Dziewczyna bez przeszłości, albo Wyspa Mgieł

12:00

INSTAGRAM
Wyspę Mgieł czytałam etapami, po kilka rozdziałów każdego miesiąca od samej premiery książki. Wszystko przez fakt, że trudno mi było pochłonąć ją w całości. Bywały momenty, że wciągnęłam się do tego stopnia, że nie zauważałam upływu czasu; za drugim razem zaś walczyłam sama ze sobą, przewracając kartka za kartką. Dlatego też trudno mi ocenić tę historię - z jednej strony ma mnóstwo mankamentów, z drugiej zaś potrafi złapać czytelnika w żelazny uścisk i nie wypuszczać, dopóki rozdział się nie skończy. 


Debiut Marii Zdybskiej na samym początku był pisany w formie opowiadania na Wattpadzie, o czym myślę, warto wspomnieć, lecz biorąc pod uwagę, że nie miałam do czynienia z tamtą pierwotną wersją, trudno, abym w jakikolwiek sposób się na jej temat wypowiadała. Sama powieść wydana przez Genius Creations ma całkiem prostą budowę - dostajemy nieznany świat, bohaterkę - niepamiętającą własnej przeszłości - którą kilka lat temu wyłowiono z oceanu oraz podupadające królestwo z pięknym księciem i nikczemną królową, obłożnie chorą na dodatek, którą uratować może jedynie święta woda ze źródła bogini. 

Oczywiście misji podróży na tajemniczą wyspę bogini i pozyskania leczniczej wody podejmuje się nasza protagonistka, Lirr. Dobrowolnie? Można by się w sumie sprzeczać, bo z tą piracką córką nic nie jest do końca jasne. Na początku dowiadujemy się, że Lirr wykona to zadanie, chociaż nie cierpi królowej Maeve z całego serca, ponieważ jest bez pamięci zakochana w jej synu Caelu. Później jednak zaczynają się schody - niby bohaterka decyzję podjęła, ale zaczyna się wahać, więc oczywiście musi zostać zaszantażowana. Ponownie - do końca nie wiadomo dlaczego to właśnie ona musi podjąć się zadania (pomijając imperatyw autorski, oczywiście i popychanie fabuły do przodu), ponieważ ze wszystkich dostępnych informacji wynika, że na wyspę dostać się może jakakolwiek dziewczyna/ kobieta. Lirr natomiast przygotowania do tak długich podróży nie ma wcale. Nie wspominając już, jak strasznie się miota i nie potrafi wytrwać przy swoich postanowieniach. 

Lirr w ogóle jest trudną do polubienia postacią. Kreowana na inteligentną, odważną i sprytną, w praktyce wychodzi jednak buńczuczna, impulsywna i nieopanowana. Dziewczyna ma werwę i ośli upór, ale to za mało, żeby przekonać do siebie czytelnika. To bohaterka z rodzaju tych tupających nogą i krzykiem dających upust swoim emocjom. Nie do końca potrafię zrozumieć, co inni bohaterowie w niej widzą. Oprócz złej królowej i jej nikczemnego pomocnika, dostajemy także próżnego księcia i tajemniczego maga. Książę Cael to postać strasznie bezbarwna. Niby wiemy, jak jest mądry i przystojny, ale to cechy, jakimi opisuje go zakochana bez pamięci Lirr. Sam z siebie chłopak nie robi nic, aby czytelnik mógł określić go którymkolwiek z tych mian. W większości przypadków zastanawiałam się nawet czy książę nie spiskuje z matką za plecami głównej bohaterki, żeby wmanipulować dziewczynę w określone sytuacje. Albo w kolejnej części przekonamy się, że książę ma dwie twarze, albo stanie się jasne, jaka z niego bezpłciowa i mdła postać. Mag Riden natomiast jest tajemniczym magiem, który jest bardzo tajemniczy i ma mnóstwo tajemnic. Poza tym uśmiecha się niecnie, o. I tyle. Chociaż i tak muszę przyznać, że mag ma w sobie więcej charakteru i życia niż książę, a i sceny z nim związane czyta się jakoś przyjemniej i szybciej. 

Sama historia jest odrobinę naciągana. Gdzieś w tle buzuje wciąż przypomnienie, że Lirr nie jest tym, kim się wydaje i ma tę przeszłość, której nie pamięta. Poza tym oczywiście podróżuje za nią tajemniczy kruk (czy ma coś wspólnego z inną tajemniczą postacią? Możliwe!), wybawiający ją z opresji, a gdzieś w połowie książki, jak rzep do psiego ogona przyczepia się do niej pewien narcystyczny mag pełen sekretów i cwaniackich uśmieszków. Pomijając fakt, że Lirr co dwie strony zmienia swoją opinię na temat dosłownie wszystkiego - na początku Wyspy Mgieł jej przybrany ojciec pirat, to dobra figura ojcowska, ponieważ wbrew jej woli zostawił ją w tym przeklętym pałacu, aby nauczyła się manier. Pod koniec historii jest jednak złą figurą ojcowską, bo zostawił ją w tym przeklętym pałacu w roli zakładnika, aby móc grabić na terenach należących do królestwa Maeve. Ekhem. Lirr ma naprawdę wiele wspólnego z chorągiewką na wietrze. Nigdy też jakoś nie przychodzi jej do głowy, aby spojrzeć na pełen obraz sytuacji, zamiast akurat tego fragmentu, który w tym momencie najbardziej jej dotyczy. 

Maria Zdybska na pewno powinna jeszcze poćwiczyć kreację postaci, jednak sam styl pisania ma bardzo przyjemny - plastyczny i obrazowy, chociaż momentami powiedziałabym, że za bardzo kwiecisty. Niektóre opisy są zbyt długie, za dużo czasu poświęca tym samym przemyśleniom Lirr, zamiast popchnąć akcję do przodu, co właśnie sprawia, że całość jest taka nierówna. Co nie zmienia faktu, że Wyspa mgieł wciąga, a perypetie Lirr - choć momentami głupiutkie i wtórne - potrafią na dłużej zainteresować czytelnika.

 

autor: Maria Zdybska
tytuł: Wyspa Mgieł
cykl: Krucze serce (tom 1)
wydawnictwo: Genius Creations
format: ebook/ papier
data wydania: 15 maja 2017
ISBN: 9788379950928
liczba stron: 480


Za możliwość podróży na Wyspę Mgieł i odkrywania sekretów pirackiej córki, serdecznie dziękuję wydawnictwu Genius Creations. 

Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl