Trzy korony. Jeden tron, czyli Three dark crowns

12:41

Źródło
Im więcej powieści w oryginale czytam, tym częściej zaglądam też na zagraniczne serwisy książkowe, sprawdzając najnowsze zapowiedzi. Ostatnio nie ma przypadku, żebym nie zajrzała na nasze polskie Lubimy Czytać, bez automatycznego włączenia strony Goodreads czy Amazonu. Kilka miesięcy temu, kiedy wyszukiwałam nowości zapowiadane na tę jesień, mój wzrok przyciągnął tytuł Three dark crowns, rozpoczynający nową dylogię Kendare Blake, autorki powieści Anna we krwi. Zarówno opis książki, jak i nazwisko znajomej mi już autorki były bardzo obiecujące. W końcu nadszedł wrzesień, a z nim wyczekiwane przeze mnie premiery. Po lekturze Empire of Storms SJ Maas i Magic binds Ilony Andrews nie zostało mi więc nic innego, jak sięgnąć także po Three dark crowns.  

Koniec końców, po lekturze tej powieści jestem do całej historii nastawiona dość krytycznie - o czym więcej napiszę już za moment - ale nie mogę odmówić Blake świeżego spojrzenia na popularne, rządzące ostatnio rynkiem książki schematy, motywy i poruszane tematy oraz intrygującego, nowego podejścia do nich. Znów bowiem dostajemy pozycję, w której głównym wątkiem jest walka o tron na śmierć i życie, miłostki, szantaże i intrygi, element nadnaturalny w postaci darów, jakie posiadają dziedziczki tronu.  Na myśl od razu przychodzą porównania z Czerwoną królową Victorii Aveyard czy Rywalkami Kiery Cass. Tak całkiem Three dark crowns jednak do żadnego z powyższych tytułów porównać nie można, ponieważ książka autorstwa Kendare Blake wyróżnia się na ich tle niczym jaskrawa żółć zestawiona z szarościami. 

Akcja dylogii toczy się na jednej z wysp zwanej Fennbirn. To właśnie tutaj w każdej generacji rodzą się trojaczki - trzy siostry, trzy królowe, które - gdy osiągną szesnasty rok życia - będą miały za zadanie walczyć ze sobą o tron. Według miejskiej legendy bowiem przy życiu i władzy może pozostać tylko jedna z nich. Co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło w tej książce, to fakt, że autorka wykreowała trzy silne, interesujące główne bohaterki, z którymi czytelnik zżywa się już od pierwszych stron. Sięgając po Three dark crowns martwiłam się, że pisarka użyje popularnego schematu, tworząc czarno-białe postaci, dzięki czemu od początku byłoby wiadomo, która z nich jest tą dobrą, a pozostałe dwie tymi złymi, które na pewno polegną. Tymczasem kreacja postaci w Three dark crowns to najmocniejsza strona powieści. I nie mówię tutaj tylko o Mirabelle, Arsinoe czy Katharine, gdzie każda z nich ma swoje wady i zalety oraz została przedstawiona niezwykle zajmująco. W pierwszej części dylogii pojawia się także cała paleta intrygujących bohaterów pobocznych, rorzuconych po trzech dworach, na jakich mieszkają królowe. Czasem nawet miałam wrażenie, że wątki postaci drugoplanowych są o wiele bardziej interesujące i wciągające niż ten główny, ciągnący się przez całą książkę jak ser żółty z dobrze zapiekanych tostów

Historia przedstawiona przez Kendare Blake jest momentami mdła, przerażająco łatwa do przewidzenia. Pierwsza połowa powieści jeszcze ciekawi, wciąga i przeskakując z wątku jednej siostry do wątku drugiej, nie pozwala odłożyć się na półkę, dopóki nie dowiemy się, jak dalej potoczą się wydarzenia na jednym z dworów. Niestety pisarka za bardzo skupia się na rozwinięciu poszczególnych relacji pomiędzy bohaterami, opisami więzi łączących trzy siostry z ich przyjaciółmi, doradcami i mieszkańcami dworów. W momencie, kiedy zorientowałam się, że Blake popycha akcję książki raz na pięć rozdziałów, odłożyłam Three dark crowns na bok i sięgnęłam po coś innegoZawodzi tutaj konstrukcja powieści. Kiedy na początku była mowa o walce trzech sióstr o władzę, myślałam, że będą to krwawe pojedynki, szantaże i walki o władzę. Zamiast tego dostajemy kilka spisków, intryg oraz trzy władczynie omotane przez własne dwory i ich przywódców, którym naiwnie ufają.  Już nie wspominając nawet o tym, że na początku książki widzimy piękną mapkę stworzonego przez Kendare Blake świata, aby później przez czterysta stron mieć raptem jedną czy dwie szanse, aby cokolwiek więcej się o tej wykreowanej rzeczywistości dowiedzieć. Uniwersum stworzone przez Blake jest niewyobrażalnie hermetyczne. Chociaż akcja powieści ma miejsce na wyspach, to nawet o nich nie wiemy zbyt wiele, nie wspominając już nawet o terenach poza nimi, o których także od czasu do czasu się wspomina w kontekście opinii mieszkańców lądu o praktykach i wierzeniach ludzi zamieszkujących wyspy.

Z jednej strony Three dark crowns urzeka mrocznym klimatem, ciekawym i świeżym pomysłem na fabułę, a z drugiej rozczarowuje samym wykonaniem i przewidywalnością. W całej powieści ma miejsce dosłownie jeden zwrot akcji, który mnie zaskoczył, a mowa o cliffhangerze, jakim kończy się książka. Nie można jednak zaprzeczyć, że Kendare Blake trzyma jeszcze parę kart w ręku - wciąż jestem ciekawa, jak skończy się cała ta historia i wciąż nie jestem gotowa, aby odejść od stołu bez odpowiedzi. Trzymajmy jednak kciuki, żeby druga i ostatnia część tej dylogii była warta swojej kolejki.


 
tytuł: Three dark crowns
autor: Kendare Blake
wydawnictwo: Harper Teen

data wydania: 20 września 2016

liczba stron: 416
kategoria: Young adult, fantasy
język: angielski

Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl