Zniszczenie i stworzenie, czyli Iskry Czasoświatu

11:59


Po Iskry Czasoświatu Krzysztofa Bonka sięgnęłam z czystej ciekawości. Ostatnio w Internecie ta wydana przez selfpublishing historia zaczęła zbierać całkiem pozytywne oceny, a opis sugerował coś nowego, nieszablonowego; przygodę samą w sobie. Gdy na mojej skrzynce pocztowej pojawiła się wiadomość od autora z zapytaniem, czy nie miałabym ochoty zrecenzować tego tytułu, przyznaję, jednak przez chwilę się wahałam. Większość moich przygód z selfpublishingiem zakończyła się klęską, co sprawiło, że stałam się przezorna w tej kwestii. Tym razem jednak nieosławiona ciekawość zwyciężyła, a ebook jakby sam wgrał mi się na Kundelka, tylko po to, abym po pięciu minutach już zagłębiała się w świat stworzony przez autora. 

Powieść Krzysztofa Bonka zaczyna się od zdrady i morderstwa, a w kolejnych rozdziałach obydwa te motywy przewijają się co i rusz przez karty stron. Podobnie jak całe mnóstwo, naprawdę mnóstwo bohaterów. Pisarz obdarowuje głosem wiele postaci, pozwalając czytelnikowi spojrzeć na wykreowany przez siebie świat oczami całej rzeszy charakterów. Na początku mogłoby się wydawać, że nie istnieje żaden protagonista, a głównym celem powieści jest przedstawienie wydarzeń, które przeskakują pomiędzy różnymi epokami i wiekami. Na początku był Ada... Alex. Arogancki, bezczelny typ, który umarł niemalże na samym początku i rozpoczął proces przeskakiwania różnorakich bohaterów w czasoprzestrzeni i... cóż, na razie więcej nie zdradzę.  

Pierwsze słowo, które przychodzi mi na myśl przy Iskrach Czasoświatu to niekonwencjonalna.  Książka Bonka nie tyle bawi się motywem podróżowania w czasie, co tworzy jego własną definicję. Na przestrzeni dwustu pięćdziesięciu stron czytelnik ma możliwość poznania całej kaskady postaci, które - podróżując w czasie - przedstawiają mu czasy Juliusza Cezara i Kleopatry  przez apokaliptyczną wizję końca Ziemi po futurystyczną przyszłość i życie w  kosmosie. Historia nie wciąga od pierwszych stron - o czym za moment napiszę więcej - ale kiedy już czytelnik przyzwyczai się do jej oryginalnej, nieszablonowej formy i zanurzy w przeżyciach kolejno opisywanych bohaterów, nawet nie zauważy, jak szybko mija czas, a strony się kończą. 

Krzysztof Bonk pisze przystępnie i lekko; widać, że w ciągu tworzenia pięciu poprzednich książek odnalazł swój styl. Chętnie sięgnęłabym po jedną z jego wcześniejszych powieści tylko po to, aby sprawdzić, jak na przestrzeni tego czasu rozwinął się jego warsztat pisarski. Poza tym Iskry Czasoświatu były dla mnie bardzo miłą niespodzianką także pod względem opracowania i wydania jako takiego. Widać, że powieść przeszła redakcję, korektę, a całość została profesjonalnie sformatowana. Powiem szczerze, że to najlepiej wydana pozycja za pomocą selfpublishingu, jaką miałam w rękach. Oczywiście nie jest to aż tak duży komplement, biorąc pod uwagę, że mogło być ich raptem pięć, ale mi osobiście daje to pewną nadzieję, że ta forma wydania nie jest jeszcze skazana na niepowiedzenie i nawet tutaj można znaleźć coś wartego uwagi.

Jakie ta książka ma więc wady?, pewnie zapytacie. Jest ich kilka.  Zacznijmy może od prowadzenia wątków oraz zawiązania fabuły, albo jej braku. Czytając Iskry Czasoświatu, dosłownie do połowy powieści ma się wrażenie, że książka tej fabuły wcale nie ma. Coś się dzieje, ale w sumie nie wiadomo dlaczego, po co ani o co toczy się stawka. Autor opisuje mnóstwo wydarzeń, które pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego, czytelnik więc skacze wraz z tymi bohaterami w czasoprzestrzeni, za bardzo nie mając pojęcia, jaki w tym sens czy cel. Wrzucanie czytelnika prosto w akcję nie jest rzadkim środkiem stosowanym przez pisarzy, ale tutaj trwało to stanowczo zbyt długo. Pierwsza część książki naprawdę bardzo mnie nużyła i nie jestem w stanie powiedzieć, czy gdyby nie fakt, że obiecałam przeczytać i zrecenzować ten tytuł, nie odłożyłabym go wcześniej na półkę "niedoczytane". Oczywiście w ten sposób ominęłaby mnie najlepsza zabawa, która kryje się w tej drugiej części powieści, oraz emocjonująca i zaskakująca końcówka, ale... no właśnie. Nie wszyscy czytelnicy mają tyle cierpliwości do gorszych początków. 

Drugą bolączką Iskry Czasoświatu są niestety bohaterowie. Chociaż ten kij ma dwa końce i to niekonwencjonalne podejście do historii, przedstawianie jej z punktu widzenia wielu bohaterów, wyróżnia tę pozycję spośród reszty opowiadających o podróżach w czasie, tak też stanowi jej pewien mankament. Krzysztof Bonk zmienia postaci prowadzące narrację szybciej niż rękawiczki, co sprawia, że trudno czytelnikowi nawiązać z nimi jakąś więź, kibicować im czy zastanawiać się nad ich losami. Przez większość lektury tej książki położenie i sytuacja bohaterów były mi całkowicie obojętne. Nie wspominając już nawet o tej delikatnej kwestii, że skoro autor co rozdział zabija poprzednią postać, aby na scenę weszła kolejna, to lepiej nie przywiązywać się wcale, bo Valar Morghulis i te sprawy.  

Czytać czy nie czytać? To pytanie każdy z Was musi sobie zadać sam. Iskry Czasoświatu są oryginalną i nietypową historią, która jednak nie porwie każdego.  Myślę, że wydanie jej za pomocą selfpublishingu było strzałem w dziesiątkę, ponieważ nie jest to coś, co mogłoby oczarować mainstream, a do zaciekawionych i chętnych "nowej krwi" z gatunku science fiction czytelników trafi na pewno.


 
Za egzemplarz do recenzji dziękuję serdecznie autorowi powieści, Krzysztofowi Bonkowi.



tytuł: Iskry Czasoświatu
autor: Krzystof Bonk
data wydania: 17 marca 2017
ISBN: 9788378534402
liczba stron: 250
kategoria: fantasy, science fiction

format: ebook

Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl