Mhroczny i Naiwna, albo Pryncypium

01:09


Pryncypium Melissy Darwood przeczytałam już szmat czasu temu. Zainteresowana twórczością polskiej autorki, posiadającej już kilka powieści na swoim koncie, po prostu musiałam sprawdzić z czym to się je. Tym bardziej, że na horyzoncie jawiło się widmo czegoś na styl polskiego new adult, romansu paranormalnego, a czasami lubię odskocznię w postaci takich tytułów. Książka jednak mi się nie spodobała. Mało tego. Podczas lektury powieści przynajmniej dwa razy zastanawiałam się czy nie dać sobie z nią spokoju, ale jednak skończyłam. Skończyłam czytać, odłożyłam, a że przy okazji byłam też w parszywym nastroju i naprawdę nie miałam ochoty pisać jakichkolwiek negatywnych opinii, szybko zapomniałam. Niedawno jednak weszłam z ciekawości na portal LC, żeby spojrzeć, jakie oceny Pryncypium wystawili inni czytelnicy. I trochę nie mogę uwierzyć, bo czegoś gorszego niż sześć gwiazdek ze świecą szukać. Z większością przeczytanych komentarzy niestety nie potrafię się zgodzić, dlatego też postanowiłam napisać ten tekst. 


O czym właściwie jest ta książka?, pewnie zapytacie. I ja się Wam nie będę dziwić. Jakby bowiem pięknie nie brzmiał opis na odwrocie książki, na moje usta ciśnie się: "Nie o tym to!". Czytając notkę od wydawcy potencjalny czytelnik może jeszcze pomyśleć, że w Pryncypium jest fabuła, pomysł (...zalążek pomysłu?) na akcję oraz interesujący bohaterowie. Rozumiem, że to zabieg celowy, ale cóż, jakby to powiedzieć... Wydawnictwo Genius Creation istnieje jakoś od trzech lat, a ja czytam powieści przez nich wydawane od dobrych dwóch. I do tej pory jeszcze ani razu nie miałam w rękach tak złej powieści. Nie źle napisanej, ponieważ redakcja i korekta wciąż stoją na wysokim poziomie. Widać, że maszyna wydawnicza została dobrze naoliwiona, a za całą historią stoi więcej niż jedna osoba. Sama jednak treść, kreacja bohaterów, sposób prowadzenia narracji oraz akcji przypomina internetową historyjkę, zlepek kilku fanficków o Greyach, Zmierzchach i disneyowskiej Pięknej i Bestii. I chociaż potrafiłabym zrozumieć chęć wbicia się w rynek, pokazania czegoś nowego, ciekawego, tak zabrakło mi tutaj pewnej dozy świeżości, innego spojrzenia czy przynajmniej wykorzystania potencjału, jaki tkwił w kreacji świata przedstawionego. 

Melissa  Darwood proponuje bowiem swoim czytelnikom rzeczywistość, w której imię człowieka ma ogromną wartość i niemały wpływ na jego charakter, wyznawane wartości oraz działania. W Pryncypium istota ludzka składa się z trzech składników: impulsów ciała (Lokum), odruchów psychiki (Ipsum) oraz imienia (Nomen). Sama wiedza o Nominach jest strzeżona, istnieją nawet starożytne organizacje, zajmujące się ich lokowaniem, wyjmowaniem oraz monitorowaniem. Starając się niczego Wam nie spoilerować, dopowiem tylko, że cały temat jest szalenie interesujący i gdyby autorka tylko bardziej skupiła się na nim, niż na romansie kwitnącym między obojgiem bohaterów, to już przebierałabym nogami w nadziei, że kiedyś pojawi się kontynuacja. Tymczasem czytelnik nie dostaje nic innego, jak kolejne typowe, pretensjonalne romansidło, w którym występują kolejno trzej bohaterowie dramatu: On zły i mhroczny; ona niewinna i zawzięta, aby miłością zmienić jego nastawienie do świata oraz one - wszelkie kłody pod nogami bohaterów, belki w oczach złych postaci drugoplanowych i wszystkie przeciwności losu, które muszą zostać pokonane. 

W Pryncypium nie występują żadni interesujący bohaterowie. Nawet sidekicków tutaj nie ma! Wszelkie postacie, które przewijają się przez karty książki, służą jedynie do ukazania, jak złym i skonfliktowanym bohaterem jest Zoltan; jak odważną i pewną siebie niewiastą jest Aniela. Czytałam i płakałam. Ze śmiechu? Z żalu? Do dzisiaj nie jestem pewna. 

W jednej z recenzji powieści Melissy Darwood przeczytałam, że w książce była ponoć fabuła. Zdziwiłam się niepomiernie. Czyżby wypadła z czytnika? Nie zgrała się poprawnie podczas pobierania? Uciekła w siną dal, romansując z Logiką i zostawiając Najszczersze Chęci na pastwę losu? Możecie nie wierzyć, ale szukałam. Naprawdę szukałam. Najpierw mogłabym przysiąc, że chodziło o Zoltana. Chłopak z tragiczną przeszłością, nieczuły, wręcz obojętny uczuciowo, niczym socjopata (a fantastyczny wątek wyjaśnił wszystko!). Pierwsze rozdziały zapowiadały motyw prawdziwej miłości, która przezwycięża wszystko. Ale nie... W dalszej części występowali jeszcze Źli Ludzie Do Pokonania oraz Złe Organizacje Do Zniszczenia. Trzysta siedemdziesiąt stron, a tyle roboty do odwalenia! Bohaterowie mieli pełne ręce, nawet nie zauważali, jak w międzyczasie się rozstają i znów godzą. Okropne nadgodziny, wykończą człowieka!

Śmiechy śmiechami, ale naprawdę jestem rozczarowana. Przez takie powieści jak ta, ludzie myślą, że nie lubię czytać paranormal romance czy new adult. Oczywiście, że lubię, tylko o dobre pozycje w tych gatunkach trudno. Ponoć napisanie hard science fiction to wyczyn, ale ja pozwolę sobie zauważyć, że na półkach księgarń potrafię znaleźć o wiele więcej dobrze napisanych powieści spod znaku fantastyki naukowej niż sympatycznych, porządnie stworzonych oraz poprowadzonych romansideł. Takich, w których główny odtwórca roli męskiej może być zły i mhroczny, ale nie tworzy się specjalnie całego wątku fantastycznego, żeby tę wrodzoną mhroczność i gorycz czymś usprawiedliwić czy wyjaśnić. Nie prościej byłoby napisać, że dupek? Nie, to musi być tragiczna przeszłość. Musi być rana do zagojenia, wada do naprawienia. O konkretną protagonistkę jeszcze trudniej. Dlaczego to zawsze musi być naiwna, niewinna niewiasta z dużą buzią i wyszczekanymi ripostami?

Dlatego też tak bardzo się dziwię, że Pryncypium zgarnia same wysokie noty. Nie potrafię odnaleźć w tej historii niczego, co by sprawiło, że na chwilę bym się zatrzymała i powiedziała: "Ech, ale to jednak było dobre. Może warto dać szansę". Bohaterowie są przerysowani, ich motywy sztampowe i okropnie uproszczone, a momentami dialogi wydają się wyrwane z jakiegoś alternatywnego świata i włożone im na siłę do ust. Fabuła już dawno uciekła stąd w podskokach a moje Dobre Chęci rozkładają ręce. Okładka jest ładna, no. Tyle mogę napisać. Nawet jeśli by się bardzo chciało, nie da się stworzyć czegoś pozytywnego z negatywów. 


autor: Melissa Darwood
tytuł: Pryncypium
wydawnictwo: Genius Creations
data wydania: luty 2017
ISBN: 9788379950867
liczba stron: 370 
format: ebook/ papier
kategoria: romans

Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl