Wilki i ich klatki, czyli A Court of Wings and Ruin

21:23



A Court of Wings and Ruin, zwany dalej ACOWARem, przeczytałam od razu po premierze, czyli w maju. Czekałam na tę powieść cały rok i jeśli mam być z Wami całkowicie szczera, to chyba trzecia część trylogii SJ Maas była dla mnie jednym z ważniejszych wydarzeń tego roku. Poważnie. Chociaż wiem, że książki Sarah mają swoje wady - naprawdę trudno tego nie dostrzec, kiedy przeczytałeś wszystkie dziewięć powieści, nowelki i wciąż ci mało - to jednak nie potrafię się im oprzeć. Jestem w stanie miesiącami żyć przygodami bohaterów, rozkładać opisane wydarzenia na części pierwsze i po nocach wymieniać się uwagami długości eseju ze znajomymi, którzy też znają to bolesne uczucie przywiązania do twórczości SJ Maas. Tak więc, kiedy Wam napiszę, że w pewnym momencie dzieliłam wszystkie wydarzenia w moim życiu na te Przed i Po premierze ACOWARu, możecie uwierzyć mi na słowo, że ani odrobinę nie wyolbrzymiam. Zdanie prawa jazdy - cztery miesiące przed premierą. Dwudzieste pierwsze urodziny - miesiąc przed premierą. Egzaminy końcowe w szkole - dwa tygodnie po.  I tak to szło.

Przez cały rok moje życie toczyło się tym ustalonym rytmem. Piszę Wam o tym, ponieważ potrzebuję, abyście zrozumieli, jak negatywnie zaskoczył mnie A Court of Wings and Ruin, że potrzebowałam czterech miesięcy, aby ponownie wrócić do lektury całej trylogii i ułożyć sobie opinię o niej. 

Źródło
A Court of Wings and Ruin jest dobrym umilaczem czasu i historią pełną wrażeń, ale... nie tego oczekiwałam po fajerwerkach, jakimi był A Court of Mist and Fury

Co najgorsze, wcale nie muszę daleko szukać, żeby wskazać podobne rozczarowanie. Wbrew pozorom bowiem sytuacja z A Court of Mist and Fury i A Court of Wings and Ruin wygląda podobnie jak ta z Królową cieni i Imperium burz. Obydwie serie zaproponowały mi porywającą, niezapomnianą i zaskakującą przygodę, jaką były Królowa Cieni oraz ACOMAF, a później podrzuciły kolejną część - Imperium burz czy ACOWAR - które są przewidywalne, odrobinę oklepane, a przez to też rozczarowujące. Powiedzieć, że Maas wraca w tych gorszych tomach do poziomu Szklanego tronu (o którym nie rozmawiamy na tym blogu i udajemy, że nie istnieje), to powiedzieć stanowczo za dużo.  Trudno jednak nie spojrzeć na nie z goryczą, kiedy podczas czytania wydaje nam się, że zamiast opisywać niewiarygodnie intrygującą historię, pełną plot twistów i barwnych bohaterów, autorka co i rusz odhacza kolejne punkty na liście: "To się musi pojawić w tej książce". 

Tym sposobem ACOWAR wydaje się niczym innym, a jednym, wielkim fanservicem i ukłonem w stronę czytelników. Jest mnóstwo serii fantastycznych, jak choćby Imię wiatru Rothfussa (nie porównuję tych powieści, a moje wrażenia z ich czytania), gdzie od kilku lat czekam na ten wymarzony, ostatni tom. Zastanawiam się, jak może się skończyć i nie potrafię wymyślić nic wartego głębszego namysłu. Sarah J Maas zaś publikuje swoje powieści w odstępie roku (za co jestem wdzięczna, serio), ale rok, to, jak się okazuje, wystarczający okres, aby móc wpaść na wszelkie zakończenia czy kierunki, w jakich pobiegnie akcja. 

Źródło
 Kiedy twój ship pływa po pełnym morzu, awwww! <3

Odkładając ACOWAR w maju na półkę, czułam się rozczarowana. Rozmawiałam o powieści Maas z kim tylko popadło, szukając przyczyny; zastanawiając się, jak to mogło się stać, że trylogia Dworów skończyła się dokładnie tak, jak przewidziałam i dlaczego na myśl o tym czułam rozgoryczenie.  Za dużo prostych rozwiązań, za dużo sytuacji, kiedy bohaterowie wychodzili ze swojej roli, zachowując się kompletnie nieracjonalnie i "nie po swojemu". Nie tak, aby pasowało to do obrazka, który wcześniej namalowała nam o nich Maas. Poza tym ACOWAR wydawał mi się niczym innym, jak jedną, wielką zapowiedzią spin-offów. SJ Maas porozkładała niektóre wątki na milion części, pobawiła się nimi przez moment, zostawiła kilka cliffhangerów i uciekła z pięknym uśmiechem na ustach, tłumacząc, że ten bohater dostanie swoją książkę później. Jedne z opisywanych sytuacji były ciekawe, inne całkiem niepotrzebne. Nie rozumiem tej "pauzy", jaką pisarka wcisnęła przy wątku Nesty. W ostatnich rozdziałach bohaterka ta odegrała niemałą rolę, jej historia została popchnięta do przodu, tylko po to, aby później wysłać ją do pokoju i postawić w kącie. Za co ta kara? Nie wiem.
  
A jednak złego słowa  nie mogę powiedzieć o tym, jak autorka poprowadziła i opisała relacje pomiędzy bohaterami, czasami wplątując w fabułę inne, niemniej barwne czy interesujące postaci. To trzeba Maas przyznać - nawet kiedy pisze taki gniot, jakim jest ekhem - ta książka, o której tutaj nie rozmawiamy - to jednak wciąż od przedstawianej historii trudno się oderwać, ponieważ na kartach powieści spotykamy multum charakternych, skomplikowanych bohaterów, których przygody dosłownie nas pochłaniają. Wracając do dworowej trylogii czułam się tak, jakbym wracała do przyjaciół.  Ponownie czytając o cudach Dworu Nocy znów marzyłam, aby się tam znaleźć. Jest mnóstwo pisarzy, którzy piszą wybitnie, a jednak ich książki nie wciągają mnie tak mocno i głęboko, że czasami aż brak tchu; że strony same się przewracają podczas lektury.
 
Po drugim czytaniu, kiedy wiedziałam już jak to wszystko zostanie opisane; kiedy sięgnęłam po całą trylogię naraz, ACOWAR spodobał mi się odrobinę bardziej. ACOMAF z niego żaden i szczerze mówiąc nie sądzę, żeby jakiejkolwiek następnej powieści Maas udało się mnie tak pozytywnie zaskoczyć i uradować, jak A Court of Mist and Fury. Jednak dobrze bawiłam się podczas jego czytania, śmiałam z każdego żartu i przekomarzania, płakałam, kiedy moi ulubieni bohaterowie byli stawiani w trudnych sytuacjach i cieszyłam się z opisów następnych dworów. ACOTAR to seria o wiele lepiej napisana i poprowadzona niż Szklany tron. Nauczyłam się jednak, że przy Maas nigdy nie można oczekiwać fajerwerków, bo się ich nie dostanie. To jak czekanie w dzieciństwie na św. Mikołaja - dopiero wtedy, kiedy zaśniesz zmęczony podczas wiernego trwania przy szklance mleka i talerzu ciasteczek, dopiero wtedy pod choinką pojawiają się prezenty.   



autor: Sarah J Maas
tytuł: A Cour of Wingd and Ruin
data wydania: 3 maja 2017
wydawnictwo: Bloombsbury
ISBN: 1408857901
kategoria: fantasy

język: angielski 

Recenzje poprzednich części:

3. A Court of Wings and Ruin <---

Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl