Na obrzeżach iluzji i manipulacji - Paradoks marionetki

11:43


Źródło

Paradoks marionetki Anny Karnickiej trafił w moje ręce kompletnym przypadkiem, kiedy szukałam czegoś nowego, ciekawego, godnego uwagi. Wystarczyło, żebym spojrzała na okładkę książki i przeczytała opis fabuły, aby poczuć się wręcz niezdrowo zainteresowana pierwszą powieścią autorki. Nawet nie zauważyłam, kiedy na czytnik załadował mi się e-book, a już przechadzałam się po magicznych uliczkach Pragi, obserwowałam zmagania przyszłych uczniów Praskiej Szkoły Lalkarzy, która okazała się nie być tym, czego można się było spodziewać i wraz z głównym bohaterem rozwiązywałam zagadkę morderstwa jego najlepszej przyjaciółki. Dwa dni – dokładnie tyle zajęło mi przeczytanie tej pozycji. I chociaż muszę przyznać, że podczas lektury bawiłam się świetnie, to nie obyło się bez potknięć i wad.

Przez większość czasu lektura powieści szła niesamowicie gładko, praktycznie mogłam poczuć jak słowa same niosą mnie przez kolejne akapity, splatając się w plastyczne opisy. Z czytania wybijały mnie od czasu do czasu dialogi – sztucznie brzmiące, niekiedy sztywne, niewiele wnoszące do przedstawianych wydarzeń. Momentami miałam wręcz wrażenie, że wypowiadane przez postacie zdania kłócą się z ich charakterem. Niesamowicie trudno było mi także przywyknąć do głównego bohatera. Martin przez większość Paradoksu marionetki wydawał mi się pretensjonalny, wręcz przerysowany. Niczym niepasujący do układanki puzzel, protagonista miał problem z wpasowaniem się do przedstawianych sytuacji, reagowaniem na nie. Zamiast zagubionego w nowym, mroczniejszym świecie bohatera zdawał się chwilami biegającym we mgle i rozstawiającym wszystkich po kątach żołnierzykiem. 


Z fascynacją i niejakim urzeczeniem chłonęłam za to ten magiczny, istniejący zaraz obok naszej szarej rzeczywistości świat. Miejsce, gdzie po lasach biegają dzikie księżniczki, alchemicy przygarniają sieroty, książęta z bajek szukają nowych wyzwań, a powszechny respekt wzbudzają marionetkarze. Ta szara strefa i istotny mieszkające na Obrzeżach to bez wątpienia największy plus historii. Szkoda tylko, że wątek, dzięki któremu miałam szansę tak często i długo przemierzać uliczki magicznej Pragi, wypadł słabo. Mowa oczywiście o przyjęciu Martina do Kolegium Iluzji i Manipulacji oraz rozwikłaniu zagadki morderstwa Klary Berg. Kolejne wskazówki i odnajdywane przez bohaterów informacje bardziej przypominały znalezione na ślepo okruszki w środku lasu; odhaczone punkty na liście "Do Opisania w Książce". Ani przez chwilę nie czułam się zainteresowana mordercą Klary, a i jego tożsamość była niebywale łatwa do przewidzenia. Brakowało mi tutaj mocniejszego zwrotu akcji, ciekawszej intrygi. Nie wspominając już o fakcie, że niektóre tropy przychodziły do Martina zbyt łatwo. Chłopak wcale nie musiał się nadmiernie wysilać – wystarczyło, że gdzieś usiadł, podsłuchał kilka rozmów i dostawał wszystko na tacy. Podobnie zdanie mam także na temat prowadzenia samej akcji – niektóre rozwiązania fabularne były zbyt proste, za szybko przedstawione, za łatwo wyjaśnione, co zapewne można przypisać niedopracowanemu warsztatowi pisarskiemu debiutantki.


Spłycenie głównego wątku fabuły i niedoszlifowanie charakterystyki postaci uważam właśnie za największe mankamenty Paradoksu marionetki. Anna Karnicka kreuje ciekawych, barwnych bohaterów – o czym więcej napiszę za moment – lecz czasami zachowują się sprzecznie ze swoimi cechami charakterów. Przypomina to kilka nut fałszu podczas wciskającego w fotel koncertu. Kilka nut, aczkolwiek całkiem zmieniających odbiór całości.  Trzeba jednak przyznać, że zaprezentowana w Paradoksie marionetki galeria postaci jest imponująca. Autorka kreuje wiarygodnych, budzących emocje bohaterów, którzy złoszczą, zaskakują czy wzbudzają zachwyt. Niejednokrotnie ratują swoją obecnością słabo rozwijający się wątek, popychają wydarzenia do przodu – aktywnie w ich uczestnicząc, sprawiają, że czytelnik nie może odłożyć powieści ani na chwilę. Postacie drugoplanowe stanowią nie lada kontrast przy blado wypadającym i mdłym Martinie. Zaczynając od mało empatycznej, lubującej się w powieściach kryminalnych z wątkiem kulinarnym Canelle, która jest także miłośniczką zagadek wszelkiego typu; przechodząc przez tajemniczego, życzliwego i wyrozumiałego Walta oraz kończąc na wnikliwym, pełnym sekretów i intryg Widmokocie – pokochałam go z miejsca, choć w Paradoksie marionetki pojawił się maksymalnie dwa, trzy razy. Mogłabym Wam tak opowiadać o postaciach występujących w powieści Anny Karnickiej i opowiadać. Autorka ma niemały talent do tworzenia intrygujących, barwnych bohaterów. Podczas czytania książki rozwinęłam w sobie bowiem niebywałą słabość do Greema, wychowanka Alchemików; cichej, poważnej Ingi oraz Stiny – fascynującej kelnerki i barmanki, która potrafiła zauroczyć swoim głosem nawet największego ponuraka (wypróbowane na Martinie!). 


Paradoks marionetki – choć posiadający swoje wady – jest przygodą, z której bym nie zrezygnowała. Mało jest powieści doskonałych, całkiem trafiający w gusta czytelnika. Tak samo, jak niewiele znajdziecie tych wciągających do końca, angażujących w przedstawione wydarzenia. Debiut Anny Karnickiej bez wątpienia jest godzien uwagi, podobnie jak przyszła twórczość autorki. Trzymam kciuki za następne części, a tymczasem wyruszam na poszukiwania następnej książki – powieści, która swoim światem przedstawionym choć trochę przyćmi tę urokliwą, pełną tajemnic Pragę oraz niebezpieczne, lecz klimatyczne Obrzeża. Nie będzie to proste zadanie. 


tytuł: Paradoks marionetki: Sprawa Klary B.
autor: Anna Karnicka
data wydania: 30 września 2016
ISBN: 9788379950669

liczba stron: 268


 Za udostępnienie egzemplarza dziękuję wydawnictwu Genius Creations.

Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl