The Star-touched Queen, albo gdzie mój rozsądek

20:36

Źródło
Mieliście kiedyś chęć zapytać blogera, czego najbardziej nie lubi w prowadzeniu swojej strony? Założę się, że gdzieś tam, w głębiach Internetu, istnieje mnóstwo tekstów na ten temat, ale dzisiaj nie mogę ich znaleźć. U mnie sześć lat prowadzenia bloga poskutkowało między innymi wieloma kopiami roboczymi, na które nie lubię patrzeć. Nie wykorzystanymi pomysłami na teksty, niedokończonymi postami oraz odłożonymi "na później" recenzjami. Od czasu do czasu nachodzi mnie chęć, aby w te kopie robocze zajrzeć i coś z nimi zrobić. Dzisiaj mój wybór padł na The Star-Touched Queen Roshani Chokshi. 


Po raz pierwszy próbowałam przeczyć tę książkę w maju ubiegłego roku. Jakiś czas wcześniej dostałam w prezencie urodzinowym mojego ukochanego Kindle'a i baaardzo chciałam wypróbować opcję zakupowania ebooków na Amazonie. Miałam do wyboru kilka interesujących pozycji, ale w końcu padło na debiut Roshani Chokshi, ponieważ zagraniczny booktube o tym huczał, a kilka vlogerek, które obserwuję, miało niezwykle zróżnicowane opinie na temat tej pozycji. Jak dawały mi wierzyć przeróżne recenzje, powinnam dostać high fantasy napisane w oparciu o wierzenia z Indii, pełną niezwykłych królestw; historię opowiadającą o pewnej księżniczce, Mayi, której przepowiedziana zostało małżeństwo śmierci i destrukcji. Biorąc pod uwagę, że dopiero co skończyłam czytać The Winner's Kiss Rutkowski, a zagraniczna blogosfera przeżywała hype na Gniew i świt Renée Ahdieh, po którym wydaniu zaczęło wychodzić coraz więcej tego typu pozycji, można powiedzieć, że byłam stracona. 

Jednak tylko przez chwilę.

 Co trzeba przyznać, pięćdziesiąt procent ebooka -  tę pierwszą połowę -  wciągnęłam jeszcze zanim książka miał szansę "leżakować" na moim czytniku. Dwa pierwsze dni od zakupu byłam oczarowana. A potem coś się stało z tą historią. Coś złego. Jakby autorka straciła rytm, główna bohaterka rozum, a sama historia zachorowała na przerost formy nad treścią. The Star-Touched Queen jest napisana niezwykle kwiecistym językiem - czasem niektóre wyrażenia nie tylko nie są zbędne, są też niezrozumiałe i infantylne - ale kiedy nagle w połowie zabrakło mi samej fabuły, klimat wyparował, a czar wyblakł, nie potrafiłam dokończyć tej powieści przez następne trzy miesiące.

Nie można powiedzieć, że autorka nie miała pomysłu na historię.  Naprawdę bardzo łatwo wsiąknąć w świat przedstawiony; od pierwszych rozdziałów śledzić losy bohaterów i zastanawiać się na czym polega intryga. Można by bowiem powiedzieć, że happy end nadchodzi dla Mayi, protagonistki, już na samym początku. Uratowana od rodziny i podwładnych, którzy od momentu, kiedy usłyszeli o jej przepowiedni, traktowali ją jak trędowatą, zostaje poślubiona przez nieznajomego, staje się królową Akaranu, dokąd też wybywa. Opisy rzeczywistości, w jakiej znajdują się bohaterowie, są niezwykle plastyczne i, jak wspomniałam wcześniej, zbyt kwieciste, ale jeszcze da się to przeżyć. Czytelnik przede wszystkim wciąż ma przed sobą kilka zagadek (Kim jest Amar, mąż Mayi? Czym jest Akaran? Gdzie się znajduje?), a sama historia wydaje się ładnym retellingiem mitu o Hadesie i Persefonie. Udajemy więc, że wszystkie te mnożące się wady powieści nie istnieją, bo, hej!, to w końcu tylko debiut, wydarzenia przedstawiane na kartach książki niezwykle absorbują, no i O CO TU TAK NAPRAWDĘ CHODZI?

Uwierzcie mi na słowo, kiedy w końcu się dowiedziałam, nie byłam ani odrobinę z tego faktu zadowolona. I chociaż intryga była ciekawa, plot twist zaserwowany przez pisarkę bardzo zaskakujący, a wszystkie brakujące elementy układanki w końcu zaczęły wskakiwać na swoje miejsce... Reszta niestety zaczęła się bardzo szybko sypać. 

Największym problemem tej powieści jest główna bohaterka. Powiedzenie, że Maya to największa idiotka, o jakiej czytałam od lat, to powiedzenie za mało. Powiedzenie, że nie ma za grosz rozumu, to powiedzenie za mało. Poznawanie historii z jej punktu widzenia było katorgą, jakiej nie życzyłabym największemu wrogowi. Początek The Star-Touched Queen jest znośny; do przebrnięcia, ponieważ, tak naprawdę, Maya nie ma żadnego wpływu na wydarzenia tam opisywane. Najpierw zostaje zmuszona do zaaranżowanego małżeństwa, potem do podróży do odległego kraju, którego królową została. Później zaczyna poznawać Akaran, zadawać pytania, poznawać ludzi zamieszkujących zamek i to... stwarza problem. Dziewczyna wykazuje takie pokłady naiwności, że można by było je zbierać i sprzedawać innym bohaterkom młodzieżowych romansów, a i tak inteligencja Mayi wiele by na tym nie zyskała, a ta wciąż popełniałaby głupie błędy. W nowym miejscu, otoczona przez nieznajomych, automatycznie daje wiarę głupim historyjkom i słucha tajemniczych głosów, szukając miejsca, skąd pochodzą. W końcu doprowadza do tego, że dostaje happy end w środku książki (ten niby już właściwy), przez chwilę jest szczęśliwa, a potem wszystko psuje, żałuje, że popsuła i stara się to naprawić. I tę część czyta się jeszcze gorzej. 

Kolejną jako-tako napisaną postacią jest Amar. Amar jest królem Akaranu, jest bardzo przystojny i tajemniczy. Poza tym ma dziwną słabość do naszej bohaterki. I to w sumie tyle. Reszta postaci jest przerażająco bezbarwna i nieinteresująca. Dość powiedzieć, że po kilku miesiącach nie potrafiłam nie tylko przypomnieć sobie imion któregokolwiek z nich, ale właściwie nie umiałam nawet czegokolwiek o nich opowiedzieć - kim byli, czym się zajmowali, jaki stosunek mieli do głównych bohaterów. Kompletna pustka. 

Świat przedstawiony traci ze strony na stronę. To tak, jakby autorka miała jakiś ogólny zarys, ideę, jak rzeczywistość - w której egzystują jej bohaterowie - będzie wyglądać, ale nie potrafiła jej bardziej rozwinąć. Powiedziane zostaje, że jest wiele królestw, ale jakich i gdzie? Niby mowa o jakiejś polityce, ale o co dokładnie chodzi? Mówi się, że diabeł tkwi w szczegółach - Roshani Chokshi nie musi bać się jego nieoczekiwaną wizytą w przyszłości, bo biedak nie miałby gdzie zamieszkać.

Więc tak - jestem rozczarowana. Jestem też trochę rozgoryczona. Wiem, że to dopiero debiut, ale naprawdę, to nie tłumaczy wszystkiego. Wydaje mi się, że gdyby Roshani nie zgubiła jakiegoś ważnego elementu w środku historii, byłaby to całkiem znośna powieść. Nic wyjątkowego, ale przynajmniej książka, z którą miło można spędzić czas. A tak, im więcej czasu mija od momentu, kiedy przeczytałam The Star-Touched Queen, tym mniej pozytywnych rzeczy mogę na jej temat powiedzieć. 


 

tytuł: The Star-Touched Queen
autor: Roshani Chokshi
data wydania: 26 kwietnia 2016
liczba stron: 352
ISBN: 9781427272997
kategoria: fantasy
język: angielski

Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl