Indygo Camille Gale, albo przyjemne zaskoczenie

18:27

(Obraz na darmowej licencji)


Chociaż egzystuję w blogosferowej rzeczywistości już od ładnych kilku lat, nie nabrałam przekonania do powieści publikowanych metodą self-publishingu czy vanity. Raz na ruski rok zdarza mi się jednak, że zgadzam się zrecenzowanie książki, której wydaniem w pełni zajął się sam autor. Czasem pozostaję mile zaskoczona i przyjemnie spędzam czas podczas nowej lektury. Ostatnio jedną z takich historii było Indygo Camille Gale. 


Camille Gale to polska autorka korzystająca z pseudonimu i uwielbiająca powieści urban fantasy. Jej miłość do tego podgatunku fantastyki sprawiła, że zapragnęła napisać własną książkę spod tego znaku i tak narodziło się Indygo. O czym jednak jest ta książka? Historia opowiada perypetie młodej trzydziestoletniej rozwódki, agentki nieruchomości. Skye rozstała się ostatnio ze swoim wieloletnim partnerem i wydawałoby się, że to jedna z tych "ciekawszych" rzeczy, jakie mogą przydarzyć się w jej życiu, dopóki nie pojawia się w nim przystojny brunet, a w dodatku też wilkołak. No, moi mili państwo, teraz tylko rollercoster emocji! 

Dalej do czynienia mamy z kilkoma mniej lub bardziej przewidywalnymi wydarzeniami i miłosno/przygodowymi zawirowaniami w życiu głównej bohaterki, ale na większość z nich podczas czytania przymykamy oko, bo w końcu czas tak przyjemnie mija, a i same postacie prezentują się niezwykle sympatycznie.

Całość jest napisana prosto, lekko i klarownie. Nie doszukałam się błędów w korekcie czy redakcji, co, przy tej metodzie wydania, naprawdę się chwali. Indygo równocześnie Ameryki nie odkrywa, ponieważ zaprezentowane przez autorkę rozwiązania fabularne można też spotkać w innych powieściach urban fantasy. Chmary i zagrożenie ze strony wampirów oraz rasy nadnaturalnych gatunków, które ukazały się światu i żyją otwarcie pośród ludzi, bardzo mocno skojarzyły mi się z takimi seriami jak Mercedes Thompson od Patricii Briggs czy Chicagolands Vampires od Chloe Neill. Camille Gale jednak prowadzi narrację w odrobinę innym kierunku i przedstawia czytelnikowi również Skye, która jest indygo - człowiekiem odpornym na urok wampirów, co nadaje całości niewielkiego powiewu świeżości. Powiem szczerze, że byłam natomiast odrobinę rozczarowana faktem, że autorka ma ciągoty, aby często skupiać się na wątku romantycznym, dodatkowo go również niesamowicie komplikując. Trudno mi powiedzieć czy było to tak tutaj potrzebne, bo książka przez to mocniej kojarzy mi się z paranormal romance niż urban fantasy.

Gdybym miała przydzielić Indygo do jakiejś pojedynczej kategorii jakości, nazwałabym ją średniakiem. Trzeba jednak brać też pod uwagę fakt, że jest to debiut pisarski, wydany metodą self-publishingu, co w moich oczach dostaje punkt za odwagę i ogrom pracy, jaki musiała przyjąć na siebie autorka. Trudno nie zauważyć, że podobnych pozycji na naszym, a zagranicznym to już na pewno!, rynku wydawniczym czytelnik znajdzie mnóstwo podobnych historii, a większość z nich będzie miała do zaproponowania odrobinę więcej niż Indygo Camille Gale. Jest to jednak wciąż bardzo przyjemne i ciekawe w odbiorze, polskie urban fantasy, a tego chciałabym widzieć w naszych księgarniach więcej i więcej, dlatego też prawdopodobnie sięgnę również po nadchodzącą część drugą. :) 

Indygo, Camille Gale, wydawnictwo Poligraf, 2019

Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl