Wszyscy kłamią i to nie tylko w telewizji

11:01

INSTAGRAM
Powieść Karen M. McManus - chociaż rozchwytywana i bardzo popularna za granicą - wpadła w moje ręce czystym przypadkiem. Nie wiedziałam co to jest; z czym to się je; kiedy zaczęłam czytać debiut amerykańskiej pisarki, nie miałam nawet zbyt wielkiej ochoty na powieść młodzieżową. Tak się jednak jakoś złożyło, że po pierwszym rozdziale przeczytałam drugi, potem trzeci i... ani się nie obejrzałam, skończyłam całość. Jestem w stanie zrozumieć, dlaczego tak wiele osób się nią więc zachwyca. Trochę trudniej jednak po lekturze ostatniego rozdziału pojąć mi fakt, dlaczego połowa czytelników uważa Jedno z nas kłamie za coś wyjątkowego i oryginalnego. 

Bo chociaż tę powieść czyta się szybko, a historia całkiem udolnie wciąga, to nie ma w niej nic unikatowego czy wartego tych wszystkich ochów i achów. 


O czym właściwie jest ta książka? Dostajemy piątkę nastolatków, którzy pewnego dnia lądują razem w kozie. Większość z nich uważa, że niesprawiedliwie, ponieważ nie są winni zarzucanych im czynów (jak na przykład znalezienie telefonów w plecakach - ich zdaniem nie należących do żadnego z nich). Nie mogłoby być piątki bardziej zróżnicowanych dzieciaków. Ani piątki bardziej stereotypowych bohaterów, występujących w marnych powieściach young adult. Mamy bowiem tutaj: Bronwyn, jedną z najbardziej pilnych uczennic; Addy, której zalety kończą się na ładnym wyglądzie; Nate, badboya, handlarza narkotyków; Coopera, sportowca oraz Simona, outsidera bardzo chcącego przynależeć do kręgu popularnych dzieciaków i prowadzącego stronę plotkarską, na której zamieszcza plotki na temat uczniów w swojej szkole. W wyniku dziwnego zbiegu okoliczności i nietypowych wydarzeń, Simon ginie podczas odsiadki. Początkowo sytuacja opisywana jako wypadek przemienia się w poszukiwania mordercy. I każdy jest podejrzanym.

Jeśli przeczytaliście ten opis, a do głowy przyszedł wam pomysł na najbardziej stereotypową fabułę, jaką można by było wymyślić dla wymienionych przeze mnie postaci, prawdopodobnie udało wam się zgadnąć większość wydarzeń, jakie mają miejsce w Jedno z nas kłamie. Jest to powieść na wskroś przewidywalna - nie dlatego, że autorka nie radzi sobie z dawkowaniem napięcia, ujawnianiem sekretów głównych bohaterów czy prowadzeniem akcji - wszystkie te rzeczy są napisane wręcz idealnie. Nie. W książce Karen M McManus brakowało mi chociażby szczypty wyobraźni i kreatywności. Czytając powieść, widać w niej wyraźną inspirację Plotkarą, Riverdale czy Pretty Little Liars. I nie mam tu na myśli tego bardziej pejoratywnego znaczenia tego słowa, którego recenzenci używają, aby powiedzieć, że autor jest bliski plagiatu. To wciąż jest oryginalna historia, ale tak naszpikowana nawiązaniami do popularnych dóbr popkultury dla młodzieży, że trudno nie porównywać czy nie szukać również podobnych rozwiązań, jak te, zastosowane przez twórców seriali.

Nie jestem również do końca zachwycona sposobem, w jaki został tutaj poprowadzony wątek społeczności LGBT, a nawet byłabym skłonna powiedzieć, że jeśli tę powieść do ręki weźmie osoba o odmiennej orientacji niż heteroseksualna - osoba niepewna coming outu, szukająca sposobu na przejście przez ten trudny okres, kiedy nie wiesz z kim porozmawiać i zastanawiasz się, co zrobić - powieść McManus może zdziałać więcej złego niż dobrego. Nie jestem w tym temacie specjalistą, ale porównując Jedno z nas kłamie do innych powieści młodzieżowych z wątkiem LGBT, powiedziałabym, że został on tutaj naprawdę bardzo niefortunnie poprowadzony.

I chociaż amerykańskiej debiutantce można na starcie pozazdrościć porządnego, łatwego w odbiorze stylu, jakim jest napisana powieść, to wciąż cieniem na nią pada kreacja postaci oraz rozwój przedstawianych wątków. Powiem tak - mało co mnie tam tak naprawdę zaskoczyło. W sumie bardziej nie mogłam oderwać się od samej historii właśnie dzięki tej niewielkiej niepewności, która towarzyszyła mi podczas lektury, kiedy w sumie myślałam, że udało mi się zgadnąć kto zabił, ale wciąż nie byłam tego pewna, ponieważ co i rusz autorka podsuwała nowe wskazówki, wskazujące na całkowicie inną osobę. Szkoda tylko, że odrobinę z nimi przesadziła - w pewnym momencie nie było postaci, której nie mogłabym na dobrą sprawę nie podejrzewać - każdy miał sekrety, tajemnice, wady i powody, aby zabić Simona. Umówmy się - nie był on najmilszą osobą w szkole. I w sumie nawet nie potrafiłam wykrzesać z siebie ani odrobiny smutku; jego morderstwo wcale mnie nie poruszyło. W sumie podobną sytuację miałam także przy Jasonie z Riverdale - tak właśnie jest z postaciami zabijanymi już na samym początku, których widz czy czytelnik nie ma okazji nawet poznać. Z tą różnicą, że z biegiem odcinków byłam w stanie sympatyzować z siostrą Jasona, odczuć stratę młodej Blossomówny, poznać go jej oczami oraz oczami innych postaci w serialu i nawet polubić. W Jedno z nas kłamie widać, że Karen McManus próbowała zrobić coś podobnego - pokazać czytelnikowi Simona z punktu widzenia osoby, z którą był bardzo blisko - niestety, z marnym skutkiem.

Koniec końców nie uważam, aby Jedno z nas kłamie było warte waszej uwagi. Jako typowe czytadło do pociągu czy podróży - może, lecz niekoniecznie. To historia oferująca zbitek innych historii, które naprawdę dobrze już znamy, po co więc sięgać po zamienniki, kiedy można po oryginał - o wiele lepszy zresztą (o drugim sezonie Riverdale nie wspominamy, on dla nas nie istnieje!).

Karen McManus, Jedno z nas kłamie, Prószyński i Ska, 2018 




Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl