The Upside of Unrequited, albo Becky Albertalli akt drugi

10:16

INSTAGRAM
Stephen King w jednym z udzielonych wywiadów został zapytany, czy w kilku zdaniach może przybliżyć fabułę takich serii jak Harry Potter czy Zmierzch. Przy tym ostatnim powiedział: To historia o tym, jak ważnym jest, żeby mieć chłopaka. Oj, jak bardzo się mylił! Powieść o takim temacie bowiem dopiero miała nadejść i nosić tytuł The Upside of Unrequited.


Chociaż wiedziałam, że druga książka Becky Albertalli będzie opowiadać historię nowych bohaterów, nie potrafiłam powstrzymać nadziei, że będzie ona przynajmniej tak dobra, jak Simon vs. Homo Sapiens Agenda. Podobnie jak podczas czytania A Court of Wings and Ruin, przeliczyłam się. Kiedy postawi się debiut Albertalli obok jej nowej powieści, na oko wszystko wygląda dobrze. Ponownie dostajemy młodzieżówkę poruszającą znane wszystkim tematy w nowy, odświeżający sposób. Mamy przedstawicieli społeczności LGBT, multi-kulti i postaci o oryginalnych, niebagatelnych charakterach i skomplikowanych historiach. Problem w tym, że za drugim razem te porozrzucane przez autorkę puzzle o przeróżnych wzorach i nietypowych krawędziach, nie tworzą spójnego, jedynego w swoim rodzaju obrazka. 

Porównując książkę do posiłku - to tak, jakby debiut Becky został przygotowany przez renomowanego kucharza, a druga powieść przez amatora, znającego jedynie niektóre sztuczki i tajniki pierwszego twórcy. Niby wszystko powinno pójść dobrze, ale jednak  coś wydaje się nie na miejscu. Nie pomyślcie, że odbieram Albertalli zasługi - jestem pewna, że obydwu historiom poświęciła tyle samo pracy i czasu. Jako czytelnik jednak nie jestem w stanie powstrzymać pewnego rodzaju rozgoryczenia, wiedząc, że po Simona... zapewne sięgnę w przeciągu następnych miesięcy jeszcze kilka razy - tak jak w poprzednim roku - czytając chociażby fragmentami,  a po The Upside... prawdopodobnie ani razu.

The Upside of Unrequited nie jest tego rodzaju historią, do których się wraca.  Napisana poprawnie, interesująco, jednak nie wciąga i nie chwyta za serce. Podczas lektury najnowszej powieści Becky nie miałam wrażenia, że z każdą stroną coś tracę; że z każdą przesuniętą kartką opowieść dobiega końca. Chociaż w The Upside... Becky po raz kolejny tworzy wrażliwych i ciekawych życia bohaterów, to nie zamartwiałam się ich troskami, nie zastanawiałam, jaki koniec zgotuje im ostatni rozdział. Molly, główna bohaterka, da się lubić i to chyba jej największa zaleta. Z jednej strony rozumiem dlaczego pisarka postanowiła, że głównym wątkiem powieści zostanie poszukiwanie miłości. Molly, jak każda nastolatka, szuka odpowiedzi na takie pytania, jak: kim jest i z jakimi ludźmi chce się utożsamiać, spotykać, poświęcać im czas. Muszę przyznać, że z pewnym oczarowaniem i delikatnym zażenowaniem czytałam o jej wręcz paranoicznym pragnieniu posiadania chłopaka, bo to coś, co sama przeszłam; coś, co obserwowałam u swoich przyjaciół i znajomych. Niestety, The Upside...  wiele straciło na fakcie, że przez połowę książki brakowało mi tam konkretnej fabuły. 

Czytelnik miał możliwość poznania bohaterów - Molly i jej siostrę, ich obie mamy żyjące w związku i młodszego brata; przyjaciół oraz ekscentryczną babcię. To całe zbiorowisko nadawało powieści oryginalnego klimatu. Poza tym, po raz kolejny miło mi było czytać o nastolatkach, w których życiu obecni byli odpowiedzialni dorośli - rodzice, pracodawcy, sąsiedzi. To odświeżające - wiedzieć, że są książki młodzieżowe, w których figura rodzica jest jednak z pożytkiem wykorzystana i przedstawia jakąś wartość. O ile jednak bohaterowie z powodzeniem tworzyli fundament The Upside of Unrequited, tak reszta budulca odrobinę się kruszyła. Brakowało mi tutaj jakiegoś motywu przewodniego. Molly zmagała się ze swoimi kompleksami i poszukiwała bratniej duszy, starając się zerwać z listą nieszczęśliwych zauroczeń, jasne. Jednak ten wątek wydawał mi się przez cały czas niewystarczający, aby podźwignąć całą historię. Wciąż szukałam gdzieś tego wątku napędowego. W Simon vs. Homo Sapiens Agenda mieliśmy głównego bohatera, próbującego odkryć prawdziwą tożsamość Blue, lecz mieliśmy też Simona radzącego sobie z reakcjami bliskich na swoją orientację płciową, zmiany w jego środowisku społecznym. 

Co pozostaje jednak niezmiennie tak samo wyjątkowe i prawdziwie doskonałe, to lekki, zręczny styl pisania Albertalli. Nie udałoby się nikomu dać mi jej powieść do ręki i wmówić, że napisał ją ktoś inny. Zdecydowanie jest coś totalnie uroczego i absolutnie nieprzeciętnego w sposobie, w jakim pisarka opisuje rzeczywistość bohaterów, otaczający ich świat. Jak niewielkimi, mogłoby się wydawać błahymi uwagami, kształtuje ich charaktery i buduje światopogląd. Do tego dochodzi jeszcze ten ironiczny, momentami suchy humor i inteligencja przebijająca przez każdą mądrą uwagę, komentującą naszą własną rzeczywistość. Warsztat pisarski Becky Albertalli to rzecz, w której zakochałam się od pierwszych stron Simona..., nie mogąc uwierzyć, że trzymam w ręku debiut pisarski i w The Upside of Unrequited też mam do niego słabość. 

I chociaż jestem odrobinę rozczarowana, że nie dane mi było wsiąknąć w historię Molly tak, jak wsiąknęłam w Simona, to nie tracę nadziei w Becky. Tym bardziej, że kolejna książka zostanie poświęcona Leah - najlepszej przyjaciółce Simona - co oznacza powrót do ulubionych bohaterów, mnóstwo zabawy i, mam nadzieję, kolejną niezapomnianą historię. 


tytuł: The Upside of Unrequited
 autor: Becky Albertalli
 data wydania: 11 kwietnia 2017
 ISBN: 0062348701
 liczba stron: 352
 kategoria: młodzieżówka/ young adult
 język: angielski

Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl