Rzeczy, które denerwują mnie w niemieckich kinach

16:18


Nowy rok, nowy start i stare powody do narzekań. Ahoj!

Jak większość z Was wie, od kilku lat mieszkam za granicą - konkretnie w Niemczech. Niewielu z moich czytelników wiadomy jest jednak fakt, że swoje przyjazdy do Polski dostosowuję nie tylko do kalendarzy rodziny i znajomych czy wydarzeń mających miejsce w Polsce (jest 80% szans, że spotkacie mnie na tegorocznym Pyrkonie!), ale także do kinowego repertuaru. Tak, tak. Przy każdym przyjeździe staram się pójść do miejscowego kina i obejrzeć coś, na co od dawna wyczekiwałam. Widzicie, ile lat by nie minęło, nie jestem pewna, czy kiedykolwiek będę w stanie przyzwyczaić się do niemieckiego porządku. Jest bowiem kilka rzeczy, które strasznie mi tutaj przeszkadzają. 

DUBBING 

Ostatnio wśród polskiego fandomu rozgorzała gorąca dyskusja na temat nowego Jumanji i decyzji polskiego dystrybutora, jakoby film miał wejść do kin jedynie w wersji z dubbingiem. Od razu pomyślałam, jakie to sympatyczne i rozsądne ze strony widzów, że zwrócili na to uwagę i postanowili głośno coś na ten temat powiedzieć. O ile bowiem nowe Jumanji to odosobniony przypadek, a polski widz zazwyczaj ma wybór w kwestii wersji, w jakiej chciałby jakąś produkcję obejrzeć, o tyle wiem, jak ciężkie może być życie, kiedy w kinach panuje dubbingowa monarchia, ponieważ zdubbingowane jest ABSOLUTNIE. WSZYSTKO.

Od całkiem rozsądnego pomysłu zdubbingowania animacji po wszystkie inne produkcje skierowane do starszego widza. Z ostatnich filmów: Morderstwo w Orient Expressie, Pitch Perfect 3 oraz - cóż - Jumanji. Z tego co kojarzę, La La Land poza dubbingiem miał nawet niemieckie napisy do piosenek. Byłam odrobinę zdziwiona, że i tego nie zdubbingowali. Przy czym postawmy tę kwestię jasno - poza dubbingiem w kinach nie jest dostępna żadna inna wersja. Lektor to pojęcie niezrozumiałe (jedna osoba czytająca cały tekst? Ale ty tak na serio? Naprawdę w polskiej telewizji tak macie?), a napisy tylko dla zwierząt, bo jak to tak - oglądać i czytać jednocześnie? Nie da się! Kiedyś próbowałam na ten temat rozmawiać z paroma znajomymi i byli kompletnie zdziwieni. 

Star Wars: Ostatniego Jedi, podobnie jak Przebudzenie mocy dwa lata temu, oglądałam z niemieckim dubbingiem. Z tego co widziałam, była też dostępna wersja oryginalna (z niem. napisami), ale niestety jednego dnia, tylko o jednej godzinie i ten seans mi po prostu nie pasował.  Po małym śledztwie, jakie przeprowadziłam, okazało się, że w większych miastach typu Berlin (moją mieścinę aglomeracyjnie można porównać do Wrocławia) wersje bez niemieckiego dubbingu pojawiają się częściej. Nie jest to jednak standard. W sumie, po jakimś czasie chodzenia do kina, można się do dubbingu przyzwyczaić. Ale co z tego w momencie, kiedy na każdym takim seansie czuję się tak, jakbym coś traciła? Aktorzy nie grają tylko ciałem, ale też głosem, a nie mam zaufania do dubbingu, żeby powiedzieć, że w niemieckiej wersji wszystko odbiera się tak samo. 

REKLAMY

Myślicie, że polskie kina nie znają umiaru i skazują Was na spędzanie długich godzin (cóż, przynajmniej tak się to odczuwa), męcząc reklamami i zwiastunami? Niemieckie kina już dawno nie tylko przekroczyły tę granicę, ale zapędziły się tak daleko, że z miejsca, w którym stoją, tej granicy dawno nie widać. Na Ostatnim Jedi specjalnie co i rusz patrzyłam na zegarek. Pomijając fakt, że mieliśmy być tam 30 minut wcześniej, żeby odebrać rezerwację, film miał zacząć się o 19:00. Rozpoczął się o 19:40. Bez żartów. Pierwsze 25 minut to były reklamy miejscowych firm i salonów aut. Reklamy jedzenia ogólnie i reklamy jedzenia w kinie. Później kilka zwiastunów filmów, które niedługo pojawią się w repertuarze, a na sam koniec - uwaga, uwaga! - plakat reklamujący lody pewnej znanej marki. Reklama ta była przyklejona z dobre 2-3 minuty, kiedy to światła odrobinę się zaświeciły, na salę wszedł pracownik kina i zapytał (wciąż przyszłych!) widzów, czy ktoś nie ma ochotę na zakup lodów. Później kolejne dwie minuty, aby dać niezdecydowanym szansę i jedziemy...! Z kolejnymi zwiastunami. 


BRAK ZNIŻEK

Szczerze mówiąc nie wiem, czy to problem tylko mojego miejscowego kina, czy problem kin niemieckich ogólnie, ale jedno wiem na pewno - moje kino ( a raczej moja sieć, z której wywodzi się to kino) cierpi na brak zniżek. Tutaj panuje jedna zasada - jesteś albo dzieckiem, albo dorosłym. Przyznam, że kilka razy kusiło mnie, aby udawać dziecko, ale się powstrzymałam. Nie ma zniżek dla uczniów, studentów czy emerytów. Oczywiście istnieją jakieś zniżki, jeśli np. przynależy się do klubu, posiada bajerancką kartę i płaci miesięczne opłaty. Niestety dla osoby takiej jak ja - która nie bywa na tyle często w kinie, aby jej się to opłacało - jest to sytuacja druzgocząca. No, martwiąca, przynajmniej. 

PRZERWY PODCZAS SEANSU  

I w końcu ostatni, choć nie mniej ważny!, powód dlaczego nie lubię tak bardzo chodzić do niemieckiego kina, jak do polskiego - przerwy podczas seansu. Nie wiem czy gdziekolwiek w Polsce się to praktykuje, jak odwiedzałam kina różnych sieci w kilkunastu miastach, to ani razu się z tym nie spotkałam. Otóż wyobraźcie sobie, że gdzieś w połowie Ostatniego Jedi (a bezspoilerowo Wam powiem, że była to akurat scena pewnego pościgu, napięcie narastało, emocje sięgały zenitu...) nagle zgasł ekran. Zrobił się całkiem czarny. Dziwicie się, że w niektórych kinach pojawiła się informacja, że w filmie jest dziesięciosekundowa sekwencja, podczas której nie ma żadnego dźwięku? Cóż, taki był zamysł reżysera. Ciekawa jestem jedna co ci widzowie mieliby do powiedzenia, gdyby w połowie seansu film został wyłączony i zastąpiony - uwaga, uwaga! - znaną nam już wszystkim reklamą lodów pewnej znanej marki. I pracownikiem kina, który informuje, że oto następuje krótka przerwa (film taki długi, widzowie tacy zmęczeni, trzeba zapalić, a w drodze powrotnej kupić kilka pysznych lodów) i proszę się nie martwić. Za chwilę będziemy kontynuować.  

Byliście kiedyś w kinie w Niemczech czy Wielkiej Brytanii, albo innym europejskim państwie? Jakie są tam standardy?

Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl