Do you read in English? wydawnictwo [ze słownikiem]

22:07



Po raz pierwszy sięgnęłam po powieść w oryginale kilka lat temu. Doskonale pamiętam ten dzień. Wydawnictwo po raz kolejny opóźniło wydanie kolejnej części mojego ulubionego cyklu, a ja niesamowicie chciałam przeczytać właśnie TĘ książkę. Byłam naprawdę zawzięta. Zaopatrzyłam się w oryginał, usiadłam i przez kilka dni przesuwałam wzrokiem po każdym słowie, nie pomijając dłuższych opisów i nie zwracając uwagi, że większości nie rozumiem. Przypominało mi to bardzo sytuację z dzieciństwa, kiedy mając lat pięć, wzięłam z regału rodziców Małego księcia i przekartkowałam całą tę książkę. Sunęłam palcem po wersach (od prawej strony do lewej), oglądając obrazki i po prostu opowiadając sobie tę historię w głowie, a czasem nawet na głos. Kiedy dobrnęłam do końca, byłam z siebie niesamowicie dumna. Tak samo dumna byłam z siebie też po przeczytaniu w oryginale Magic Slays Ilony Andrews. Kiedy po jakimś czasie - posiadając już większe umiejętności językowe - po raz kolejny sięgnęłam po piątą część Kate Daniels po angielsku (polska wyszła dopiero w ubiegłym roku. No, naprawdę!), stało się dla mnie jasne, że nie zrozumiałam z trzy czwarte całości. Nie przeszkodziło mi to jednak, aby sięgnąć po kolejną powieść po angielsku. 

Od tamtego czasu trochę minęło. Jak też zauważyliście, na Nocnym Cieniu pojawia się teraz wiele recenzji książek zagranicznych (fakt, że mam teraz do nich lepszy dostęp niż do tych po polsku, nie jest bez znaczenia). Im więcej takich postów się pojawia, tym częściej czytam Wasze komentarze, w których piszecie, że z różnych względów boicie się sięgnąć po książki w obcym języku, albo nie wiecie jak się do tego zabrać. Chciałabym udowodnić Wam, że tak naprawdę nie ma w tym nic trudnego ani strasznego.  

Kiedy tak zaczęłam się zastanawiać nad napisaniem postu o czytaniu po angielsku, z pomocą przyszło mi wydawnictwo [ze słownikiem], które ma dość krótki staż na naszym rynku książki. W ich ofercie znajdziecie wiele klasycznych, ponadczasowych powieści, mając możliwość przeczytania ich w oryginale. Wydawnictwo [ze słownikiem] robi jednak interesujący krok w stronę czytelnika, oferując mu wraz z powieścią trzy słowniki zawarte w książce. Pierwszym z nich jest słownik słów prostszych i najczęściej występujących w danej historii. Warto go przynajmniej przekartkować przed rozpoczęciem lektury. Drugim, i moim zdaniem najbardziej pożytecznym słownikiem, jest słownik marginesowy. Na marginesie każdej strony bowiem znajdują się słowa mogące sprawiać problem podczas czytania. W samym tekście zaś słowa te są specjalnie pogrubione, dzięki czemu wiadomo, że znajdziemy je na marginesie. Trzecim i ostatnim jest słownik zawierający wszystkie słowa i ich formy występujące w powieści. 


Tak wygląda słownik "marginesowy"

Przyznam, że kiedy po raz pierwszy wzięłam w rękę jedną z udostępnionych mi przez wydawnictwo [ze słownikiem] pozycji, od razu przyszedł mi na myśl mój Kindle. Chociaż zdarza mi się kupować powieści w oryginale w formie papierowej, od jakiegoś czasu o wiele częściej jednak korzystam ze swojego czytnika. Powodów jest kilka, a jednym z nich jest właśnie możliwość podświetlenia definicji słowa, którego nie znam (jest to jednak definicja po angielsku) po prostym najechaniu na to słowo palcem. Nie muszę odrywać się od czytania, przerywać lektury i szukać znaczenia po słownikach internetowych czy papierowych. W teorii zwykle sięgnięcie po słownik czy otworzenie nowej karty w wyszukiwarce może nie wydaje się żadnym wielkim poświęceniem, wiem jednak z doświadczenia, że w praktyce jest to ogromnym utrudnieniem. Wybija to z czytania, szukanie tłumaczenia trochę trwa, a kiedy w końcu poznaję znaczenie trudnego dla mnie słowa, zazwyczaj zapominam co przed chwilą przeczytałam, albo znów muszę "wgryźć" się w daną historię. 

Rozwiązanie wydawnictwa [ze słownikiem] nie jest więc tylko ogromnie pomocne, ale też bardzo praktyczne. Dwa pozostałe słowniki zawarte w książkach zaś stanowią niemały ratunek dla czytelnika, kiedy nieznane nam słówko nie występuje na marginesie tej samej strony bądź wystąpiło wcześniej, a my zapomnieliśmy już jego znaczenia. Wtedy, zamiast znów szukać słowa na marginesie innej kartki, możemy na przykład przekartkować książkę na koniec i poszukać danego słowa w alfabetycznym spisie ostatniego słownika.  


Tutaj za to widać pierwszy słownik. Ten znajdujący się tuż przed całą historią, którą wybraliśmy. 

Trochę mniej istotną, lecz nie pozbawioną znaczenia kwestią jest sama forma wydania, font oraz zaprezentowanie treści. Książki tracą trochę na części wizualnej okładki. Myślę, że nawet biorąc pod uwagę samo przyciągnięcie potencjalnego czytelnika, warto byłoby zastanowić się nad jakąś ilustracją na froncie. Rozumiem jednak, że zwiększa to koszty produkcji i wydawania książek. Poza tym nie mam jednak żadnych uwag. Książki są wydane profesjonalnie, na dobrym papierze. Rodzaj fontu i jego rozmiar nie utrudniają czytania, a pogrubienie słów, które później możemy znaleźć na marginesowym słowniku, bardzo pomaga w czytaniu. Wizualnie wszystko przedstawia się niezwykle schludnie i konkretnie. Na odwrocie opis powieści także dostajemy w dwóch językach. Cud, miód i maliny!

Porównując ofertę wydawniczą wydawnictwa [ze słownikiem] do podobnych pozycji, które mogę znaleźć za granicą (w Niemczech podobnych książek do nauki języka jest mnóstwo), muszę powiedzieć, że naprawdę polski czytelnik dostaje tak samo dobry, jeśli nawet nie lepszy produkt. Czego mi tylko brakowało podczas czytania, to oznaczenia samego poziomu. Myślę, że bardzo ciekawym rozwiązaniem byłoby oznaczanie wydawanych książek znanymi ze szkoły poziomami A1-C2. Dzięki temu każdy mógłby dostosować tytuł do swoich możliwości, albo nawet sprawdzić samego siebie, sięgając po coś z "trudniejszej" półki. 


Nie będę kłamać, trochę zakochałam się w tych słownikach :)

Na sam koniec wspomnę także, że oferta wydawnictwa [ze słownikiem] jest doskonałym rozwiązaniem nie tylko dla osób, które chciałyby zacząć czytać po angielsku, ale nie wiedzą od czego zacząć, lecz także dla tych, którzy już dawno by po coś w oryginale sięgnęli, gdyby tylko nie ogromne koszty sprowadzania książek zza granicy. To ciągnie po kieszeni, wiem z własnego doświadczenia. Już nawet nie wspominając o osobach, które na sprowadzenie wersji papierowej nie mogą sobie pozwolić, a ebooków też nie czytają. Chociaż obecnie istnieje mnóstwo rozwiązań, dzięki jakim można oszczędzić kupując wersje papierowe w Internecie, wciąż kosztuje to dużo. Książki wydawnictwa [ze słownikiem] nie wychodzą cenowo poza znane nam ramy. Mamy tutaj przekrój cenowy od 24 zł do bodajże 60 zł i - z tego, co zauważyłam, choć mogę się mylić - cena zależy od obszerności książki. Czytanego przeze mnie obecnie Stevensona Roberta Louisa, Strange Case of Dr Jekyll and Mr Hyde na samym Empiku, który zazwyczaj jest droższy od innych księgarni czy dyskontów,  można dostać za 25,99 zł.  Różnica jest więc naprawdę widoczna. 

Wydawnictwo [ze słownikiem] ma całkiem obiecujący start i nie będę ukrywać, że jego rozwój mam zamiar obserwować z ogromnym zainteresowaniem. Trzymam kciuki, aby stopniowo oferta wydawnicza stała się coraz bardziej zróżnicowana i bogata w interesujące, przyciągające czytelnika pozycje. Biorąc pod uwagę, jak szybko potrafią pojawiać się u nas tłumaczenia powieści zza granicy, nie sądzę, aby było nam dane czytanie nowości czy bestsellerów, ale więcej klasyki czy innych znanych, ponadczasowych powieści? Może dodatkowo także pięknie wydanych, świetnie prezentujących się w domowej biblioteczce...? Och, to ma szansę zagrozić mojej dobrej relacji z portfelem!

PS Podrzucam Wam jeszcze link do strony wydawnictwa, na której znajdziecie wiele ciekawych informacji na temat samego wydawnictwa, ich planów na przyszłość, jak i książek, które publikują 

Za możliwość przeczytania książek, a dodatkowo zapoznania się z kilkoma klasycznymi, lubianymi powieściami, serdecznie dziękuję wydawnictwu [ze słownikiem]

Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl