Filary świata, albo Anne Bishop w edycji Fae

12:00

INSTAGRAM

Kiedy przed polskim wydaniem ostatniej części serii Inni, czyli Zapisanym w kartach, okazało się, że Anne Bishop nie zamierza jeszcze przez chwilę porzucać stworzonego świata i napisać kilka powieści mających miejsce w tym samym uniwersum, ale z innymi bohaterami, byłam zachwycona. Dlatego też niepomiernie się zdziwiłam, gdy wydawnictwo Initium ogłosiło, że najpierw wydadzą debiutancką trylogię autorki, Tir Alainn, a dopiero później wrócą do świata Innych. Odrobinę zbiło mnie to z tropu, lecz – kiedy w końcu znalazłam chwilę czasu na nadrobienie zaległości – od razu sięgnęłam po Filary świata.
I ani przez moment lektury się na nich nie zawiodłam. 


Od samego początku trzeba jednak zwrócić uwagę na fakt, że Filary świata są powieścią debiutancką i, chociaż widać w niej warsztat Bishop, ma też kilka typowych dla debiutów mankamentów, jakich nie uświadczyliśmy w kolejnych książkach autorki. Styl pisania Anne Bishop jeszcze nie jest tak poetycki i misterny, jak w Czarnych kamieniach czy Efemerze, ale niedaleko mu do tego. Pisarka ma również od czasu do czasu problem z tempem powieści czy zbyt rozlegle rozpisanymi scenami, kiedy lepiej by było, gdyby je skróciła, ale też szybciej dała im wybrzmieć. Poza tym trzeba dać Filarom świata trochę czasu, żeby udało im się zauroczyć czytelnika. Książka nie wciągnęła mnie od samego początku, ale kiedy wreszcie jej się to udało, nie potrafiłam wypuścić jej z rąk. 

Pomijając te kilka mankamentów, ta powieść to czysta poezja spod znaku Anne Bishop. 

Amerykańska pisarka po raz kolejny dostarcza w ręce czytelnika intrygujący, uwodzicielski w swojej tajemniczości i baśniowości świat pełen magii, wyzwań oraz interesujących bohaterów. Rzeczywistość zwykłych ludzi splata się z Krainą Czarów, w której żyją Fae. Te nieziemskie istoty od czasu do czasu można spotkać na polnej drodze do domu, podczas spaceru do lasu czy świętując Letnie Przesilenie. Choć ludzie uwielbiają opowiadać o nich w barwnych historiach oraz głośnych pieśniach, nikt nie jest na tyle głupi, aby specjalnie wyruszyć na ich poszukiwanie. Pomiędzy tymi dwoma ludami jest jednak coś jeszcze. Czarownice. Wiedźmy strzegące Starych Miejsc, pomagające podczas porodów, sprzedające zioła i lekarstwa w czasie choroby. Władające gałęziami Matki i nazywane jej Córkami. Niby zwykłe kobiety, lecz owiane tajemnicą. 

Wszyscy żyją w kruchej harmonii do momentu, aż na scenie nie pojawia się Młot na Czarownice ze swoją Inkwizycją i zaczyna wybijać wszystkie napotkane wiedźmy, oskarżając je o jakiekolwiek nieszczęścia, które spotykają mieszkańców wiosek. Później nic już nie będzie takie samo, jak wcześniej. 

Główną bohaterką opowieści jest Ari, młoda czarownica zamieszkująca samotnie niewielki kawałek ziemi, który pozostał jej w dziedzictwie po zmarłej babce oraz matce. Ostracyzm i wrogość ludzi z pobliskiej wioski sprawiają, że dziewczyna jest niezwykle samotna oraz ma problem, aby związać koniec z końcem. Pewne wydarzenie jednak sprawia, że na jej drodze stają mieszkańcy Tir Alainn, co wywróci życie dziewczyny do góry nogami. Co mnie jednak najmocniej uderzyło, kiedy czytałam o przygodach Ari, to fakt, jak bardzo przypominała mi swoim charakterem Meg z Pisanego Szkarłatem. Podczas czytania pierwszego tomu Innych niesamowicie spodobało mi się, jak autorka postawiła nacisk na wewnętrzną siłę bohaterki, płynącą przede wszystkim z jej życzliwości i chęci pomocy wszystkim wokół. W tym aspekcie Ari jest niezwykle podobna do Meg. To jej miłe usposobienie, podejmowanie trudnych decyzji, nie chodzenie na skróty oraz traktowanie wszystkich w jednakowy sposób – nie ważne, jakie stanowisko zajmują czy w jaki sposób się do niej samej odnoszą – jest jej największym atutem. I chociaż mogłabym znaleźć wiele cech, które obydwie bohaterki różnią, niesamowicie cieszę się, że powieści Bishop są przykładem tego, że „silna postać kobieca” to nie tylko kobieta czy dziewczyna, która potrafi skopać kilka tyłków i nagadać innym. 

Na wyróżnienie w Filarach świata zasługują jeszcze dwie rzeczy. Po pierwsze – przedstawienie Fae w bardziej… staromodny sposób, jeśli mogę to tak napisać. Mamy tutaj Łowczynię z Dzikim Gonem oraz Światłego, Barda i jego Muzę, Pana Lasu czy Pana Koni. Swoją drogą, kiedy będziecie czytać tę powieść i traficie na Luciena, wróćcie proszę na mojego bloga i dajcie mi znać czy to tylko ja, czy wy też macie wrażenie, że Sarah J Maas zainspirowała się podobnym pomysłem na tę postać co Anne Bishop. Wracając jednak do świata Fae – długo szukałam książki – a najlepiej cyklu! – o fae, który wciągnąłby mnie tak bardzo, co Dwory Maas. W ubiegłym roku trafiłam na urban fantasy o October Daye autorstwa Seanan McGuire, trochę później w moje ręce trafił The Cruel Prince Holy Black. Obydwie pisarki na swój sposób genialne, jednak nie do końca dostarczyły mi tego, czego szukałam. Myślę, że mogę to jednak znaleźć w debiutanckiej trylogii Anne Bishop. Tę wyjątkową mieszankę magii, folkloru oraz nieziemskich, fascynujących istot, o których ludzie z pokolenia na pokolenia powtarzają sobie historie, śpiewają pieśni. 

Drugą wartą wyróżnienia kwestią jest sama Inkwizycja oraz Młot na Czarownice. To najmroczniejszy wątek z całej powieści, a pisarka nie szczędziła mu należytej uwagi. Niektóre rozdziały są pisane z punktu widzenia bohatera, który stał się Młotem na Czarownice, a swoje życie postanowił poświęcić na wybicie wszystkich żyjących wiedźm. Czytelnik ma możliwość „wejść mu do głowy”, poznać jego sposób myślenia, obserwować, jak kolejno torturuje i zabija następne kobiety oraz zaraża swoją ideologią następnych popleczników. Wokół jego wątku narasta klimat grozy, szalonego zwątpienia oraz pewnego rozgoryczenia, że nie do końca można nazwać te wydarzenia wyrwanymi z powieści fantasy i nierealnymi, ponieważ bazują na czarnych plamach w historii świata, wydarzeniach, które naprawdę miały miejsce. 

Filary świata nie są powieścią pełną akcji i nieoczekiwanych jej zwrotów, chociaż nie można odmówić tej książce kilku niespodzianek, jakie mi zaserwowała. Książka ta ma jednak wiele innych zalet i myślę, że - jeśli tylko dacie jej szansę, przeżyjecie niezapomnianą przygodę. Jeśli jesteście fanami Anne Bishop, to na pewno po nią kiedyś sięgniecie. Jeśli zaś szukacie intrygującej, pełnej magii historii z Fae, jak najbardziej powinniście skierować swój wzrok na debiut tej pisarki.    

Filary świata, Anne Bishop, wydawnictwo Initium, 2019

Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl