Uzależnieni od pewnego rodzaju smutku

00:12

Źródło
Ostatnio coraz rzadziej zarywam noce, chowając się pod kołdrą z Kindle'em w ręku. Brakuje mi tych chwil. Odgłosów miasta nocą - roześmianych ludzi, którzy wracają o zmroku do domów, rozpędzonych samochodów, czasem deszczu uderzającego o okno - wymieszanych z wybrzmiewającą w moim domu ciszą. Taką spokojną, urywaną przez oddech psa, który leży obok mnie; przez mój stłumiony chichot, albo niespodziewany szloch. Brakuje mi książek, z jakimi mogłabym w ten sposób zarywać noce. Tych powieści, przy których zawsze muszę przeczytać jeszcze tylko jeden rozdział. Tych, które wciągają; tych sprawiających, że czas płynie szybciej, a rzeczywistość matowieje. 

Cierpię ostatnio głód. Panuje u mnie wszechobecny niedosyt książek, które wywołują pewien szczególny rodzaj smutku.

But felt so lonely in your company
But that was love and it's an ache I still remember*

Czasem, kiedy nie jestem w stanie zacząć żadnej nowej historii - znów szukać, próbować - po prostu staję przed swoją biblioteczką i, nieobecna myślami, ponownie je przeglądam. Przejeżdżam palcem po grzbietach, wyjmuję z rzędu i kartkuję, zatrzymuję się na dłużej i czytam ulubione fragmenty. Zdarza się, że wybieram losowo jedną z powieści i otwieram ją w połowie, zastanawiając się, w który moment historii uda mi się trafić. W końcu wybieram jedną z nich i czytam od początku do końca. Albo fragmentami. Albo rozdziałami. I chociaż wiem już, jak to wszystko się skończy, na którym momencie zatrzyma się przygoda, wciąż nieraz czuję się zaskoczona. To nigdy nie jest tak wyjątkowe, jak za pierwszym razem.  Ale jednak. 

Oczywiście, oczywiście, że  żadne z nich nie ma szans być tak wyjątkowe, jak pierwsze, gdy karta wciąż jest pusta, a każda następna strona to mała przygoda i wielka niespodzianka. Przy drugim czytaniu jednak czujesz, że podejmujesz znajomy dialog. To jak rozmawianie o swojej pasji z przyjacielem. Wymiana opinii, z jakimi się zgadzacie, na tematy, o których nie potraficie przestać rozmawiać. Trzecie czytanie jest jak powrót do starego przyjaciela. Wracasz do znanych na pamięć dialogów, scen odtwarzanych w głowie niczym zdarta płyta. Do samych bohaterów - osób wymyślonych przez człowieka, który prawdopodobnie nie wie o twoim istnieniu - którzy w jakiś niewytłumaczalny sposób poprawiają ci humor, rozweselają, irytują, denerwują. Sprawiają, że nie czujesz się samotny. 

You can get addicted to a certain kind of sadness
Like resignation to the end, always the end

Wszystkie powroty są cenne. Niekiedy tak wybieram jedną z książek, siadam z nią na krześle w swoim pokoju i zamiast wracać do ulubionych rozdziałów, cofam się myślami w czasie. Niby czytam, a jednak znów siedzę na murku niedaleko przystanku autobusowego, czytając tę powieść po raz pierwszy. Znów słońce świeci trochę za mocno, ale nie przerywam lektury, bo chcę wiedzieć co będzie dalej. Znów nie zauważam pojawienia się mojej przyjaciółki, na którą czekałam. Znów zamiast ciszy w swoim pokoju słyszę jej śmiech i ludzi na ulicy, i kierowcę autobusu, który przypomina nam, że za moment odjeżdża. Zamykając książkę i odkładając ją na półkę sprawiam, że cała scena trochę blednie, wystarczająco, żebym mogła sobie przypomnieć, kiedy to miało miejsce. Ile lat minęło. Ile przez te lata się zmieniło. 

Przy każdym powrocie towarzyszy mi ten szczególny rodzaj smutku. Czasami się przyłapuję, jak wyczekuję tego uczucia. Trudno mi je tak do końca zdefiniować. Niektórzy powiedzą, że to kac książkowy, ale nie zgodzę się z nimi. Kac książkowy pojawia się zazwyczaj, kiedy przeczytam dobrą powieść i przez następne tygodnie nie potrafię sięgnąć po następną. Odłożyć na bok dotychczasowy świat i wtopić się w kolejną historię. Nie, nie nazwałabym tego uczucia kacem książkowym. Ono jest trochę bardziej ulotne. To ten moment, kiedy na chwilę przerywam lekturę i wodzę palcem po słowach. Gdy ściska mnie lekko w żołądku, bo nie mogę wejść tam do środka. W centrum wydarzeń. Odetchnąć tym samym powietrzem co bohaterowie. Albo zamienić się z którymś z nich na miejsca i zwiedzać, i przeżywać, i poznawać. To ta chwila, kiedy znów dobrnę do końca, gdy znów odkryję, że wcale nie przybyło nowych stron. To te lekkie ściśnięcie serca, ponieważ nagle rzeczywistość jest taka wyblakła, matowa i pozbawiona klarowności. 

So when we found that we could not make sense
Well you said that we would still be friends

Nie boję się przyznać - to uczucie trochę boli. Smutek nie przemija równie szybko, jak kończące się strony. Czasem, kiedy ponownie dobrnę do końca, jeszcze raz przekartkowuję książkę, czytam ją ponownie, ale innym sposobem - zamiast od deski do deski to fragmentami, zamiast fragmentami to cytatami. Bywają chwile, chociaż rzadko, że wtedy ten smutek tylko się wzmaga. Innymi razy mija. Celebruję każdą jego chwilę. Sporadycznie, gdzieś na krawędzi umysłu, pojawia się myśl, że to nie do końca naturalne. Szybko się jej pozbywam. Adoruję tę unikatową, lekko otępiającą melancholię. Wyczekuję jej.

* [Gotye - Somebody that I used to know/ lyrics]

Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl