Powrót mrocznej baśni, albo Wiedźma Jego Królewskiej Mości

09:59


Ostatnio minęły dokładnie dwa lata od mojej lektury debiutu literackiego Magdaleny Kubasiewicz, Spalić wiedźmę. Doskonale pamiętam, jak bardzo zachwycałam się tą powieścią i jak bardzo nie mogłam doczekać się jej kolejnej części - Wiedźmy Jego Królewskiej Mości. W swoim debiucie polskiej autorce udało się stworzyć niesamowicie wciągający, barwny świat przedstawiony oraz charakterną, silną główną bohaterkę z mroczną przeszłością. Jeszcze długo po przeczytaniu Spalić wiedźmę zastanawiałam się nad tym, w którym kierunku może rozwinąć się fabuła; jakie decyzje podejmie autorka w sprawie postaci drugoplanowych. Może myślałam nad tym za długo, ponieważ w porównaniu ze Spalić wiedźmę, Wiedźma Jego Królewskiej Mości jest delikatnym rozczarowaniem.


Podejrzewam, że  gdyby była to pierwsza część, nie czułabym tego małego rozgoryczenia, kiedy kończyłam lekturę drugiego tomu. Spalić wiedźmę zaabsorbowało mnie już od pierwszych stron - nie potrafiłam odłożyć tej historii na półkę, dopóki jej nie skończyłam. Magia, alternatywna rzeczywistość, Polania i legedy oraz podania polskie, a to wszystko w słodko-kwaśnym sosie tajemnicy przeszłości głównej bohaterki; zagadek miasta; barwnych, interesujących bohaterów oraz sprawy do rozwiązania. Spokojnie mogłam powiedzieć, że Spalić wiedźmę to jedno z lepszych polskich urban fantasy, jakie trzymałam w rękach. Brakowało mi tutaj tylko jednego - więcej czasu poświęconego postaciom drugoplanowym. Już wtedy wydawało mi się, że było ich po prostu odrobinę za mało, a Sara, czyli protagonistka, kradła im nawet te niewielkie momenty, które dostawali dla siebie. Nie było to dziwne - Magdalena Kubasiewicz przedstawiła w końcu czytelnikom bohaterkę "gotową", można by rzec. Postać, która w żaden sposób nie rozwijała się na kartach książki. Sokolska swoje już przeszła i wszystko, co miała do odkrycia na swój temat, już odkryła. Trzymałam więc kciuki, że może drugi tom będzie pod tym względem inny; że może dostaniemy trochę więcej czasu antenowego dla innych postaci. Niestety tak się nie stało. 

W Wiedźmie Jego Królewskiej Mości dostajemy za to nową sprawę. Sanika po raz kolejny udowadnia, że wszystkim potrafi zająć się sama, nikogo w swoim życiu prywatnym czy zawodowym nie potrzebuje, a w ogóle to ona wcale nie jest miłą osobą i nie wie, dlaczego ludzie oczekują od niej, że będzie z nimi rozmawiać. To, co w Spalić wiedźmę dodawało jej uroku i nadawało charakteru, tutaj już odrobinę irytuje. Z jednej strony wiedziałam, że główna bohaterka właśnie taka jest; że to ona będzie przede wszystkim grać pierwsze skrzypce, z drugiej jednak nie mogę pozbyć się wrażenia, że o ile w pierwszym tomie autorka położyła cały ciężar prowadzenia akcji na plecach biednej Saniki, a protagonistce udało się udźwignąć całą tę rolę, tak w drugiej części już nie za bardzo. Brakowało mi tutaj interakcji z innymi postaciami, wątków drugoplanowych, które toczyłyby się bardziej na marginesie całej historii, ale jednak w jakiś sposób z nią splatały i dawały czytelnikowi możliwość od czasu do czasu odetchnąć od Saniki. Tymczasem dostajemy te same problemy - Sanika nie potrafi dogadać się z Lożą, nawet tego zrobić nie próbuje; wszyscy stoją w pewnym impasie, a całości nie ratuje nawet fakt, że główna bohaterka często rozmawia z jednym z czarodziejów. Pojawia się tutaj po prostu za mało relacji, a na przestrzeni całej książki czytelnik dostaje zbyt mało informacji na temat reszty bohaterów i ich działań. W końcu to, że Sara postanawia wszystkim zająć się sama, nie oznacza, że reszta stoi obok i biernie się przypatruje. Wiemy, że coś się u nich też dzieje - fakt, autorka nieraz o tym wspomina - ale nic więcej. 

Poza tym Magdalena Kubasiewicz postanawia uchylić rąbka tajemnicy w sprawie przeszłości Sary, a czytelnik dowiaduje się o niej wystarczająco, aby resztę móc sobie dopowiedzieć. Byłam odrobinę zawiedziona, że czytelnik w sumie pozostaje jedyną osobą, która poza Sarą zna jej tajemnicę - na początku myślałam, że dowie się tego przynajmniej jeden bohater drugoplanowy i będziemy mogli liczyć jeszcze na jakąś kontynuację przygód Pierwszej Polanii. Biorąc jednak pod uwagę zakończenie powieści i fakt, że Magdalena Kubasiewicz już od dawna powtarza, że na razie nie zamierza kontynuować przygód Sokolskiej, rozumiem taki zabieg autorki. 

Za to jak świat przedstawiony oczarował mnie w pierwszej części, tak nie przestał zachwycać mnie w drugiej. Mam ogromną nadzieję, że pisarka nie postanowi na zawsze się pożegnać z magicznym Krakowem po drugiej stronie lustra, ponieważ naprawdę byłoby szkoda zmarnować taki potencjał! Magia wydziera tutaj z każdej cegły budynku i każdego napotkanego mieszkańca. To miasto pełne ukrytych smaczków, wyglądających zza rogu baśni i podań, które tylko czekają, aż ktoś opowie ich historię. Dlatego też mam nadzieję, że jako czytelnicy, nie żegnamy się z tą alternatywną rzeczywistością na zawsze i trzymam kciuki za Magdalenę Kubasiewicz, aby zdecydowała się opowiedzieć jeszcze jedną przynajmniej historię, której akcja będzie mieć miejsca na ulicach Krakowa. 


 


tytuł: Wiedźma Jego Królewskiej Mości
autor: Magdalena Kubasiewicz
data wydania: 30 września 2017
ISBN: 9788379951147
liczba stron: 360
kategoria: fantastyka,urban fantasy

Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl