Cyrk pojawia się znikąd

17:26

Źródło
Czytając recenzenckie blogi na pewno co jakiś czas trafiacie na nową notkę blogera zaczynającego swój post od stwierdzenia, że recenzje dobrych powieści – tych, które bawią, oszałamiają, zachwycają i zapadają w pamięć – pisze się najtrudniej. Dobór słów sprawia im ogromny problem, sklecenie jednego zdania o tworze autora sprawia wręcz fizyczny ból, a co dopiero mówić tu o akapitach!

No więc, moi drodzy, chciałabym Wam tutaj zakomunikować, że ci wszyscy recenzenci kłamią.* 
 
Kłamią Wam prosto w monitory, kłamią wręcz bezlitośnie, bo nie mówią tych słów otwarcie, twarzą w twarz, dając im możliwość ulecieć i nigdy nie powrócić. Zamiast tego, zapisują te swoje szemrane historyjki w plikach tekstowych, później publikują je w Internecie, no i są dumni. Są dumni ze swojej szczerości, są dumni, bo w końcu coś o tej niezapomnianej książce napisali, coś opublikowani i mogą spać spokojnie, ich sumienia milczą jak świeżo wykopany grób. 
 
Pisanie o dobrych książkach jednak wcale nie jest trudne – jest banalne proste. Od trzech tygodni napisałam chyba z pięć wersji tekstu o tej samej powieści. Gdyby to była jakaś zwykła historia, pewnie bym opublikowała już tę pierwszą wersję recenzji. Była dobra. Dawno ją usunęłam, więc musicie mi uwierzyć na słowo, bo nie mam żadnego powodu by kłamać. Naprawdę była dobra. Gdybym opowiadała w niej o jakimkolwiek innym tytule, który ostatnio przeczytałam, pewnie wcale nie zastanawiałabym się nad usuwaniem, zmienianiem, szukaniem lepszych rozwiązań czy poprawianiem. Ta recenzja to byłam klasyczna ja – dokładnie coś takiego, co znajdziecie w poprzednim poście i poprzednim i dziesięć postów wcześniej.

Problem jednak tkwił w tym, że chciałam Wam opowiedzieć o Cyrku nocy. O Cyrku nocy, który mnie zaskoczył; o Cyrku nocy, który mnie rozbawił do łez i poruszył do głębi duszy. Chciałam Wam dokładnie tak cudownie i pięknie opowiedzieć o tej powieści, jak niesamowity i czarujący jest debiut Erin Morgenstern. Jednak za każdym razem, kiedy czytałam swój tekst – którąkolwiek z jego wersji, oczywiście – kiedy znów go usuwałam i zaczynałam od nowa, miałam niezwykłe poczucie klęski. Czułam się wręcz nieprzydatna. W końcu piszę o książkach już od pięciu lat, a tutaj tak nagle… nic? 
 
Napisałam setki recenzji. Porównywałam w nich książki do pereł i skarbów; do niespodziewanej przygody i wybornych zestawów czekoladek. A musicie wiedzieć, że kiedy posuwam się w swoich tekstach do czekoladowych porównań, to sprawa jest poważna. O znakomitości czekolady nie powinno się mówić lekko. Tutaj jednak klops – nawet słodyczowe metafory nie zdawały egzaminu, nie wydawały się adekwatne do sytuacji. Jak więc polecić czytelnikowi coś tak wyjątkowego, tak znakomitego, jak Cyrk nocy
 
Jak powiedzieć, że czytanie tej historii przypomina sytuację, kiedy poznajesz najlepszego przyjaciela? Ten moment, kiedy spotykasz nowego człowieka. Od rozmów o pogodzie i polityce przechodzicie do żarliwej dyskusji na temat popkultury, książek czy filmów. W końcu ze zdziwieniem stwierdzacie, że podzielacie wiele opinii. Ta chwila, gdy odkrywasz, że przebywanie z tym nowym człowiekiem sprawia ci mnóstwo nieskrywanej przyjemności. Nagle między dyskusję o scenariuszu do Harry’ego Pottera i Przeklętego dziecka wplatacie własne anegdoty, historie z życia, kilka tajemnic oraz marzeń. Dokładnie takie uczucie – niespodziewanej radości i przyjemności – ogarnęło mnie podczas czytania Cyrku nocy. 
 
To niezwykła historia budowana powoli, z dbałością o każdy szczegół. Jeżeli sięgacie po Cyrk nocy szukając mrożących krew w żyłach bądź emocjonujących wydarzeń i wartkiej akcji, zawiedziecie się. To nie jest powieść spod znaku przygody. Erin Morgenstern kreuje barwne, interesujące postaci i splata ich losy na arenie niesamowicie klimatycznego i tchnącego magią cyrku, w którym wszystko jest możliwe. Cyrk nocy to historia o pojedynku dwóch magów, a zarazem także opowieść o odnajdywaniu odpowiedzi na niezadane pytania; rozweselenia nieświadomego swego smutku nieznajomego i zaskoczenia spodziewającego się po nas wszystkiego przyjaciela. Książka ta mami i odurza aurą roznoszącej się po kartach powieści tajemnicy i nastrojem niemożliwego. Wciąga i oszałamia. Kusi pięknym, plastycznym językiem oraz uwodzi obrazami cyrku snów, który pojawia się znikąd by skraść serca wszelkim odwiedzającym go widzom – zarówno tym wymienionym na kartach książki, jak i tym powieść czytającym. 
 
Jestem przekonana, że debiut Erin Morgenstern uwiedzie każdego – nawet niezainteresowanego powieścią czytelnika. Jeśli kiedykolwiek natknęliście się na negatywną recenzję Cyrku nocy dajcie mi cynk na tego recenzenta. Sama się z nim rozprawię! A może zaczynam już tracić obiektywizm? Może kiedy coś jest tak dobre jak ulubione żelki, tak dobre, że nie można porównać tego do czekolady, trudno o jakikolwiek zdrowy rozsądek?

Jest w tej historii coś takiego… Coś, co oczarowuje od pierwszych stron i sprawia, że trudno nie powrócić pod namioty w czarno białe paski. Cyrk nocy jednak nie przyciąga perspektywą poznania dalszych losów bohaterów, o nie. On uwodzi i kusi wizją kolejnego przekroczenia bram cyrku snów, minięcia kas i zanurzenia się w niemożliwym i magicznym. Oczarowuje obietnicą możliwości zajęcia krzesła w jednym z namiotów, podziwiana artystów. Chłonięcia tej niezapomnianej atmosfery, magicznego klimatu oraz nieuchwytnego, niesamowitego składnika, który sprawia, że Cyrk nocy jest historią tak piękną i cudowną. 

 

tytuł: Cyrk nocy
autor: Erin Morgenstern

tytuł oryginału: The Night Circus




data wydania: październik 2012 (data przybliżona)



ISBN: 9788327300751



liczba stron: 432
 

* Oczywiście jest to pisane z przymrużeniem oka. Proszę nie odbierać tego, jako obrażanie kogokolwiek ani nic, co wykraczałoby ponad zwykłe rozbawienie Czytelnika. :)

Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl