Historia jednej książki

23:57

Źródło

W życiu każdego mola książkowego pojawia się chociaż jedna powieść, która przewija się bez ustanku przed jego oczami, wciąż nieprzeczytana. Kusi, mami, czasem odstrasza, a jednak nieustannie wraca. Dzisiaj opowiem Wam o mojej. 

Po raz pierwszy spotkałam się z Gwiezdnym pyłem Gaimana jakieś sześć lat temu, jeszcze w gimnazjum. Przerabialiśmy wtedy wybrane przez siebie lektury, a jedynym ogranicznikiem miał być gatunek – fantastyka. Zamiast pisania testu, jak przy każdej innej lekturze – nasze zadanie miało polegać na opowiedzeniu reszcie klasy o czym jest książka.  To był gorący, słoneczny czerwiec, koniec roku szkolnego. Panował ten rodzaj lata, kiedy ciepłe masy powietrza dało się smakować ustami, trampki lepiły się do asfaltu, a promienie słońca szczypały wręcz skórę, gdy przebywało się na dworze zbyt długo. Pamiętam, że nawet nie zadałam sobie trudu, żeby wybrać cokolwiek specjalnego do swojej prezentacji. Po prostu sięgnęłam po pierwszą lepszą powieść, którą przeczytałam w ciągu ostatnich miesięcy, i włożyłam ją do plecaka. 


Ludzie powiadają często, że równie łatwo jest przeoczyć coś wielkiego i oczywistego, jak zapomnieć o nieważnym drobiazgu, i że owe wielkie przeoczenia często mogą stać się przyczyną poważnych problemów.

To był Eragon Paoliniego – którego swego czasu wielbiłam, z wiekiem jednak mi przeszło – jestem absolutnie pewna, że wybrałam właśnie tę powieść, bo była tego dnia całkiem popularna. Miały ją ze sobą przynajmniej trzy inne osoby. W sumie mogła mieć z tym coś wspólnego ekranizacja i szkolna biblioteka, która wtedy dokupiła kilka egzemplarzy. Nawet nie wiedziałam, że tak wiele osób z mojej klasy czyta powieści dla przyjemności, o czym mogłam się przekonać, słuchając każdego z nich z osobna. Nietrudno było odgadnąć kto od czasu do czasu sam coś podczytywał, a kto zwyczajnie poszedł do biblioteki i wziął pierwszą lepszą powieść z półki z napisem „fantastyka”. Świadczył o tym sposób, w jaki opowiadali. Znaliśmy się już dwa lata – niektórzy dłużej – poza tym naszym jedynym zadaniem było streszczenie fabuły w kilku zdaniach i podsumowanie tego swoją opinią, która w wielu przypadkach ograniczała się do „podobało mi się/ nie podobało mi się”. Wiadomo – ludzie są różni. Jedni dukali, drudzy garbili się i patrzyli w przestrzeń, inny cały czas się uśmiechali i obserwowali twarze reszty klasy. 

To czy jednak przeczytali powieść można było poznać po sposobie, w jaki dobierali słowa – te wypowiedzi były bogatsze w przymiotniki, tych ludzi często też ponosiły emocje. Mówili z zapałem, może nie zawsze coś interesująco, ale widocznym było, że chcieli oddać z przeczytanej książki jak najwięcej. 

W życiu nie często zdarzają się podobne chwile - chwile, gdy wiemy, bez cienia wątpliwości, że naprawdę żyjemy, czujemy powietrze w płucach, mokrą trawę pod stopami, dotyk bawełny na skórze; chwile, gdy żyjemy całkowicie teraźniejszością i nie liczy się przyszłość ani przeszłość.

Całkowitym zaprzeczeniem takiego żywego, prawdziwego zainteresowania był chłopak, który prezentował Gwiezdny pył Gaimana. Teraz Neil Gaiman to miłość mojego czytelniczego życia i może konkurować jedynie z Brandonem Sandersonem czy Garthem Nixem, którego odkryłam niestety stosunkowo niedawno. Te kilkanaście lat temu jeszcze nie miałam jednak bladego pojęcia kim jest Gaiman i – tak szczerze – nie interesowało mnie to. Było gorąco, moja szkoła nie znała pojęcia klimatyzacji, a ja planowałam pakowanie rzeczy na najbliższy obóz, na który wybierałam się z przyjaciółkami. Jeśli wiązałam jakiekolwiek nadzieje z tą prezentacją – żeby odkryć jakieś nowe tytuły, obejrzeć powieści przyniesione przez innych – to wyparowały one wraz z momentem, kiedy większość osób wyciągnęła Harry’ego Pottera i podobne, już kultowe tytuły fantastyczne, które miałam za sobą od lat. 

Kiedy więc przyszła kolej na tego chudego, wysokiego chłopaka z mojej klasy – który z resztą miał być jedną z ostatnich osób – odetchnęłam z ulgą i wróciłam do kontemplowania widoku za oknem. Nie tyle nie zaciekawiła mnie jego przemowa, co sposób, w jaki opowiadał o tej powieści. Bez życia. Bez chęci. Każde zdanie przerywał westchnięciem i non stop spoglądał na polonistkę, jakby zastanawiając się, czy tyle już wystarczy. Jakby jego jedynym marzeniem było wypowiedzenie ostatniego zdania i powrót do ławki. To całkiem, jak ze smacznym, genialnym daniem, które jest podane na brudnym talerzu i w nieciekawy sposób, niestety. Jak bardzo jedzenie nie rozpływałoby ci się w ustach, pierwsze wrażenie jest ważne – inaczej wcale zdecydujesz się na pierwszy kęs.

Wyobraził sobie też, że dostrzega twarze gwiazd - były blade, łagodnie uśmiechnięte, jakby ich właściciele zbyt wiele czasu spędzali ponad światem, obserwując krzątaninę, radość i ból ludzi w dole, i nie mogli powstrzymać rozbawienia, gdy kolejny maleńki człowiek zaczyna wierzyć, iż jest środkiem wszechświata. A przecież wierzy w to każdy z nas.

Książka, którą trzymał w ręku mój kolega też sama sobie za bardzo nie pomagała. Na okładce widniała grafika pochodząca z plakatu z ekranizacji, niezbyt gruba (swego czasu miałam obsesję na punkcie objętości powieści – nie patrzcie tak, wiem, że Wy też przez to przechodziliście). Spojrzałam raz i odwróciłam wzrok.

Tak przepadła moja pierwsza szansa na poznanie Neila Gaimana. 

Druga nadeszła kilka lat później, kiedy jedna z  księgarń z ebookami przygotowywała promocję dla oferty wydawnictwa Mag, proponując darmowe pobranie Kamiennej ćmy Pawła Matuszka i Gwiezdny pył Gaimana właśnie. To było prawdopodobnie z dwa lata temu, ponieważ wydaje mi się, że nie mieszkałam w tym czasie już w Polsce, chociaż nie mogę być do końca pewna. Co zabawne, chociaż sama promocja mnie zainteresowała i postanowiłam ściągnąć obydwa tytuły, ani wtedy, ani długo potem nie połączyłam Gwiezdnego pyłu ebooka z Gwiezdnym pyłem – nieciekawie zapowiedzianą książką w szkole. Raz, że naprawdę nie mam dobrej pamięci do tytułów, dwa – każda z tych pozycji miała inne okładki. Moje ebookowe wydanie jest bowiem całkiem ładne. Z grafiką dwóch statków płynących jakby w powietrzu, na niebieskim tle. 

Szybko się w niej zakochałam i jeszcze szybciej o niej zapomniałam. 

Nie da się udzielić prostej odpowiedzi na pytanie: "Jak duża jest Kraina Czarów?". Kraina Czarów nie jest bowiem jednym państwem, dzielnicą czy dominium. Mapy Krainy Czarów są bardzo niedokładne i nie należy im ufać.

Ebook Gwiezdnego pyłu przepadł gdzieś na moim czytniku i odnalazł się dopiero tydzień temu, kiedy pół roku po zmianie mojego leciwego, ale jednak już przestarzałego czytnika na ukochanego Kindle’a, postanowiłam wreszcie zrobić porządek z moją elektroniczną biblioteczką. To zabawne, że chociaż układanie papierowych egzemplarzy ma w sobie o wiele więcej zabawy, nie potrafiłam skasować swojej elektronicznej wersji Zakonu mimów, chociaż posiadam już także i papierową. Podwójne zakupy są zdecydowanie przereklamowane. Co jednak niewątpliwie wybija się, jako największa zaleta, to fakt, że w końcu dowiedziałam się, jak wiele nieprzeczytanych pozycji tam miałam. Nazbierało się mnóstwo udostępnianych za darmo wolnych lektur, jak na przykład 20000 mil podmorskiej żeglugi, które chcę przeczytać od kiedy tylko sięgnęłam po Światło, którego nie widać. Jak Szczęśliwa ziemia Łukasza Orbitowskiego – nawet już nie pamiętam o czym jest tak powieść. No mnóstwo. A pośród nich – Gwiezdny pył

Biorąc pod uwagę, że jestem właśnie w trakcie lektury The view from the cheap seats Gaimana, nie mogłam przejść obok Gwiezdnego pyłu obojętnie. Lektura tej powieści zajęła mi chyba z dwa dni, nie więcej. I wiecie co? Ta książka chodziła za mną już od tylu lat, że nie wiedziałam czego się po niej spodziewać, a w końcu zakochałam się od pierwszych stron. Dobrze wiedzieć, że piękną baśń można dostać w każdym przedziale wiekowym. I przypomnieć sobie, że marzenia się spełniają. Przynajmniej te, co powinny. 

I teraz czuję się trochę smutna, bo nie ma żadnej innej, która by tak długo za mną chodziła. Może niedługo jakaś zacznie? Trochę wątpię, bo to dosyć wyczerpujące – takie oddanie. I wymagające. Życzę jej, żeby niedługo znalazła sobie następną ofiarę. 
I prześladowała ją jak najdłużej.

[Wszystkie cytaty pochodzą z powieści "Gwiezdny pył" Neila Gaimana, wyd. Mag 2007]

Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl