Różowe okulary fana, albo Ostatnia z rodu Brontë

12:04


Chyba Was nie zaszokuję stwierdzeniem, że czytanie klasyki nie sprawia mi wielkiej przyjemności. Od czasu do czasu sięgam po podobne dzieła, to jasne. W końcu jestem czytelnikiem niezwykle ciekawskim i nie chcę, żeby umykały mi w nowszych tytułach nawiązania do klasyków, stosowanie podobnych schematów czy rozwiązań. Lektura Dumy i uprzedzenia jednak nie zostawiła mnie z wypiekami na twarzy, a Wichrowe wzgórza doczytywałam po latach, bo melodramatyczne perypetie, w jakie wplątywała swoich bohaterów Emily Brontë, wywoływały u mnie ból serca. Kiedy jednak w zapowiedziach trafiłam na debiut Catherine Lowell, Ostatnią z rodu Brontë, obudziła się we mnie ciekawość. Obyczajowa opowieść mająca miejsce w współczesnych czasach, opowiadająca o ostatniej żyjącej krewnej trzech utalentowanych sióstr. To mogło być lekkie acz interesujące czytadło. Czy było?


Z jednej strony książkę wciąga się w dwa wieczory, lecz z drugiej to im więcej mija czasu od lektury, tym mniej pochlebną opinię może mieć czytelnik na temat głównej bohaterki. Samantha Whipple wydaje się postacią nieco ekscentryczną, niezwykle introwertyczną i niebywale samotną. Podejmując studia na Oksfordzie nawiedzać ją zaczynają duchy rodziny, bohaterka coraz częściej zadaje sobie pytania na temat historii swoich krewnych i ich perypetii. Mimo to akcja powieści jest bardzo wolna, a czytelnik nie ma do czynienia ze zbyt wieloma bohaterami. Sam to postać bardzo zamknięta  w sobie. W jej otoczeniu najczęściej będziemy mieć do czynienia z młodym profesorem, pod którego kuratelą się znajduje i zabawnym studentem, jedyną osobą na uniwesytecie, z jaką udaje jej się zaprzyjaźnić. Poza tym najmocniej wybijającym się wątkiem w powieści jest ogromna zażyłość i więź, jaka łączyła Sam z ojcem. Po jego śmierci główna bohaterka jest zdruzgotana, niejednokrotnie powraca do wspomnień wydarzeń i przygód, jakie dzieliła z tatą. Stara się także zrozumieć, dlaczego starszy Whipple zostawił dla niej tyle zagadek do rozwikłania i mętne wskazówki, dzięki którym ma je rozwiązać.

Ogromną zaletą tej powieści jest sposób, w jaki została napisana. Akcja książki trzyma równomierne, nieśpieszne tempo, a autorka bardziej skupia się na opowiedzeniu historii rodziny Samanthy oraz możliwej przeszłości sióstr Brontë. Piękny, plastyczny styl Lowell sprawia, że czytelnik ma wrażenie, jakby smakował każde przeczytane słowo. Gdyby nie małe potknięcia pisarki w prowadzeniu fabuły, nie do końca wiarygodni bohaterowie czy kiepsko zarysowane sylwetki niektórych postaci pobocznych, to nie potrafiłabym uwierzyć, że Ostatnia z rodu Brontë jest dopiero debiutem Catherine Lowell. 

Powieść przyciąga czytelnika nie tyle opowiadaną przez autorkę historią czy rozterkami młodej Whipple, a przeszłością sióstr Brontë. Praktycznie w każdym rozdziale czytelnik dowiaduje się czegoś nowego o tej rodzinie, a Samatha zaczyna łączyć wydarzenia z życia swoich krewnych z sytuacjami opisywanymi w książkach trzech sióstr. Dzięki temu, chociaż nie są to bohaterowie, którzy realnie pojawiają się na kartach historii, stają się oni nieodłącznym jej elementem; elementem nadającym jej specyficznego klimatu tajemnicy, intryg i sekretów. Nie brak tutaj także różnorakich analiz wszystkich dzieł sióstr Brontë. Niesamowicie wyraźny staje się fakt, że Catherine Lowell to ogromna fanka ich twórczości. Prawie z każdego słowa opisującego dzieła sióstr wydziera niekończący się entuzjazm, zapał i pasja autorki.  

Czytanie tej powieści przypomina bardzo sytuację, kiedy nowy znajomy z widocznym uniesieniem opowiada Wam o swoim hobby czy pasji, które wcześniej jednak nie trafiało w Wasze gusta. Ten podniesiony głos, błysk w oku delikatnie zdradzający rodzące się szaleństwo, czy można się temu oprzeć? Niejednokrotnie się przekonałam, że głos fana jest donośniejszy niż wszystkie inne, nieraz już zmieniłam swoją opinię na temat książki lub filmu, ponieważ dałam im drugą szansę za sprawą rozmowy z rozentuzjazmowanym znajomym. Jestem pewna, że nie inaczej będzie z Wichrowymi wzgórzami, Dziwnymi losami Jane Eyre czy z  Lokatorką Wildfell Hall. Po lekturze Ostatniej z rodu Brontë, nie będę potrafiła spojrzeć na te powieści ta samo jak wcześniej, nie zakładając różowych okularów, które podarowała mi Catherine Lowell.




tytuł: Ostatnia z rodu Brontë
autor: Catherine Lowell

wydawnictwo: Prószyński i Ska
data wydania: listopad 2016
ISBN:9788380970250
liczba stron: 440
gatunek: powieść obyczajowa

Za możliwość spojrzenia na twórczość sióstr Brontë przez różowe okulary Catherine Lowell serdecznie dziękuję wydawnictwu Prószyński i Ska.

Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl