Wszyscy rodzimy się piękni

22:30



Z powodów osobistych nie było mnie tutaj przez dłuższą chwilę. Musiałam jednak wrócić i napisać Wam coś o Małych wielkich rzeczach od Jodi Picoult, bo powieść ta tak zalazła mi za skórę, że nie potrafię przestać o niej myśleć.

Najnowsza książka Picoult chodzi za mną już od premiery. Potrzebowałam czasu, żeby się za nią zabrać i aby się w nią wgryźć. Kiedy w końcu mi się to udało, niespodziewanie zabrakło nowych stron. Przewróciłam tę ostatnią z niedowierzaniem, mnóstwem myśli i wniosków i nikim, z kim mogłabym się tym podzielić, ponieważ żaden z moich znajomych jeszcze Małych wielkich rzeczy nie czytał. Jodi Picoult jest cwana. To powinniście wiedzieć już od samego początku. Cwana, sprytna i bezwzględna. A może to tylko historie, które opowiada? Za każdym razem, kiedy kończę czytać jej powieść, przez kilka następnych tygodni nie potrafię się ich pozbyć z systemu. Krążą po umyśle, skaczą po sercu, wbijają się pod skórę. Po jakimś czasie odchodzą, ale ja wiem; ja czuję, że zostawiły coś po sobie. Nie inaczej jest z Małymi wielkimi rzeczami

Główna bohaterka to Ruth Jefferson, kobieta w średnim wieku, położna. Podczas swojej zmiany sprawdza stan noworodka tylko po to, aby po jakimś czasie dowiedzieć się, że jego rodzince to biali supremacjoniści, którzy wymogli na przełożonej Ruth zakaz, aby ta zajmowała się ich dzieckiem. Protagonistka jest bowiem Afroamerykanką. Przez przypadek, kiedy w szpitalu każda z położnych ma pełne ręce roboty, a Ruth pozostaje z noworodkiem sama, ten umiera. O śmierć zostaje oskarżona pielęgniarka. Małe wielkie rzeczy to historia Ruth, Kennedy McQuarrie - jej białej, liberalnej adwokatki - oraz Turka, ojca dziecka i neonazisty. 

Jodi Picoult skacze pomiędzy tymi trzema narracjami, starając się przedstawić czytelnikowi każdy z punktów widzenia. Mamy Ruth, wdowę i samotną matkę, która od dziecka była bardzo inteligentną i ambitną osobą. Chodziła do najlepszych szkół, zbierała same dobre stopnie. Stała się sumienną położną z dwudziestoletnim doświadczeniem, całkowicie oddaną swojej pracy i nastoletniemu synowi. Kennedy zaś to młoda matka, dopiero rozpoczynająca  karierę prawniczą. Wbrew pozorom, dla mnie to jej perspektywa była najciekawsza -  może dlatego, że z nią najłatwiej było mi się utożsamić i zauważyć, jakie błędy sama popełniam. Kennedy to jedna z tych liberalnych osób, które nie mają problemu z kolorem skóry innych, ponieważ go nie zauważają, nie sądzą, aby miał on jakiekolwiek znaczenie. Wychodząc z założenia, że wszyscy jesteśmy przede wszystkim ludźmi i każdy powinien być traktowany sprawiedliwie, Kennedy tak naprawdę jednak wciąż nie wie i dopiero odpowiada sobie na pytanie, co oznacza: sprawiedliwie. Praca nad sprawą Ruth uświadamia Kennedy, jak wiele korzyści ludzie czerpią na tzw. white-privilage

   
“Did you ever think our misfortune is directly related to your good fortune? Maybe the house your parents bought was on the market because the sellers didn't want my mama in the neighborhood. Maybe the good grades that eventually led you to law school were possible because your mama didn't have to work eighteen hours a day, and was there to read to you at night, or make sure you did your homework. How often do you remind yourself how lucky you are that you own your house, because you were able to build up equity through generations in a way families of color can't? (...) Prejudice goes both ways, you know. There are people who suffer from it, and there are people who profit from it.”

Znalezienie kartki urodzinowej dla dziecka, na której będzie przedstawiony maluch z innym kolorem skóry niż biała; brak potrzeby opisywania bohatera w książce, jako białego, bo taki wniosek nasuwa nam się instynktownie; obraz Jezusa, który wygląda jak biały mężczyzna; plastry "o kolorze ciała", które nigdy nie mają czarnych czy ciemnych barw. Tysiące małych spraw tyczących się życia codziennego, o jakich - muszę przyznać ze wstydem - nigdy wcześniej nie myślałam. Nigdy nie zastanawiałam się, dlaczego w większości krajów na lekcjach historii o Afromerykanach słyszymy jedynie o kolonializmie oraz niewolnictwie. Małe wielkie rzeczy i inne, traktujące o rasizmie książki, to apel, który wszyscy musimy usłyszeć.  Widziałam, że niedługo na polskich półkach ma pojawić się także pozycja kierowana do młodzieży - The Hate U Give Us - co mnie bardzo cieszy. Człowiek cały czas się uczy - czego przekonałam się, czytając najnowszą powieść Picoult. Dzięki Małym wielkim rzeczom  na świeżo spojrzałam na to, jak się zachowuję i co myślę.

 Wątek Ruth oczywiście nie był jakkolwiek mniej porywający czy spłycony. Położna przez większość powieści wydawała mi się chłodna, zdystansowana. Jednak jej spojrzenie na innych ludzi, na swoją pracę czy sytuację, w której się znajdowała... nie potrafię do końca opisać, jak wielką przyjemność sprawiało mi czytanie jej przemyśleń. Charakter Ruth, jej podejście do życia -  myślę, że Picoult nie udałoby się stworzyć bardziej oryginalnej bohaterki.

 “Active racism is telling a nurse supervisor that an African American nurse can’t touch your baby. It’s snickering at a black joke. But passive racism? It’s noticing there’s only one person of color in your office and not asking your boss why. It’s reading your kid’s fourth-grade curriculum and seeing that the only black history covered is slavery, and not questioning why. It’s defending a woman in court whose indictment directly resulted from her race…and glossing over that fact, like it hardly matters.” 

Małe wielkie rzeczy to książka, która opowiada, jak  - wydawałoby się małe szczegóły, sytuacje - wielką falą wpływają na całe nasze życie. O tych mniejszych i większych szansach, które są przed nami stawiane. Ruth po czterdziestu latach konfrontuje się z dyskryminacją, jakiej doświadczała przez całe życie; Kennedy poznaje kilka prawd o sobie i swoim sposobie myślenia, a czytelnik... Czytelnik ściera się z własnymi demonami. Jeśli tylko sobie na to pozwoli.



 

tytuł: Małe wielkie rzeczy
autor: Jodi Picoult
tłumaczenie: Magdalena Moltzan-Małkowska
seria: Kobiety to czytają!
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
tytuł oryginału: Small Great Things
data wydania: 11 kwietnia 2017
ISBN: 9788380971127
liczba stron: 608 
 
 

Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl