawione wydarzenia mają drugie dno, a prawdziwe problemy mogą dopiero nadejść. Muszę przyznać, że na początku ten zabieg szalenie mi się nie spodobał, ale jakby spojrzeć na niego z perspektywy rozwijanego potencjału głównej bohaterki, to nie był aż tak bezcelowy. Dzięki tym kilku, pozornie nie mających nic ze sobą wspólnego interwencjom, Venda zahartowała się, stała się kompetentniejszą zielarką, wzięła na siebie brzemię funkcji opiekunki Doliny. Przygotowała się na to, co dopiero miało nadejść. 

Nie zdziwi Was więc pewnie fakt, kiedy napiszę, że historia miejscami wydaje się nieco chaotyczna. Dzieje się mnóstwo rzeczy, a czytelnik nie ma pojęcia, co jest ich przyczyną, albo czy one do czegoś prowadzą. Muszę Wam jednak przyznać, że trochę rozkoszowałam się tym chaosem. Był wprost czarujący. Idź i czekaj mrozów to nie powieść, w której dostajemy herosa, który ma za zadanie uratowanie świata. Marta Krajewska daje nam w swojej powieści Wilczą Dolinę, która znajduje się na jakimś zapomnianym przez Boga miejscu, raz nawet nazwanym w książce przez autorkę końcem świata. Mamy też tutaj zielarkę, która przejmuje funkcję opiekuna Doliny - osoby wybiegającej na pierwszy front, kiedy dzieje się coś złego - ale tylko z braku kompetentnej konkurencji, która mogłaby ją w tym zadaniu wyręczyć, a jednocześnie też wystarczająco dobrze wykonać swoje zadanie, aby Venda mogła spać spokojnie w nocy. Są tu zmory, topielce, bóstwa i wiele innych, świetne wykorzystanych motywów z mitologii słowiańskiej. Powieść jest napisana lekkim, wprawnym piórem. Czytając, wprost przelatuje się przez tekst co i rusz zmieniając strony i najzwyczajniej w świecie pożerając wszystko to, co się na nich znajduje. Jestem absolutnie pod wrażeniem warsztatu pisarskiego Marty Krajewskiej, której lekturę debiutu skończyłam stanowczo zbyt szybko. 

I tak, jasne, Idź i czekaj mrozów ma swoje wady.  Wypisałam je wszystkie w końcu powyżej. Nie są to jednak jakieś rażące, odrzucające od powieści mankamenty. Nazwałabym je zwyczajnie niedociągnięciami debiutującego, a to nie może być wystarczającą wymówką, żeby po książkę nie sięgnąć. Bezceremonialnie oświadczam - nie możecie nie przeczytać tej pozycji, jeśli choć trochę interesujecie się polską fantastyką. Idź i czekaj mrozów to początek czegoś, czego nie można przegapić. Czegoś fantastycznego.   





autor: Marta Krajewska
tytuł: Idź i czekaj mrozów

data wydania: 30 marca 2016
ISBN: 9788379950454
liczba stron: 520
kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction

język: polski

   
Recenzja została napisana we współpracy z wydawnictwem Genius Creations

Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl