Lunapark na Bezdrożach, albo Diabelski młyn Anety Jadowskiej

20:06

INSTAGRAM
Kiedy na Facebookowym profilu Anety Jadowskiej przeczytałam informację, że seria o Nikicie faktycznie będzie jedynie trylogią, a najnowszy tom, czyli Diabelski Młyn, pojawi się na półkach już niebawem, miałam co do tego mieszane uczucia. Rozumiałam argument autorki, która stwierdziła, że po trzeciej części zamknie się pewien rozdział w życiu głównej bohaterki. Naprawdę rozumiałam. Co nie zmienia faktu, że, biorąc pod uwagę sześciotomową Heksalogię o Dorze Wilk, miałam takie: Ale, ale JAK TO?. I wiecie co? To uczucie nie opuszczało mnie podczas lektury Diabelskiego Młyna i nieprzerwanie trwa nadal.

Cały szkopuł w tym, że jestem fanką przygód Nikity. O toruńskiej wiedźmie miło mi się czytało, a perypetie Witkaca z opowieści na opowieść wciągają bardziej, jednak na nic autorstwa polskiego pisarza/rki przez cały ubiegły rok tak nie czekałam, jak na kolejny tom niebezpiecznych akcji najemniczki z Zakonu Cieni i jej partnera. Dziewczyna z Dzielnicy Cudów była niezwykle miłą niespodzianką, a Akuszer bogów został oficjalnie moją ulubioną książką Anety Jadowskiej. W tej kwestii Diabelskiemu Młynowi zbyt wiele nie udało się zdziałać – bądźmy szczerzy, tej podróży do Norwegii nic chyba nie pobije. Jednak nie zmienia to faktu, że pisarska po raz kolejny oddaje w ręce czytelników wciągającą, napakowaną akcją, barwnymi bohaterami i niesamowitymi wydarzeniami opowieść, o której bardzo trudno powiedzieć coś negatywnego.

Tym razem Nikita postanawia pomóc Robinowi odnaleźć prawdę o jego przeszłości i poznać sekrety Zakonu Cieni. Jednak aby to zrobić, będą musieli wybrać się w niebezpieczną wyprawę do Archiwum, do którego można dojść jedynie przez Bezdroża i Rubieże w alternatywnej i magicznej wersji świata. Nie byłaby to jednak dobra opowieść, gdyby bohaterowie najpierw nie musieli skrzyknąć kilku nowych i starych znajomych do pomocy, dostać wcześniej niemożliwe zadania do wykonania, a po drodze wpakować się w kilka(naście) nieporozumień.

Podobnie jak przy dwóch poprzednich tomach, tak tutaj przewracałam stronę za stroną, nawet nie zauważając, jak pomału zaczynają kończyć mi się kartki. Trudno oderwać się od Diabelskiego Młyna. Zawsze jest ten jeszcze jeden rozdział, który chciałoby się koniecznie przeczytać. Dziewczyna z Dzielnicy Cudów była doskonałym wprowadzeniem do świata przedstawionego – bo, choć to wciąż to samo uniwersum, co u Dory, trudno znaleźć wiele podobieństw między Thornem a Warsem i Sawą – a Akuszer bogów przede wszystkim służył jako kulminacja przeobrażania się Nikty, rozwiązywania rodzinnych problemów i godzenia się z wydarzeniami z przeszłości. Diabelski Młyn za to jest pięknym i zgrabnym dopięciem wszystkich nierozwiązanych wątków.

Naprawdę podoba mi się, co Jadowska zrobiła tutaj z Nikitą i Robinem. To nie są już ci sami bohaterowie, których poznaliśmy na początku Dziewczyny z Dzielnicy Cudów, i nie będę kłamać – trochę tęsknię za tą poranioną, zamkniętą w sobie i pyskatą dziewczyną, potrafiącą policzyć swoich przyjaciół na palcach jednej ręki. Nie jest mi jednak szkoda, że musieliśmy się z nią pożegnać. Autorce udało się przeprowadzić niemałą rewolucję w życiu Nikity, jednocześnie sprawiając, że w najważniejszych punktach to jednak wciąż ta sama, niekoniecznie dająca się lubić kobieta. I jak Robin momentami bardziej dostawał rolę side-kicka w życiu Nikity, tak w Diabelskim Młynie w końcu pozbył się tej niepotrzebnej etykiety. Na pewno wiele pomogły tu rozdziały pisane z jego punktu widzenia, dzięki którym czytelnik miał lepszą szansę poznać go z innej strony.

Powodem, dla którego jednak jeszcze nie raz wrócę do trzeciego tomu przygód tych dwojga zabójców, jest Lunapark, Cygański Książę wraz z całą jego ekipą oraz… Henio. Cóż mogę powiedzieć? Dora i Robin jednak mają ze sobą coś wspólnego, chociaż gdybym miała głosować, powiedziałabym, że to partner Nikity przygarnia do siebie oryginalniejszy rodzaj kaczuszek (zaliczając w ich poczet samą Nikitę również, oczywiście). Wydawało mi się, że już świat Warsa i Sawy, przestawiony w pierwszym tomie, był czymś wyjątkowym i wartym zapamiętania. Jak się jednak okazuje, Aneta Jadowska nigdy nie przestaje zaskakiwać, a Rubieże i Bezdroża biją alternatywny Toruń z Warszawą na głowę.

Nie pozostaje mi więc nic innego, jak trzymać kciuki, że jeden rozdział w życiu Nikity i Robina się skończył, ale zaraz zacznie się drugi, a Aneta Jadowska zaserwuje swoim czytelnikom jeszcze przynajmniej kilka(naście) książek z tego uniwersum. A może pisarka ma po prostu historie innych zabójców na zlecenie w rękawie?


Diabelski Młyn, Aneta Jadowska, wydawnictwo SQN, 2018

Możecie przeczytać tę recenzję również na portalu Gavran.  

Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl