I wore black, albo PS I like you Kasie West

17:03

Źródło
O tym, jak Kasie West stała się moją nową miłością w literaturze młodzieżowej, pisałam już pół roku temu.  Między jeden wers uwielbienia dla tej niesamowitej autorki young adult, a drugi wplotłam także mnóstwo niecierpliwego i niespokojnego czekania na zapowiadane PS I like you. W sumie mogłoby się wydawać, że czas jak z bicza strzelił. W końcu nadszedł 26 lipca, a ja zamiast od razu nacisnąć znaczek "Buy" na Amazonie, zaczęłam się zastanawiać. Może jeszcze trochę wytrzymam? Miesiąc? Dwa? Kolejna powieść Kasie jest zapowiedziana na luty 2017, więc to nie tak, że nie miałam powodów. I pewnie bym wytrzymała. 

Gdyby tylko nie odwołano mi lotu.

Są w życiu pewne beznadziejne momenty. Zjedzenie samemu czekolady i tłumaczenie się, dlaczego nie ma w lodówce tabliczki, która miała zostać na polewę do naleśników. Wtorki od 8:00 do 15:00 każdy. Gasnący silnik, chociaż wydawało ci się, że jesteś już mistrzem sprzęgła. Czekanie na lot 4 godziny, przejście odprawy i dowiedzenie się, że samolotu jednak nie ma. Odwoływanie wszelkich spotkań i rezerwacji, bo bilet można było przebukować dopiero na następny tydzień. Tak, są w życiu beznadziejne momenty. Jednak zaliczenie pod rząd dwóch z pięciu najgorszych to jednak przegięcie. Wróciłam więc do domu, trochę się nad sobą poużalałam, wyspałam się i ściągnęłam na Kindle'a najnowszą powieść West. 


P.S. I like you to 304 strony nieustannego mimowolnego uśmiechania się, cichego chichotania i śmiania się do łez 

I wiecie co? Po jej przeczytaniu od razu czuję się lepiej. Mówiłam to już wcześniej, ale powtórzę jeszcze raz. Jest coś odświeżającego w przeczytaniu niesamowicie dobrze napisanej, uroczej i kipiącej dobrym humorem powieści, po której nie masz żadnego kaca książkowego. Historie napisane przez Kasie są raczej jak dobry, ciepły i milusi koc, jakim się przykrywasz, kiedy robi się trochę chłodniej. Gorąca czekolada, jaką popijasz, oglądając seriale. To jest jedna z tych rzeczy, która nie tylko sprawia, że po chwili czujesz się lepiej, ale też jednocześnie zyskujesz trochę więcej siły, żeby znów zmierzyć się ze Wszechświatem. Czasem czytam powieści wyciskające ze mnie wszelkie emocje, jak sok z cytryny i, hej!, one też nie są złe. Bywają jednak momenty, gdy najbardziej lubisz te sidekickowe historie, te dodające wigoru, rozbawiające. Historie te zostają z Tobą na dłuższą chwilę, kiedy skończysz je już czytać, ale raczej jako przyjemne przypomnienie miło spędzonych godzin niż pasjonujące przygody, jakie sam chciałbyś przeżywać. 

P.S. I like you jest właśnie taką "kocykową" książką. Od pierwszych stron pokochałam bohaterów, co przy powieści Kasie West nie jest żadną nowością. Nie tylko Lily, ale też całą jej zwariowaną rodzinę - w szczególności najmłodszego brata, Jonaha - przyjaciółkę Isabel i jej chłopaka Gabriela (choć nie pojawiał się często). Pana Ortegę, mimo że nie mogę pozbyć się wrażenia, że i ja bym się na jego zajęciach nudziła, oraz oczywiście Cade'a Jenningsa. I ludzie, nie zamierzam kłamać, P.S. like you to chyba najbardziej przewidywalna historia Kasie West. Co ja mówię. Najbardziej przewidywalna historia pod słońcem! Sądziłam, że przynajmniej przez kilka pierwszych rozdziałów zachowana zostanie aura tajemnicy, ale tożsamość anonimowego ucznia szkoły, który zostawia ukryte w ławce Lily liściki, można poznać bez trudu już na samym początku. Co prawda, wiele winy za to ponosi też blurb - nie czytajcie, jeśli możecie! - ale kto choć raz miał w ręku, jakąś młodzieżówkę, połapie się bez problemu. I w sumie to nie jest żadna wada tej książki. P.S. like you jest raczej o tym, jak wiele trzeba, żeby poznać drugiego człowieka. To historia o nieporozumieniach, pasjach, marzeniach, dysfunkcyjnych rodzinach i tych trochę szalonych, pełnych ciepła. To - jak zawsze u Kasie West - powieść pełna mniejszych i większych wątków, w której żaden z nich nie jest błahy. 


Nie wiem jak Kasie West to robi, że te książki są takie urocze. Urocze w najbardziej czarujący i cudowny sposób, jaki do tej pory wynaleziono

Czytając najnowszą powieść West, nie mogłam pozbyć się wrażenia, że wiele uroku tej książki leży nie w sposobie w jaki autorka wykreowała bohaterów (niesamowici!), ale w tym, jak całość została opisana. Amerykańska pisarka ma talent do mówienia o ważnych rzeczach w lekki i subtelny sposób, co niesłychanie do mnie przemawia. Ważne i nieraz trudne tematy porusza nienachalnie, wplatając w opisywane sytuacje mnóstwo ciepła oraz humoru.  Po przeczytaniu takiej książki nie tylko ma się wrażenie, że posiadanie płonnych nadziei to wcale nie jest przegrana sprawa, ale także aż ma się ochotę, żeby jeszcze raz spróbować tam, gdzie się zawiodło. Jeszcze raz podejść do nierozwiązanych problemów i spróbować je rozwiązać. 

Young adult pióra Kasie West jest jak tęcza i jednorożce w ciemnym, ponurym lesie z horroru klasy B. Czasem trzeba mieć odpowiedni nastrój, żeby sięgnąć po taką powieść, a innymi razy jest ona nam potrzebna niczym powietrze, kiedy na szybko szukamy jakiegoś rozweselacza. Śmiechu po fatalnym dniu. Odpoczynku po męczących wydarzeniach. Kocyka, kiedy robi się chłodniej. 

P.S. Kasie West, naprawdę Cię lubię. Bardzo. Jestem gotowa czekać na następną taką powieść nawet rok, ale nie testujmy tej lojalności. Bądźmy umówione na luty. ;)

autor: Kasie West
tytuł oryginału: P. S. I like you
data wydania: 26 lipca 2016
ISBN: 0545850975
liczba stron: 304
kategoria: literatura młodzieżowa
język: angielski

Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl